poniedziałek, 31 października 2016

Podsumowanie miesiąca

Nie czytaj skreślonego tekstu. (A miałeś nie czytać!:p)

Jak ten czas szybko leci...Witajcie kochani na najstrrraszniejszym podsumowaniu miesiąca! Auuuuuuu! (Przepraszam, odbiło mi się) Przygotujcie się na katusze od Alfy!XD Zacznijmy tortury:

Ten miesiąc okrutnie mnie ucieszył i zawiódł jednocześnie. Z dołączających do nas Meli, Kai, Wolfika, Ruffian, Britaina, Senshiego i Loki zostały tylko Mela, Kaja, Britain i Senshi. Nie żeby nie było to pocieszające, ale obserwuję u nich małą aktywność. Pożegnali nas także Jetra, Samantha, Vanilia, Jacob i Evelyn. Na pocieszenie Layla znalazła swą miłość w Embrym i doczekała się z nim potomstwa:D. Witamy w gronie dorosłych Primrose i Delacroix o których dorosłe formularze proszę. Już nie pamiętam ostatniej adopcji ani questu:(...Ajaaaa! Cicho sza, ty wewnętrzna zgryzoto! Ale to mnie nie zadowala. Och, no i wybaczcie, wybaczcie mi, przepraszam z całego serca...Zapomniałam o konkursie!:'( Prace napisały trzy osoby na 9 osób. He, sami oceńcie czy to sporo. Lipa! Oddaję wam cukierka za psikus i przedstawiam ówczesne wnioski:
1. Miejsce oddałabym cenionej przeze mnie osobie której już z nami nie ma. Jej pieśń znajdzie się w zakładce ,,Fanarty". To wszystko, co mogę jej pozostawić.
2. Miejsce zajęła nasza Beta, DODA. Zastanowię się jeszcze nad wyborem nagrody, ale praca również znajdzie się w fanartach.
3. Honorowe miejsce ma Weran. Otrzymuje ona możliwość wybrania ważnego stanowiska. No i, rzecz jasna, fanarty.
A oto, co czeka was w tym miesiącu:
KOLEJNY KONKURS! Tym razem konkurs na stworzenie nowego, oryginalnego mutanta. Aby wziąść w nim udział, należy jedynie wysłać mi wygląd i opis nowego mutanta oraz opowiadanie w którym spotykacie go. Czas macie do 17 listopada, wyniki ukażą się o ile amnezja nie wyjdzie z ukrycia 20 listopada. Życzę powodzenia!:D
Oprócz tego obowiązkiem każdej postaci jest napisanie min. jednego opowiadania inforumjącego o tym, jak wasza postać spędziła dzień i noc hallowen do 10 listopada. No i nie może się obyć bez małej zabawy-ogłaszam rozpoczęcie wydarzenia Cukierek albo Psikus! Event ciągnie się do samego końca listopada. Już wyjaśniam:
Zabawa polega na zdobyciu jak największej ilości cukierków które można wymienić na nagrody. 
Cukierki zdobywacie za opowiadania (w zależności od ich długości i jakości), aktywność, udzielanie się w konkursach, bannery i avatary.
Psikusy nakładają na was kary. Tak, je też ,,kolekcjonujemy". Można je otrzymać za niestosowne zachowanie na chacie i stadzie, niską aktywność czy też jej brak, ogółem wszelkie zło.
Taka mała sztuczka na poprawę waszej aktywności:p;). 
Ale to mnie nie zadowala. Aktywność powinna się zwiększyć, szkoła zaczęła się dawno (Mam tu na myśli szczególnie Bety). Tak więc, łączmy się i zawyjmy, zamiauczmy, zarżyjmy razem w tym miesiącu!
~Straszna Alfa Layla, przyszła Alfa Heaven i młoda Alfa Blood

PS A kiedy postarzanie? Jak mi się zechceXD

środa, 26 października 2016

Od Heaven'a CD Primrose

Spojrzałem na waderkę uśmiechającą się do mnie. Miałem inne zamiary, ale skoro mam okazję pobawić się z kimś, nie wypadałoby nie skorzystać. Postąpiłem krok do przodu i odparłem:
- Więc chodźmy. Co chcesz robić?-spytałem idąc obok Primrose statecznym krokiem. Wydawała się nieco onieśmielona moją obecnością, a po chwili zastanowienia oświadczyła:
- Może w przeciąganie?
- Czemu nie-poszperałem trochę wśród krzaków i wyciągnąłem stamtąd długie, elastyczne pnącze. Zanieśliśmy je na pobliską łąkę i chwyciliśmy zębami, po czym oboje zaczęliśmy ciągnąć w swoją stronę. Zaparłem się łapami i użyłem całej swojej siły co okazało się niepotrzebne, bo waderka upadła od razu.
- Nic ci się nie stało?-spytałem na wszelki wypadek.
- Nie. Jeszcze raz?-kiwnąłem głową. W kolejnej rundzie również wygrałem, i następnej, tylko dwie z sześciu okazały się dla Primrose szczęśliwe. Nie wiedziałem, że mam taką dużą siłę...
- Silny jesteś-powiedziała waderka, otrzepując się z liści. 
<Primrose? Brakus wenus totalus maximus mnie dopadł>

Od Blood'a

Westchnąłem obracając się na drugi bok gdy promienie słoneczne próbowały wyciągnąć mnie z łoża. Niechętnie otworzyłem oczy by ujrzeć dobrze znany mi scenariusz: Rodzeństwo wyciągnięte przede mną, rodziców obok i ścianę skalną. Leżałem jeszcze z piętnaście minut zanim nie zdobyłem się na wstanie. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i już usłyszałem za sobą zadowolone pomruki. Szedłem mimo wszystko dalej z uśmiechem, a wyjście zbliżało się coraz bardziej. Może się udać-przyspieszyłem trochę, aż nagle tata złapał mnie i rzekł stanowczo:
- Najpierw śniadanie. Wiesz o tym-popchnął mnie w przeciwną stronę. Z markotną miną powlokłem się w stronę reszty i usiadłem dalej. To niesprawiedliwe-pomyślałem, ale usiadłem i czekałem na jedzenie. Rodzice przynieśli trochę miodu, ryby i sarninę. Złapałem szybko kawałek mięsa, umoczyłem w miodzie i oddaliłem się do kąta chcąc w spokoju zjeść. Mama pokręciła głową i zaczęła długą rozmowę z tatą. Moje rodzeństwo zjadło już swoje porcje i podeszło do mojej ściany. Fuknąłem krótko i usiadłem przypatrując się ich reakcji.
<Dino? Mikaela?>

Od Heaven'a

Ziewnąłem, przeciągając się na kamiennym podłożu. Otworzyłem oczy i zamrugałem nimi parę razy. Jak zawsze, znajdowałem się w jaskini naszych rodziców, słońce jeszcze nie wstało, ale w sumie o takiej porze roku zawsze późno przychodzi świt. Moja rodzina spała w najlepsze, a ja zaczynałem się powoli nudzić. Wtedy do głowy wpadł mi pewien pomysł. Wstałem i skierowałem się w stronę okna, gdy nagle...Bęc! Łapy rozjechały mi się. Nauka chodzenia nie była łatwa. Podniosłem się i otrzepałem, po czym stanąłem tuż pod otworem. Co tam jest takiego na górze, że rodzice nie chcą nas wypuścić? Poradzę sobie-pomyślałem i postanowiłem dostać się do okna. Spojrzałem na głazy niedaleko otworu, lecz one stały zbyt daleko. Zainteresowała mnie książka na niskiej półce. Zbyt szybko się poderwałem i upadłem w czasie biegu, ale prychnąłem tylko i już miałem podnieść łapy, kiedy w dole coś małego pisnęło przeraźliwie i pomknęło między moimi nogami. Natychmiast udałem się w pogoń za szarą myszką, nieraz prawie ją doganiając, ale trwało to sporo czasu nim uwięziłem ją między pazurami. W tym momencie mama ziewnęła i wszyscy zaczęli się powoli budzić. Gdy zobaczyła między moimi pazurami zdobycz, powiedziała z dumą:
- Brawo!-tata poklepał mnie, podczas gdy rodzeństwo leżało gapiąc się na mnie. Blood nie wyglądał na zadowolonego.
<Dino, Mikaela? Może tatuś?>

Od Primrose CD Heaven

Otworzyłam oczy. Rozejrzałam się po jaskini. Wszyscy jeszcze spali oprócz mnie. Postanowiłam się wymknąć. Cicho wyszłam z jaskini nie robiąc przy tym chałasu. Kiedy znalażłam się w plenerze postanowiłam nadal poznawać uroki tego miejsca. W końcu tu się urodziłam, tu dorosbe i tu umrę, więc chyba powinnam znać nawet najmiejszy zakamarek. Nagle mój wzrok przykuło coś poruszającego się w krzakach. Z natury jestem dość cicha, ale gdy jest jaka kolwiek okazja do zabawy zamieniam się w takiego "dzikusa".  Napięłam mięśnie. I bez namiejszego szelestu przeskoczyłam przez krzak i wylądowałam na czymś miękkim, a raczej kimś. Właśnie stałam na małym wilku.
- Och wybacz mi. Naprawdę nie chciałam! Nazywam się Primrose.
- Miło mi moje imie to Heaven. - przedstawił się - O i możesz ze mnie zejść.
- Oj, wybacz. Chcesz się ze mną pobawić?
<Heaven?>

wtorek, 25 października 2016

Od Layli-,,Poród w plenerze"

Szliśmy wolno naprzód po dywanie z kolorowych liści, wirujących jak złote tornada naokoło. Wiatr świszczał w pustych koronach drzew, a przed nami znajdowała się, jak przypuszczałam, niewielka polanka w jesiennych barwach brązu i szarości. Przyspieszyliśmy i po chwili zwróciliśmy głowy ku niebu, a każde z nas zatopiło się w myślach. Bujałam w zakamarkach rozumu, gdy nagle moje ciało przeszył bolesny skurcz, a zaraz po nim kolejny. Poród!-ta jedna, trzeźwa myśl sprawiła, że natychmiast jęknęłam i położyłam się w trawie, oddychając ciężko. Embry natychmiast przerwał ostrzenie patyka i podbiegł przestraszony. Wydusiłam tylko:
- Już!-i zamknęłam oczy, znosząc ten ból najlepiej jak mogłam. Basior pognał w kierunku jaskiń aż unosił się z liści pył, a ja zostałam na środku polany. Nachodziły mnie kolejne skurcze, podczas gdy coś poruszyło się w gęstwinie. Zacisnęłam zęby i spojrzałam w tamtą stronę, a widok zmroził mi krew w żyłach: szeregiem zbliżały się do mnie obce wilki. Każdy z odwróconym krzyżem na łapie, nożem w pysku i zabójczym wzroku. Wyraźnie nie mieli dobrych zamiarów. Oczy napełniły mi się przerażeniem, próbowałam zerwać się do biegu, lecz byłam całkowicie bezbronna. Stuliłam uszy po sobie. Czego oni chcą ode mnie?! Co mi zrobią?! Kolejny ból, a wrogowie zbliżali się ciągle. Na co czekasz! Uciekaj!-usilnie starałam się przygotować do obrony, gdy z daleka dobiegły mnie odgłosy Embryego. Tajemniczy osobnicy cofnęli się w popłochu i pierzchli do lasu. Westchnęłam z ulgą, nadal nie mogąc opanować drżenia. W momencie, gdy pojawiła się sanitariuszka wraz z moim partnerem, na świat przyszedł czarny basiorek. Następnie pojawiła się kremowa waderka. Oddychałam szybko, basior trzymał mnie za łapę. Jeszcze tylko szary i jasnoszary basiorek. Odetchnęłam z ulgą i spojrzałam na swoje pociechy. Piszczały cichutko i były cudowne. Pokochałam je odkąd pojawiły się na tym świecie. Zaraz potem zaczął się wyścig pełzających maluchów. Przypatrywałam się im z błyszczącymi oczami gdy układały się przy moim brzuchu. Embry był zachwycony. Delikatnie lizałam z miłością i troską ich futerka. Była to jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Spojrzałam na basiora, całego rozpromienionego i nasze nosy spotkały się. 
- Popatrz, to Heaven-powiedziałam wskazując szarego basiorka.-I Blood-dodałam pokazując czarnego basiorka. 
- Iron Dino i Mikaela. Oni także-uśmiechnął się Embry. 
Wszystkie były dobrze rozwinięte i wiedziałam, że będzie dobrze. Kochaliśmy nasze dzieci oboje.
<Embry? Nasze dzieciaki:*>

Layla się oszczeniła!

https://c5.staticflickr.com/6/5500/11135635524_8791a88431_b.jpg 
Blood

 http://orig10.deviantart.net/3bff/f/2009/121/7/7/sleepy_wolf_pup_by_wildwolfpup.jpg 
Heaven

 http://www.cosmosmith.com/images/hb_wolf_pup2.jpg 
Mikaela

 https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/b8/5d/f6/b85df6bd12c4af9747e8628205bc2191.jpg 
Dino

poniedziałek, 24 października 2016

Od Reyna CD Kala

Siedzieliśmy przez chwilę w niezręcznej ciszy. Zapewne oboje równie mocno chcieliśmy ją przerwać, ale żadne z nas nie wiedziało jak.
- Ok, ja już sobie odpoczęłam, możemy iść dalej, jeśli chcesz- odezwała się Kala. Pokiwałem głową i ruszyliśmy. Tym razem to ona szła przodem. Oboje milczeliśmy, chociaż wcześniej mieliśmy tyle do powiedzenia. Nie wiedziałem, jak mam się zachować. Udawać, że tego, co miało miejsce przed chwilą, nie było? W końcu postanowiłem przestać się tym przejmować. Jakoś to będzie, Reyn.
- To dokąd idziemy?- zapytałem, zrównując się z suką.
- Nie wiem, nie mam pojęcia- odparła.
- Może przejdziemy się po lesie?- spytałem.
- Dobry pomysł- powiedziała Kala. Spacerując, dotarliśmy nad Strumyk Paproci.
- Może wyścig?- zaproponowałem i skoczyłem na pierwszy kamień.
- Już przegrałeś- odparła suka, skacząc tuż za mną. Skakaliśmy tak ze skały na skałę, raz na prowadzeniu byłem ja, raz Kala. W końcu dotarliśmy do Mosty Silver. Postanowiliśmy zrobić sobie kolejny krótki postój.
- To dokąd teraz?- spytała suka.
- Hm, może Święte Ruiny? Właściwie, to jeszcze nigdy tam nie byłem.
- Ja tez nie.
- Więc postanowione- powiedziałem i oboje ruszyliśmy w wybranym kierunku.
<Kala?>

niedziela, 23 października 2016

Od Kali CD Reyn

- Och, dzięki Reyn. - powiedziałam i wzięłam od niego bukiet. - Jest piękny.
Och, Reyn jest wspaniały. Szybko przemknęło mi przez myśl.
- To co idziemy się przejść? - zapytał nagle
- Pewnie. - wyrwał mnie z zamyśleń, ale nie dałem tego po sobie poznać.
Przez całą drogę szłam odrobinę za Reynem. Cały czas na niego zerkałam. Kiedy zaproponowałam małą przerwę usiedliśmy obok siebie. Nagle spojżałam basiorowi w oczy, a on w moje. I wtedy jakoś odruchowo położyłam łape na łapie Reyna. Czyłam się nibiańsko, przez chwilę zapomniałam o wszystkim. Nie wiem ile tak siedzieliśmy dla mnie wydawała się, że to była wieczność. Przez tę dłuuuuuugą chwile liczył się tylko Reyn. Nagle odprzytomniałam zdjełam łapę z łapy wilka i popatrzałam na niego z zakłopotaniem, a Reyn popatrzał na mnie tak samo.
<Reyn?>

Od Layli CD Embry

Postanowiłam sama zacząć, ale widać było że Embry się stara i już coś niecoś rozumie. Oddając się swojej ulubionej rozrywce, na chwilę zapomniałam o kłopotach:
- Na każdego przyjdzie ona i nikt nie uchroni się przed działaniem czasu,-chwila przerwy-jak śnieg roztapia się w lecie, tak i my rozpłyniemy się w-Pomarańcza?-Czasie. Świat zapomni o nas, szeregowcach życia tworzących te rzeki krwi. Ale-przerwa-nie żałuję, że śmierć przychodzi przeze mnie. Kiedyś śmierć wytępi nas i uwolni świat, zobaczycie.-Skończyłam wstęp i poczułam ostry ból głowy. Chwyciłam się łapą za nią, ale to raczej nie był efekt ciąży. Embry odniósł książkę i usiadł obok mnie, kładąc mi głowę na miękkim podłożu. Westchnęłam i spojrzałam na swój brzuch. Coraz bliżej był ten czas. I nie ukrywałam przed sobą, że...bałam się. Ciągle nachodziły mnie przerażające wizje śnieżnobiałej wilczycy leżącej w kałuży krwi, a obok niej jakieś małe zawiniątka. Znów przed oczami na sekundę przesunął się obraz strużki czerwieni przesuwającej się ku moim łapom. Potrząsnęłam głową by nie pogrążać się, co wywołało kolejną falę bólu. Basior jęknął chodź to ja byłam chora.
- To pewnie przez tę pogodę-mruknął-Poczekaj tu i nie ruszaj się-wyszedł ostrożnie, oglądając się na mnie. Niby gdzie miałabym się ruszać?-prychnęłam. To wszystko jest zbyt szybko...Nie chcę tego w sobie. Chcę znów być sobą!-myśli przepychały się jedna za drugą, a ja miałam coraz większe wątpliwości. Wrócił mój partner z zimnym kompresem w postaci kamienia i odrobiną jedzenia. Odsunęłam pysk od mięsa łosia, wzdychając i błądząc gdzieś spojrzeniem. Embry spuścił wzrok i polizał mnie po pysku. Leżeliśmy tak już z godzinę, a wilk gładził mnie po głowie. Dotyk mamy-to właśnie przypominał mi. Westchnęłam, przełknęłam ślinę i odwróciła głowę mówiąc:
- Embry...Nie zrozum mnie źle...Może...Powinniśmy z tego zrezygnować?-wymownie spojrzałam na swój brzuch i powstrzymałam się od płaczu, bo ból głowy jeszcze całkiem nie ustał.
<Embry? Layla ma wątpliwości. Rozwiej je wiatrem pewności (Nawet do rymuXD)XDDDD>

sobota, 22 października 2016

Od Embry'ego CD Layla

Szok... Zostanę ojcem! Ciąża, dzieci, bycie Alfą... Padam!!!
Wiadomość o potomstwie dosłownie zwaliła mnie z łap. Moje oczy zamarły w bezruchu, a uszy i futo stanęły dęba. Moje tylne łapy zsunęły się po podłożu i siadłem. Oczy mojej partnerki wbiły się w moje, czekając na reakcję słowną.
-Jesteś pewna? - dopytywałem się.
Wadera przytaknęła. Teraz byłem już pewien.
~Kilka dni później~
Spałem. Nic dziwnego. Była jeszcze noc. Nagle usłyszałem coś przez sen. Gwałtownie wstałem gotowy do ataku. Jak się okazało młode ma dużą siłę w łapkach...
-Idź spać, już dobrze.
-Nie powinienem - położyłem się - Nie teraz.
Martwiłem się o Laylę. Nie mogłem jej nawet na chwilę zostawić. Zacząłem kombinować co moglibyśmy porobić nie budząc innych. Po chwili przeniosłem wzrok na książkę leżącą na skalnej półce. Poszedłem po nią i wróciłem otwierając ją na zaznaczonej stronie.
-Myślisz, że mogę spróbować?
Wadera zaczęła mówić mi co oznaczają i jak czytać poszczególne znaczki. Po pewnym czasie zacząłem łapać o co chodzi w ludzkim słowniku.

<Layla? Może coś zrozumiem :3>

Od Reyna CD Kala

Poszliśmy więc na śniadanie, gdzie oczywiście usiedliśmy obok siebie. Jedząc sarninę, rozmawialiśmy najpierw o jedzeniu, o tym, jak ważne jest zadanie łowców, aż w końcu wdaliśmy się w dyskusję na temat najlepszego sposobu polowań. Ja uważałem, że najlepiej jest, kiedy grupa dzieli się na kilka mniejszych i wtedy może działać na większym obszarze. Kala była zdania, że lepiej jest atakować całą chmarą, bo to zwiększa szansę na powodzenie polowania. Każde z nas uparcie upierało się przy swoim. Ona wygląda nawet słodko, kiedy się tak twardo upiera przy swoim- przez moją głowę przemknęła z szybkością błyskawicy taka oto myśl, która na początku mnie lekko zaszokowało. Co się ze mną ostatnio dzieje?- zapytałem sam siebie w myślach.
- Reyn? Coś się stało?- zapytała Kala.
- Nie, nic, tylko się trochę zamyśliłem.
- Aha, ok. Ale teraz lepiej się pośpieszmy. Spójrz, wszyscy już skończyli jeść, a my jeszcze nie- powiedziała suka. Szybko dokończyliśmy posiłek i wyszliśmy na zewnątrz.
- To co, idziemy się przejść?- zapytałem.
- Możemy, ale tym razem bez żadnych kąpieli. Jest już stanowczo za zimno na takie wygłupy, a ja nie chcę znów być chora- odparła Kala.
- Ja też nie- powiedziałem. Ruszyliśmy więc przed siebie. Przeszliśmy się Starym Wąwozem, w którym płynęła teraz ogromna, jesienna rzeka, składająca się z pięknych, różnokolorowych liści. Po chwili do głowy wpadł mi pewien pomysł. Wybiegłem trochę naprzód i nazbierałem bukiet najpiękniejszych liści, jakie udało mi się znaleźć.
- Dla ciebie, moja droga- powiedziałem, wracając do Kali. W ostatniej chwili ugryzłem się w język, żeby nie powiedzieć: "moja piękna". Powtórzyłem sobie w myślach pytanie: Co się ze mną ostatnio dzieje?
<Kala?>

Od Ice CD Sophie

Wstałam i przetarłam oczy. Tuż po tym usłyszałam na korytarzu kroki i w wejściu zjawiła się samica Beta-Sophie. Ziewając, dyskretnie szturchnęłam Archera, który niezadowolony z tego wstał z ociąganiem. Oboje usiedliśmy naprzeciw wadery.
- Masz nam coś do powiedzenia?-spytał mój partner, mrużąc oczy.
- E...nic.-odparła speszona Sophie. Wtedy zrozumiałam o co jej chodziło i wstałam raptownie mówiąc:
- Nie ma sprawy, idziemy-uśmiechnęłam się i wyszła z jaskini z samicą Beta, mrugając porozumiewawczo do Archa by miał wszystko na oku do naszego powrotu. Gdy znalazłyśmy się przy wyjściu, zadałam retoryczne pytanie:
- Więc...?
<Sophie? Tak, wiem-Lipa ;_;>

Od Kali CD Reyn

- No dobrze odprować mnie bo przecież nikt nke chce aby nasz malutki Reyn się popłakał. - powoedziałam ze złośliwym uśmiechem
- Hahaha wiesz co bardzo śmieszne. - odparł z obrazą Reyn
- Ale tak na serio tylko mi nie wychodz z jakini abyś nie rozchorował bardziej. - rzekłam poważnym tonem
- Oczywiście mamo. - nie przestał mnie demerwować.
- Ty chyba kochasz mmie denerwować. - przewróciłam oczami
- A jakże inaczej. - odparł
Już dalej nie zdążyłam nic powiedzieć, ponieważ znaleźliśmy się pod moją jaskinią. Pożegnałam się z przyjacielemw weszłam do jaskini.
~tydzień później~
Wkońcu znikły mi objawy to dobrze, ponieważ dobrze wiem jak trudno było mi wytrzymać bez rzadnego wyzwania np. Polowanie. Pierwsze co zrobiłam to poszłam do Reyna zobaczyć co i u niego. Kiedy doszłam zapukałam. Nikt mi nie odpowoedział i zrezygnowana postamowiłam iść na śniadanie. Ale nagle usłyszałam za sobą głos należący do Reyna.
- Witaj. Jestem zdrowy, a ty. - powiedział z promiennym uśmiechem na pysku
- Ja też - odparłam - To co? Idziemy na śniadanie?
- Pewnie.
<Reyn?>

Od Britain'a CD Echo

Jak ja się tu znalazłem? Zadałem to pytanie znając już dawno odpowiedź.Spoglądałem na wszystkich z lekkim dystansem. Zostałem poproszony przez Laylę żeby potowarzyszyć w polowaniu, pewnie dlatego że jako Strateg wojenny mogę się też przydać jako strateg polowań...Albo po porostu z moim stanowiskiem to za wiele w stadzie nie pomogę więc trzeba gdzieś mnie wcisnąć w inne zajęcie żebym nie robił za piąte koło u wozu. Zaś obok mnie szła czarna wilczyca z ciemnobrązowymi i jasnobrązowymi plamami w niektórych częściach jej sierści. Od razu przypomniałem sobie że własnie oto ta samica siedziała obok mnie przy kamiennym stole w jadalni pierwszego dnia. Wreszcie dowiedziałem się jak się zwie, Echo... Nawet ładne imię. A nie przypadkiem przez to że to słowo po angielskiu? Angliczku~ Potrząsnąłem głową ukrywając moje zdziwienie przed czarną samicą. Nie miałem zielonego pojęcia co właśnie usłyszałem w własnym mózgu, ale olałem to wmawiając sobie że to tylko mój mózg płata mi figle.
- To...Wiesz na co będziemy dzisiaj polować?- Zapytała próbując zamazać ekscytację, co nawet dobrze jej wychodziło. Spojrzałem kątem oka na złotooką, na jej pysku malował się lekki uśmieszek. Omiotłem ją szybkim spojrzeniem, znów poczułem lekkie ukucie zazdrości gdy do moich szarych komórek doszedł fakt tego że ja ponownie wychodziłem na tego mniejszego przy waderze. Echo w kłębie musiała mieć coś około 90 centymetrów, jeśli zostalibyśmy przy tych założeniach to ja jestem niższy od niej o jakieś 6 centymetrów. Cóż, to nie jest za wielka liczba lecz nadal ona była wyższa ode mnie, czy wszystkie wadery w tym stadzie brały jakieś sterydy czy jak ?
- Jeden z zwiadowców znalazł trop prowadzący do małego stada karibu, alfa nas wysłała żeby je upolować.- Odpowiedziałem prosto i na temat. Wilczyca podziękowała i na tym nasza konwersacja się urwała. Nagle cała grupa przed nami się zatrzymała, chciałem zobaczyć o co chodzi ale wszyscy inni członkowie zasłaniali widok. Potem wszyscy wleźli w krzaki, tym samym ja i nowo poznana Echo musieliśmy zrobić to samo. Nie przepadam za łażeniem w krzakach a krzaki chyba za bardzo nie przepadają za moją osobą. Wszyscy zebrali się w małym kolę przy granicy krzaków z średniej wielkości łąką na której pasło się z około 15 karibu. Biała wilczyca o imieniu Sophie która okazała się przywódczynią łowców powiedziała szybki plan działania. Wszyscy zostali podzieleni w dwu osobowe grupy, ja trafiłem razem z Echo. Po chwili Sophie cicho pokazała który osobnik był przydzielony do jakiej grupy. Mi i czarnej samicy trafił się średniego wzrostu lecz napakowany samiec. Gdy biała wilczyca przestała rozmawiać nasz plan zaczął się wcielać w życie. W ciszy poszedłem w prawą stronę a Echo w lewą, tak jakby ja i samica mogli rozmawiać ze sobą telepatycznie. Ta współpraca nie trwała za długo gdyż wilczyca wystrzeliła przed siebie zostawiając mnie w krzakach. Samiec karibu spojrzał na nią spode łba i zaczął kopać w ziemi racicami. Wiedziałem że wilczyca nie ma szans sama więc wystrzeliłem jak piorun ku niej. Lecz nadal za wolno żeby pomóc wilczycy. Teraz spoglądałem na scenę w której drapieżnik był zaganiany przez zdobycz. Echo robiła zaskakująco szybkie uniki przed rogami karibu ale nagle coś się stało, wilczyca zaplątała się w plącze wyrastające z ziemi. Nie mogła się uwolnić a wściekły roślinożerca był coraz bliżej. Na maksa przyspieszyłem i ostatnie kroki zamieniłem na długi skok. Wskoczyłem prosto na wilczyce i udało mi się ją odepchnąć na bok. Dokładniej powiedziawszy to przeturlaliśmy się mały kawałek dalej od samca roślinożernych kudłaczy. Nasze turlanie zakończyło się na tym że ja stałem na samicą która leżała teraz na plecach pomiędzy mymi długimi łapami. 
- Nic ci nie jest?- Zapytałem ją z małą nutą troski w tonie głosu. Kątem oka zauważyłem że cała grupa łowców prowadzona przez dwie biała wilczyce rzuciła się na samca tym samym kończąc jego marny żywot. 

< Echo? Mam nadzieje że się podoba :3 I przepraszam że przez jakiś czas nie odpisywałem.>

piątek, 21 października 2016

Od Reyna CD Kala

- Obraziłaś moją męską dumę- odparłem, kierując się za suczką.
- Czy ciebie nie dziwi, jak my się dobrze dogadujemy? Wręcz rozumiemy się bez słów, jesteś wspaniałą przyjaciółką, ale mogłabyś być troszkę milsza- powiedziałem, gdy szliśmy w stronę jaskini medyka. Przyjaciółką, Reyn?- zapytał jakiś cichy głoski w mojej głowie.
- Hahaha, i jeszcze czego- odparła ze śmiechem Kala. Po chwili dotarliśmy do jaskini medyka, była w niej moja siostra, Asami.
- Hej, As, masz może coś dla nas?- zapytałem.
- Coś to znaczy co?- odparła moja siostra.
- Jakieś leki na przeziębienie- powiedziała Kala.
- Już się robi- powiedziała Asami, zakrzątnęła się i po chwili przyniosła każdemu z nas po garści ziół.
- Rano i wieczorem musicie zjeść po jednym dopóki objawy nie ustąpią. A, no i obowiązkowe leżenie w łóżku, nie ma mowy o jakimkolwiek wychodzeniu z jaskini, chyba, że na śniadanie itp. Mówię zwłaszcza do ciebie, Reyn- powiedziała Asami. Przewróciłem oczami.
- No coś ty, nie znasz mnie?
- Znam i dlatego mam powody sądzić, że nie będziesz umiał wytrzymać w jednym miejscu. Przypilnuj go, Kala- moja siostra zwróciła się do mojej towarzyszki.
- Też coś, a dlaczego to niby ona miałaby mnie pilnować- powiedziałem.
- Właśnie- dodała Kala.
- Nie wiem- odparła Asami i wzruszyła ramionami. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy na zewnątrz.
- To co teraz?- spytałem.
- Jak to co? Idziemy do swoich jaskiń- powiedziała Kala.
- Ech, szkoda, pozwól się chociaż odprowadzić- odparłem i ruszyłem za suczką.
<Kala?>

Od Kali CD Reyn

- Chyba nasza wczorajsza zabawa nie była najlepszym pomysłem. Prawda? - powiedziałam z uśmiechem
- Masz racje. - odparł basior - Ale przyznaj, że śmiesznie wyglądałaś gdy wpadłaś do wody.
- Hahaha, ale śmieszne! Nie. - powiedziałam z ironią.
Przez chwilę milczeliśmy. Zdawało się, że każde z nas zastanawiało się nad tym co powiedzieć.
- Może udamy się do medyka po jakieś leki? - przerwał milczenie Reyn
- Wiesz Reyn, twój pomysł jest dobry. Nie licząc tego, że w twojej główce nie mieści się za wiele. - powiedziam sarkazmem, a nastęmnje stałam z miejsca i poklepałam go po głowie i udałam się do wyjścia.
<Reyn?>

czwartek, 20 października 2016

500 postów!

Moi drodzy!
Jesteśmy tu razem dopiero 5 miesięcy, ale już zdołaliśmy osiągnąć liczbę 500 postów! To dla mnie i myślę że dla was też, duży sukces. Starajmy się dojść jeszcze wyżej! Oby tak dalej!
PS Postaram się wyskrobać hallowenowy szablon ;)
~Wasza Alfa Layla

Od Reyna CD Kala

Pomagając Kali wstać, nawet nie przeczuwałem, co ta chytra suka sobie zaplanowała. Szarpnęła mną mocno i po chwili wylądowałem w wodzie. Nie przeczuwałem, że w tej lichej i na pierwszy rzut oka nie wyglądającej na zbyt silną suczce może tkwić tyle siły. Kala wybuchła śmiechem, ja zaś nie byłem zbyt zadowolony. Pragnąłem zemsty, więc skoczyłem w jej stronę. Chciałem znów ją wepchnąć do wody, ale ona zrobiła unik i znów to ja byłem cały mokry.
- No, to teraz jesteśmy kwita- odparła Kala, pomagając mi wstać. Przemknęło mi przez myśl, żeby wykorzystać jej pomysł, ale stwierdziłem, że dość tych kąpieli na dziś.
- Żebyśmy się tylko nie przeziębili czy coś- powiedziała Kala.
- Nic nam nie będzie- odparłem. Poszliśmy jeszcze na mały spacerek, potem coś upolowaliśmy, zjedliśmy i wróciliśmy do jaskiń. Gdy już byliśmy na miejscu, oboje mieliśmy drobny katar. Jednak żadne z nas się tym nie przejęło. Pożegnaliśmy się i wróciliśmy do swoich jaskiń.
~~Następnego dnia~~
Obudziłem się z katarem i trochę bolącą głową. Jednak jesienna kąpiel nie była zbyt dobrym pomysłem. Nie miałem apetytu, więc nie poszedłem na śniadanie. Po jakimś czasie postanowiłem odwiedzić Kalę i sprawdzić, co tam u niej. Poszedłem do jej jaskini i zapukałem w skałę, po krótkiej chwili ktoś cichym, lekko ochrypłym głosem powiedział: "Proszę wejść". Więc wszedłem i ujrzałem Kalę leżącą na swoim posłaniu.
- Jak się czujesz?- zapytałem.
- Nie najlepiej, a ty?
- Też nie- odparłem.
<Kala?>

Od Kali CD Reyn

- Dziękuję ci za ratunek, dziękuję! - wciąż dziękowałam gdybu nie Reyn to peenie było by już po mnie.
- Spokojnie Kala dziękowałaś już tysiąc razy. - powoedział z uśmiechem mój przyjaciel. Ja i Reyn udaliśmy się na małą przechadzkę. Właśnie przechodziliśmy obok jeziorka. Kiedy poczułam, że coś udeżyło mnie w bok i wpadłam do wody. Podniosłam wzrok i zauwarzyłam chytry uśmiech Reyna.
- Och ty! Nie wiedziałam, że taki z ciebie żartowniś. - powiadziałam - Czakaj niech ja cię tylko dorwę!
Powiedziałam, ale robiąc krok poślizgnęłam się i ponownie wylądowałam w zimnej wodzie. Kiedy woda spłynęła z mojego pyska zobaczyłam, że Reyn dusi się ze śmiechu. Kiedy przestał, ponieważ zobaczył moją niezadowoloną mine podszedł do mnie i pomugł mi wstać.
<Reyn?>

środa, 19 października 2016

Od Duncana CD Sophie

Promyczki słońca wpadły nagle do jaskini i skutecznie uniemożliwiły mi dalszy sen. Otworzyłem oczy i przeciągnąłem się na posłaniu, jednocześnie ziewając. Odwróciłem głowę, żeby zobaczyć, czy Sophie jeszcze śpi. Nie było jej, więc musiała już wstać. Wstałem więc i postanowiłem jej poszukać. Wyszedłem na zewnątrz i ujrzałem ją siedzącą kilka metrów przed jaskinią. Jej futro cudownie lśniło w świetle porannego, jesiennego słońca. Do tego jeszcze te wszechobecne, kolorowe liście. Sophie była piękna. I pomyśleć, Dun, że kiedyś z waszych pierwszych spotkań nie za bardzo się cieszyłeś, a teraz nie wyobrażasz sobie bez niej życia. Zaśmiałem się na myśl, jaki kiedyś byłem głupi. Sophie odwróciła się w moją stronę.
- Już nie śpisz?- spytała lekko zamyślonym głosem. Niby rozmawiała ze mną, ale jej ton zdradzał, że myślami nadal była gdzieś daleko.
- Jak widać nie- odparłem i usiadłem obok niej.
- Co robisz?- dodałem.
- Podziwiam widoki. Żyję tu już tyle lat, ale ciągle zachwycam się tym miejscem. Każdą wiosną, latem, jesienią i zimą- powiedziała Sophie.
- Bo tutaj każda wiosna, lato, jesień i zimą są niepowtarzalne- odparłem.
- Racja. No i jeszcze tak sobie rozmyślam.
- Nad czym?
- Nad wszystkim. Nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Jak myślisz, czy to jest jedna z oznak starości?- spytała Sophie, patrząc mi prosto w oczy.
- Jeszcze nie jesteśmy starzy- uśmiechnąłem się i liznąłem ją po pysku.
- Młodzi też nie. Czas spojrzeć prawdzie w oczy- odparła Sophie.
- Jeśli chcesz, możesz tu siedzieć się nad sobą użalać. Ale możesz też iść ze mną- powiedziałem, wstając z miejsca.
- Dokąd?
- Niespodzianka- odparłem. Tak jak myślałem, wilczyca podążyła za mną. Szliśmy różnymi krętymi leśnymi dróżkami, mijaliśmy po części już "ołysiałe", kolorowe drzewa. Pod naszymi stopami szeleściły opadłe liście, co jakiś czas przeleciał nad nami klucz gęsi lub kaczek. W końcu dotarliśmy, czyli do Ogrodu Światłości. Wiosną wszędzie panowała zieleń, ale teraz jej miejsce zastąpiły wszechobecne brązy, żółcie i czerwienie. Gdzie nie gdzie można było ujrzeć skrywającego się w trawie wrzosa.
- Więc to tutaj chciałeś mnie przyprowadzić, ale po co?- spytała Sophie.
- Bo to tutaj początek miała nasza znajomość, prawda?
<Sophie?>

Jetra odchodzi!

Mamy nadzieję, że do nas wrócisz!
Jetra
~~~
Ochroniarz pary Alfa

Powód: Brak czasu, Decyzja właściciela

Od Sophie

Dzisiaj wstałam bardzo wcześnie, nawet za wcześnie jak na mnie. Duncan jeszcze spał, tak więc nie chciałam go za bardzo budzić. Spojrzałam w stronę wyjścia z jaskini i zobaczyłam blask, wschodzącego słońca. Od wtedy kiedy Asami została Betą pierwszy raz widziałam wschód słońca, bo kiedyś wstawałam wcześniej. Te wszystkie obowiązki i takie tam... Wyszłam powoli z mojego mieszkania, a moje futro zabłyszczało delikatnie. Rozejrzałam się i szybko dostrzegłam jaskinie alf, bo zdałam sobie sprawę, że dawno nie odwiedzałam Ice. Choć w sumie, nie. Ona tam na pewno nie mieszka. Ale można spytać się Layli, gdzie biała wadera teraz urzęduje.
Zrobiłam kilak długich susów i po tym, postanowiłam iść wolniej, aż w końcu zobaczyłam Laylę i Embry'ego, którzy akurat wstawali.
-Witaj Layla, witaj Embry. - Powiedziałam z samego początku, chcąc być uprzejma. - Wiecie może gdzie mieszka teraz Ice?
-Nie wiesz Sophie? - Spytała ze zdziwieniem aktualna samica alfa, śmiejąc się po chwili.
-No nie... - Westchnęłam zakłopotana.
-Nie daleko twojej jaskini.
Kiwnęłam głową i udałam się w tamtą stronę.

<Ice? Wybacz za długość...>

wtorek, 18 października 2016

Layla zaszła w ciążę!

http://24.media.tumblr.com/tumblr_m3u6doCBNQ1rpnk7no1_500.png
Layla
  • Z kim: Embry
  • Ilość szczeniąt: 4 (3 basiorki, 1 waderka)
  • Data zajścia w ciążę: 18.10.2016 
  • Data porodu: 25.10.2016

Od Layli CD Embry-,,Niespodzianka"

Patrzyłam z ufnością w zlęknione oczy mojego partnera. Wiedziałam, że nie jest taki jak oni, on także. Przytuliłam Embryego i poprowadziłam do naszej jaskini. Zbliżała się pora obiadu, dlatego wybyłam na chwilę i po kilku próbach udało mi się upolować dwie dorodne łanie. Dołożyłam do tego jeszcze rybę i kapkę miodu, co razem dało piękny posiłek. Kiedy przyniosłam jedzenie, basior siedział w kącie z kamienną miną, bardzo zamyślony. Westchnęłam cicho, i zamarłam w bezruchu nad obiadem u moich stóp. Embry podniósł na mnie wzrok, milcząc z zaciśniętymi wargami. Wyrwałam się z transu i powiedziałam pewnym głosem:
- Nie jesteś taki zły, jak ci się wydaje, a twoje rodzeństwo nic do tego nie ma. Ty starasz się, wiem o tym.-te słowa rozwiały chyba wszelkie wątpliwości, a mój partner polizał mnie po pysku. Ucieszyłam się i zaprosiłam go do stołu. Jedliśmy powoli, zerkając na siebie w milczeniu. Teraz nadeszła najcieplejsza pora dnia, ale my leżeliśmy obok siebie, a każdy myślało o czymś innym. Kochałam Embryego jak nikogo innego. Tyle się ostatnio wydarzyło, tyle nowego...Zostałam Alfą stada, na dodatek zyskałam partnera. Całe moje życie zmieniło się. Wyciągnęłam zza skały książkę i spojrzałam na ostatni fragment jaki udało mi się odczytać. Zaczęłam ponownie mozolnie składać znaczki, wpatrując się w nie intensywnie, a kątem oka widziałam, że wilk oczekuje czegoś.
- Świat odwrócił się.-powiedziałam na głos słowa książki-Tkwimy w tym bagnie aż po szyję-krótka przerwa-Toniemy, niczym kłody, nieznaczne pyłki na drodze...-ktoś chyba przesadził z kawą-śmierci. A ona chodź zwyczajna, dla każdego człowieka nadzwyczajna. Cicha, milutka...-dłuższa przerwa-dopóki nie wyskoczy z niej drapieżnik siejący śmierć.-Zamknęłam książkę. Czytanie szło mi coraz lepiej.
- Dobrze ci idzie-odpowiedział jakby na moje myśli Embry.
- Dzięki, to nic takiego-powiedziałam skromnie, chowając dziennik. Okazało się, że słońce zaczyna chylić się ku zachodowi.
- Cóż-zaczęłam-wygląda na to, że sen przyjdzie na nas szybko.
- Racja-odparł basior-Jak tak dalej pójdzie, to polowania będziemy urządzać wieczorami...W kompletnych ciemnościach-zaśmiał się i zawtórowałam mu. Ziewnęłam i ułożyłam się do snu obok Embryego, czując przyjemny dotyk jego futra. Westchnęłam z błogością i zasnęłam niemal natychmiast.
~Kilka dni później~
Wścibskie promienie słońca połaskotały mnie w nos, a wilgoć spełzła ze ściany i kropla spadła prosto na niego. Kichnęłam i od razu otworzyłam oczy, przeciągając się rozkosznie. Czułam się jakoś tak...ciężko. Może to po wczorajszym posiłku?-pomyślałam i postanowiłam się tym nie przejmować. Obudziłam delikatnie mojego partnera, i znów rozpoczęliśmy dzień schodząc na śniadanie. Wszyscy członkowie byli w dobrych nastrojach. Zrobiłam poranny obchód stada i stwierdziłam, że nie mam żadnych problemów, więc mogę spokojnie odłożyć obowiązki. 
- Może małe polowanie?-zaproponował basior. Uśmiechnęłam się na tą propozycję i zagłębiliśmy się w gęstwinie. Już po chwili drogę zabiegł nam królik, lecz niestety, uciekł. Następnie jakiś nieznany nam, naziemny ptak, który tylko machnął nam skrzydłami przed nosem i już go nie było. Kluczyliśmy, szukając tropu, aż uderzył nas w nozdrza zapach młodych saren. Spojrzeliśmy po sobie i szybko odnaleźliśmy ich kryjówkę na polanie. Przyjęliśmy pozycje. Embry dał znak i chciałam wyrwać do przodu, ale jakoś nie mogłam. Czułam się ociężała i jakoś bez sił, poczułam gdy coś kopnęło...Wewnątrz mnie! Oddychałam płytko, zszokowana całym zdarzeniem. Nagle zza krzaków wyskoczył Embry, a ja poderwałam się przestraszona.
- Czy coś się stało?-zapytał z troską. W jego oczach widać było zaniepokojenie. Spuściłam głowę. Sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć, a myśli mnie przerażały.
- Nie wiem-mruknęłam. Z jedną zdobyczą wróciliśmy do jaskiń i mój partner powiódł mnie do medyka którym okazała się Asami-samica Beta. Wystarczyło spojrzenie wadery na mnie, by przedstawiła diagnozę. Wiadomość była nie tyle zła, co szokująca. Nie mogłam w to uwierzyć, a równocześnie cieszyłam się z tego po kryjomu, ale nie byłam pewna reakcji Embryego. Co, jeśli tego nie zaakceptuje? To wszystko dzieje się za wcześnie...Wszystko na raz!-gorączkowo myślałam nad całą sytuacją, spoglądając nerwowo na swój brzuch. Przed jaskinią medyczną czekał basior, dość już zniecierpliwiony i zaniepokojony na serio. Przygryzłam wargę i wskazałam dyskretnie ruchem pyska nasze mieszkanie. Embry uniósł brew, ale pomógł mi dojść do jaskini. Tam zatrzymaliśmy się naprzeciw siebie, widziałam jego oczekiwanie w oczach. Palnęłam więc prosto z mostu:
- My...zostaniemy rodzicami, Embry.-zakończyłam szeptem.
<Embry? Zostałeś ojcemXD>

niedziela, 16 października 2016

Od Embry'ego CD Layla, Archer

-No to my nie będziemy wam przeszkadzać. Teraz jest wasz czas-Ice była zadowolona z naszego szczęścia, jednak Archer nie miał do mnie przekonania. Dobrze wiedziałem, o co mu chodziło. Kiedy moi "teściowie" odeszli, ja zacząłem co raz głębiej zatapiać się w oceanie moich obaw. Z owego transu wyrwała mnie Layla.
-W porządku Zan? - w jej głosie słyszałem zmartwienie.
-Twój ojciec nie ma do mnie zaufania... Trudno go nie poprzeć...
-Co masz na myśli? Mój tata się o mnie martwi, to normalne.
-Wiem - chwila ciszy - ale czas spojrzeć prawdzie w oczy. Moja siostra zamyka się w sobie, druga boi się nawet własnego cienia, a brat to wredny włuczykij. Czego spodziewać się po mnie? Spojrzałem w głębokie oczy mojej partnerki. Była przykładem ideału.
-Nie jesteś taki jak oni... - szepnęła. A ja uśmienąłem się do niej nieśmiało.

<Layla? Dramat, czy nie?>

sobota, 15 października 2016

Od Minerwy CD Kaja

Przez chwilę przyglądałam się w ciszy waderze. Demona akurat nie było, dzieci poszły się bawić, więc chciałam udać się na jakiś samotny spacerek, żeby pobyć trochę samemu ze sobą, a tu przypałętała mi się jakaś nowa. Straciłam na chwilę humor, ale zaraz potem przyszło mi do głowy, że przecież może to być początek dobrej znajomości, wadera wyglądała na porządną i miłą osobę.
- Hej, jestem Minerwa, miło mi cię poznać- odparłam.
- Mnie również- powiedziała Kaja.
- Więc, skoro nie masz nic do roboty, to możesz potowarzyszysz mi na spacerze?- zapytałam.
- Z chęcią. A dokąd idziemy?- spytała wadera.
- Nie wiem, jak ty, ale ja mam ochotę udać się w jakieś przyjemne i wesołe miejsce. Co powiesz na wycieczkę do Ogrodu Światłości? Byłaś tam już?- spytałam. Reakcją Kai było przeczące pokiwanie głową.
- Nie? To powinno być pierwsze miejsce, jakie poznają nowi członkowie stada. Zatem nie ma na co czekać- odparłam i ruszyłam do przodu. Kaja również zaczęła iść, po chwili szłyśmy już ramię w ramię.
- Zatem do Stada Białego Kruka dołączyłaś niedawno, a co robiłaś wcześniej?- zadałam pytanie, żeby podtrzymać rozmowę. Zaryzykowałam w ten sposób, bo wiele zwierząt reaguje smutkiem lub wręcz agresją, kiedy spyta się je o ich przeszłość.
- Urodziłam się niedaleko stąd. Kiedy dorosłam, opuściłam swój dom, żeby dołączyć do tego stada- powiedziała Kaja. Nadal była tak samo wesoła i spokojna jak poprzednio, więc na szczęście nie trafiłam w jej czuły punkt.
- A ty? Co robiłaś, zanim dołączyłaś do stada? I jak długo już tu jesteś?- spytała Kaja.
- Kilka lat. Wcześniej należałam do innego stada, ale ono przestało istnieć- odparłam.
- A można wiedzieć, dlaczego się rozpadło?- zapytała Kaja. Normalnie pewnie bym się na nią wkurzyła, ale ona nie była wścibska, tylko zwyczajnie ciekawa.
- Najpierw nawiedziła nas susza, a potem napadli ludzie- powiedziałam.
- To musiało być dla ciebie smutne i trudne- odparła Kaja. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że tym krótkim zdaniem rozdrapała ranę, która, zdawało mi się, dawno się zagoiła.
- To zamknięty rozdział- powiedziałam do Kai, odganiając tym samym wszystkie smutne myśli.
Ledwo to powiedziałam, a okazało się, że jesteśmy prawie na miejscu.
<Kaja?>

Od Kai c.d. Layli (do chętnego)

-Dzięki. -Powiedziałam podekscytowana i zarazem dumna z siebie. Szłam za pochyloną ku ziemi waderą w stronę jaskiń. Po około dwunastu minutach dotarłyśmy do jaskiń. Layla poszła odłożyć do spiżarni wiewiórkę a ja weszłam do swojego małego kącik tego stada (? default smiley xd) Było już około godziny siedemnastej więc słońce powolutku zbliżało się do horyzontu. Myślałam sobie o Layli, dlaczego Ona jest taka... No myślałam że Alfa będzie bardziej energiczna i raczej mnie poważna. No ale cóż, taki ma charakter i trudno. Ja jestem z ogółu raczej wesołą i uparta no i taka sobie jestem, nic z tym nie zrobię nawet jakbym się najbardziej jak się tylko da starała.
Postanowiłam więcej o tym nie myśleć ale zamiast tego poznać kogoś nowego. Wyszłam na dwór rozglądając się za kimś na pogaduchy. Już po paru minutach namierzyłam kogoś wychodzącego z jaskiń chyba na spacerek. Podbiegłam do wilka od razu się przedstawiając.
-Hej, jestem Kaja i jestem tutaj nowa, masz może czas? Nudzi mi się i nikogo tutaj nie znam. -Chyba wadera (Nie wiem, może to basior...) patrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem.

<Ktoś chętny do aktywnego pisania opowiadań?>

czwartek, 13 października 2016

Od Ice CD Archer

Spoglądałam z wściekłością na ogromnego, wstrętnego stwora. Jego ciało, niezgrabnie rozkraczone na czterech krzywych nogach unosiło się rytmicznie, gdy dysząc wydawał przedziwne, warczące dźwięki w moją stronę, wstrząsając grzywą podobną do siana i wytrzeszczając swoje ,,paciorki". Jeżąc sierść, stałam naprzeciw niego, aż jakiś sygnał kazał mi długim skokiem dobrać się do szyi mutanta. Nie byłam już tak sprawna jak kiedyś, ale dotkliwie zraniłam przeciwnika i kontynuowałam, zadając mu ciężkie rany kłami i pazurami. Plan był następujący: Gdy ofiara z powodu utraty krwi (pardon, żółtawej posoki) opadnie z sił, dobiorę się do otworu z boku i wykończę dzieło. Walka trwała już dłuższą chwilę, wszystko szło zgodnie z inicjatywą, gdy gdzieś z niedaleka dało się słyszeć dźwięki strzalów, krzyków i tłuczenia. Spojrzeliśmy po sobie z Archerem i Hyc!-ukryliśmy się w ciemnym zaułku, modląc się by nas nie zauważono. W ulicę wjechał orszak pijaków, gromiąc mutanty z karabinów, co oczywiście nie dało efektów. Przypatrywaliśmy się z boku bezsensownej bijatyce z kpiną na pyskach, aż przeciwnicy-co do jednego-zginęli brocząc we własnej krwi (i posoce). Upewniliśmy się jeszcze, że nie żyją, skomentowałam więc to jednym zdaniem:
- Resztę zabawy zostawmy padlinożercom-Arch uśmiechnął się pod nosem i prędko uciekliśmy z tego miejsca. Zmęczyłam się już noszeniem sprzętu, zwłaszcza, że teren zaczął się podwyższać odkąd wróciliśmy na tereny stada. Wspinaliśmy się po wschodnim stoku Gór Zapomnienia, oddychając już z trudem. Dzisiejszy dzień chylił się ku końcowi, słońce lizało wierzchołek gór, zmieniając złotą szatę na pomarańczowo-żółtawy arras. Westchnęłam ciężko, czołgając się pod górę, gdy nagle wszystko wydarzyło się w jednej chwili: zza krzaka wystrzelił szmaragdowy, zygzakowaty kształt prosto w moją stronę, Archer wydał niemy okrzyk przerażenia, a ja zatoczyłam się do tyłu.
<Archer? Domyślasz się?XD>

Nowa samica!

Mela
~~~
Opiekun młodych

Ruffian i Wolfik odchodzą!

Mamy nadzieję, że do nas wrócicie!
Ruffian
~~~
Obrońca Alf

Wolfik
~~~
Obrońca Bet

środa, 12 października 2016

Od Claris CD Britain

Pojawienie się latającego "gościa" sprawiło, że trochę się uspokoiłam i zdałam sobie sprawę, jak dziecinnie się zachowałam. No ale cóż, taka już jestem. Basior pewnie pomyślał sobie o mnie, że jestem co najmniej niezrównoważona psychicznie, ale mnie guzik obchodzi, co ktoś o mnie myśli. Zapędziłam się w swoich rozmyślaniach, ale coraz głośniejsze bzyczenie Ssafona sprowadziło mnie na ziemie. Jego obecność naprawdę mocno działała na nerwy i skutecznie przeszkadzała w skupieniu się. Nie obchodziło mnie, co robi albo zamierza zrobić Britain, ja zamierzałam pozbyć się mutanta. Skoczyłam w jego stronę, Ssafon nawet nie zdążył zareagować, gdy w jego ciało wbiły się moje kły i pazury. Jak się okazało, basior wpadł na podobny pomysł i razem niemal rozerwaliśmy biednego (biednego? Co ja, do licha, bredzę?! Jakiego biednego? Należało mu się za samo bycie mutantem!) Ssafona na pół. Oboje od razu wypuściliśmy z pyska to, co po nim zostało. Zapadła cisza, nikt nie miał pomysłu na to, co zrobić, powiedzieć. Ja nie chciałam nawet udawać, że zależy mi na tej konwersacji. Odwróciłam się tyłem do basior i usiadłam, przypatrując się wodzie. Jednak zaraz potem przypomniało mi się, że tylko skończony głupiec odwraca się tyłem do nieznajomego, więc usadowiłam się tak, żeby mieć na samca oko. Ten zaś również podszedł do brzegu, usiadł kilka metrów ode mnie i także zaczął przyglądać się wodzie, jak ja przed chwilą. Zignorował mnie, tak jak ja jego. Znów spojrzałam na strumyk, ale to spowodowało jedynie, że bardziej się wkurzyłam, bo przecież nienawidzę wody! Zupełnie o tym zapomniałam, ale...jak można zapomnieć, że się czegoś nie lubi? No cóż, najwyraźniej można. Tak więc zaczęłam przyglądać się przeciwległemu brzegowi, ale nadal słyszałam ten wkurzający szum wody, co powodowało, że z sekundy na sekundę tylko traciłam humor, który dopiero co przed chwilą udało mi się odzyskać. Trwało to kilka minut, aż poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciłem głowę w bok. Nie myliłam się, Britain przyglądał mi się z ciekawością oraz...lekką drwiną?
- Co?!- zawołałam wkurzona.
- Nic- odparł i uśmiechnął się pod nosem, znów przenosząc wzrok na wodę. Miałam ochotę przygnieść go do ziemi i zmusić, żeby powiedział mi, co go tak we mnie bawi. Zdaję sobie sprawę, że jestem wybuchowa i łatwo się irytuje byle czym, ale to nie powód do żadnych podśmich**ek (piękne słowo XD), a jeśli ten basior tego nie pojmie sam, to będę musiała mu to wytłumaczyć.
<Britain?>

Od Britain'a CD Claris

Oj jeszcze ja pokażę tej złośnicy, że lepiej ze mną nie zadzierać. Oj, nie, nie, kochana.
- Nic, w sumie nic mi do tego- Powiedziałam głośno i najwyraźniej jak umiałem, chcąc, żeby ukryć swój angielski akcent - W końcu każdy ma jakieś hobby.- Dodałem po chwili uśmiechając się szyderczo pod nosem.
- Z czego się tak cieszysz?!- Spostrzegawcza z niej bestyjka, mruknąłem w myślach patrząc na nią z wymalowaną niechęcią. No i nastała cisza. Wadera dosłownie rozrywała mnie swoim chłodnym spojrzeniem, z resztą ja robiłem to samo.
-Co ci do tego? - Spytałem przedrzeźniając ją. Wilczyca z chłodnego spojrzenia zmieniła je na mordercze, które mogło przebić prawie każdego. Cóż, ma nieszczęście gdyż natrafiła na mnie a ja tak po prostu nie będę się zwijać przed kimś. Przewróciłem oczami tracąc zainteresowanie wybuchową waderą, zamiast tego zwróciłem wzrok na błękitną wodę która płynęła w wolnym tępię.
- Za kogo ty się uważasz?!- Wydarła się przy tym nie umyślnie plując śliną. Było to łatwe do zrozumienia że przekroczyłem już granice jej cierpliwości. Niekontrolowanie zaczęła rzucać w moją stronę obelgami przy tym jeżąc sierść i napinając mięśnie. Zastrzygłem uszami gdy usłyszałem cichy trzepot skrzydełek. Nie byłem całkowicie pewien czy przypadkiem nie przesłyszałem.
- Cicho.- Powiedziałem do wadery która nie zwracając na moją wypowiedź jechała nadal po mnie swymi obelgami jeszcze głośniej. Powtórzyłem to jeszcze raz ale jeszcze głośniej, a odpowiedzią wilczycy było jeszcze głośniejsze wydzieranie. Nie chciałem za bardzo schodzić na poziom wadery, ale ona powoli tym swymi wrednymi komentarzami i przeklinaniem doprowadzała mnie do szału.
- Zamkniesz się wreszcie!- Wydarłem się tak głośno że aż na pysku samicy pojawiło się wielkie zdziwienie. Moja sierść była najeżona a mięśnie spięte w gniewie. Od razu po zauważeniu tego wróciłem z powrotem do mojej normalnej postawy i zacząłem cicho nasłuchiwać. Mój słuch się nie mylił, coś leciało w tę stronę. Nie wiem dlaczego lecz moja intuicja podpowiadała mi że to może być jedyny latający mutant, Ssafon. Do szarej wilczycy dźwięk wreszcie też musiał się dostać do jej kapuścianego łba, gdyż zaczęła nie pewnie się rozglądać.
- Widzę że też to słyszysz.-Mruknąłem spoglądając na nią z małym zainteresowaniem. Dźwięk się nasilił aż z krzaków nie wyleciało mucho podobne coś o wielkości kota domowego. Z jego łysej głowy wystawał długi język który machał na około dotykając wszystkiego co popadnie.

< Claris? Nie miałam pomysłu co napisać, ale mam nadzieje że ci się podoba :3>

Od Layli CD Kaja

Na chwilę odjęło mi mowę. Jako można targnąć się na takie stanowisko, nie potrafiąc nawet używać tej broni?!-Była to dla mnie niedorzeczność. No cóż, uczymy się na błędach, i nie mogę jej z tego powodu dyskryminować. Nie lubię nauczać, szczerze wolałam już zostać sama i nie zawracać sobie głowy ,,ważnymi rzeczami". Ale nie bardzo mogłam odmówić-chciałam pomóc. 
- Ok-odparłam bez entuzjazmu, grzebiąc łapą w ziemi.-Idziemy po sprzęt-ruszyłam wolnym, dumnym krokiem w stronę jaskiń, spoglądając w bok jak Kaję rozpiera energia. Sprawiała wrażenie, że zaraz odleci z jej nadmiaru (XD). Wspięłyśmy się do wejścia i rozeszłyśmy do swoich jaskiń. Embryego nie było, moich rodziców także, więc wygrzebałam skądś łuk, kołczan pełen strzał i wyszłam na polanę przed domem. Przez chwilę w zamyśleniu podziwiałam soczystą zieleń lasów, turkus lśniącego jeziora i biel ośnieżonych szczytów gór. Od zawsze było to moim domem; wyobrażam sobie, czym mógł być dla innych-potrząsnęłam głową i spojrzałam w dół na stojącą na baczność Kaję z wypolerowanymi strzałami. Skierowałyśmy się w stronę zachodniego lasu. Tam było najlepsze otoczenie do pierwszych treningów. Zatrzymałyśmy się przed polem rzadkich, zarówno grubszych jak i cieńszych drzew.
- Na początek cele nieruchome-zapowiedziałam. Sama zręcznym ruchem wyciągnęłam strzałę, szybko nałożyłam na łuk, naciągnęłam cięciwę i ostrze z wibrującym brzękiem utkwiło w korze cienkiej, srebrzystej brzozy. Wszystko trwało kilka sekund, mimo to szczęka waderze opadła. 
- Spróbuj wycelować w to-wskazałam dość grube drzewo pośrodku. Kaja wyjęła strzałę, osadziła ją na łuku i...
- Źle. Zrób to tak, będzie ci łatwiej-ustawiłam jej łapy odpowiednio na broni, pomogłam naciągnąć cięciwę i...Brzęk, strzała wbiła się w obiekt. 
- Teraz spróbuj sama-wadera wystrzeliła, udało się jej. Nie było z nią źle, ale będzie musiała jeszcze sporo poćwiczyć. Całe popołudnie spędziłam na nauce Kai, szybko się uczyła podstaw. 
- Dość już na dzisiaj-uznałam w końcu. Wtedy moje ucho dobiegł jakiś szmer, małe, rude stworzenie przesuwało się po gałęzi. Błyskawicznie wystrzeliłam w jego kierunku, ale w ciele uktwiły...dwie strzały. Druga okazała się pochodzić od wilczycy.
- Brawo-mruknęłam cicho i podniosłam zdobycz.
<Kaja?>

Od Kai CD Britain

Piękny wieczór. Idealny aby przejść się po stadzie i poznać jeszcze więcej zakątków tego wspaniałego miejsca. Stałam przed jaskiniami na polu gdy słońca już prawie widać nie było a księżyc był już nie niebie. Biorąc głęboki oddech zaczęłam iść przed siebie rozglądając się w okół siebie. Na boku miałam łuk z strzałami jakbym musiała się bronić z daleka. Było już dosyć cicho, wiele wilków jak i kotów było już w swoich jaskiniach a może nawet śpiąc. 
W dziesięć minut znalazłam się już daleko domu gdzie nie było widać żadnej żywej duszy poza ptakami i owadami. Wyszłam z lasu na małe wzgórze aby móc się tam położyć i podziwiać piękne tej nocy gwiazdy. Gdy leżałam już na trawie zdjęłam z siebie łuk i kołczan z strzałami. Było już około godziny 21-22 więc na niebie było jak... Piękna nieba i kosmosu nie da się opisać żadnym z istniejących słów na tej ziemi. Wpatrywałam się tak w gwiazdy dając się ponieść marzeniom gdy moje oczy samoczynnie zaczęły się sklejać a ja nawet nie zauważyłam gdy zasnęłam.

**Rano**

Leniwie otworzyłam oczy i pierwsze co zauważyłam to wilka stojącego jakiś ponad metr przede mną z moim łukiem i kołczanem w pysku. Zerwałam się na łapy warcząc na niego.
-Kim jesteś?! -Warknęłam na basiora.
Ten tylko stał bezczynnie patrząc się na mnie i nawet nie ruszył pyskiem.
-Oddawaj mój łuk! -Krzyknęłam na niego skacząc przy tym w jego stronę. Ten nie wiem co zrobił że po chwili znalazł się na moich plecach. Szybko go z siebie zrzuciłam gdy ten wskoczył na mój grzbiet. Był większy i cięższy ode mnie więc szybko się załamały pode mną nogi. Bałam się leżąc pod jego ciałem do coś mi zrobi czy mnie porwie... W końcu nie mogę być pewna czy On jest z nami.
-Uspokoiłaś się śpiąca królewno? -Zapytał mnie basior stojąc na mnie i wciąż trzymając moją broń w pysku.
-A uwierz że tak. -Burknęłam do niego.
-To dobrze.
Brązowo-biały basior skoczył ze mnie oddając mi przy tym łuk i strzały.
-Po pierwsze nie powinnaś byś spać w takim odsłoniętym miejscu ponieważ każdy bardzo łatwo może cię zaatakować a nawet zabić a po drugie także nigdy nie zostawiaj obok siebie swojej broni. -Zwrócił mi uwagę samiec.
-Nie jesteś moim tatą więc nie musisz mi mówić jak mam żyć. -Znowu do niego burknęłam.
-Nie mówię Ci jak masz żyć ale co robić aby przetrwać.
-Zwariowałeś?! W tym miejscu każdy jest bezpieczny. 
-A mutanty? A wrogie watahy chcące zabrać tereny tej watahy? O nich nie pomyślałaś?
-Mutanty? Jakie mutanty? -Zapytałam go przerażona.
<Brit?>

Od Kai CD Layla

Usiadłam obok białej wadery.
-Jeszcze raz Ci bardzo dziękuje za przyjęcie mnie do tego wspaniałego stada! -Wręcz wykrzyczałam ponownie napadnięta napaścią szczęścia. (? XD)
-Mówię Ci, że nie masz za co dziękować. Z chęcią przyjmujemy nowych członków do stada. -Uśmiechnęła się do mnie Layla. Zanurzyłam swe śnieżno białe łapki w wodzie ciesząc się tym gdzie się znajduje. Jedno z naprawdę nie wielu albo może nawet jedyne stado które nie jest zagrożone na jakiekolwiek choroby! Ach, jak pięknie , że się tutaj znajduje. 
-Mam Ci mówić Alfa czy zwyczajnie Alfa? -Zapytałem się zamyślonej wadery.
-Po prostu Layla. -Odpowiedziała zapatrzona w wodę.
-Więc Layla, wzięłam stanowisko łuczniczki, lecz mam mały problem z tym... Sportem. Czy jest jakaś możliwość abym dostała jakąś małą lekcję co do łucznictwa? -Zapytałam Laylę która przez chwilę się zastanawiała nad odpowiedzią.
<Layla? Nie Ty jedna nie masz nie raz weny... Chociaż twe opowiadania i tak są cudne XD A podszkolisz mnie? :3>

wtorek, 11 października 2016

Od Archera CD Ice

Rozglądałem się dookoła węsząc za potencjalnym zagrożeniem. Nic jednak nie nadchodziło. I dobrze, bo rozwaliłbym to głupie pudło za ściągnięcie na nas kłopotów.
-Chyba mamy szczęście i nikogo nie ma w okolicy.- mruknąłem do Ice ruszając się z miejsca. Dla pewności zanim wyszedłem z pomieszczenia przeczesałem jeszcze wzrokiem otoczenie. Pusto. Odszedłem parę metrów, ale nie słyszałem za sobą żadnych kroków. Odwróciłem się.
-Ice?- zawołałem w stronę budynku. Biała wadera wyszła.- Po co ci to?- wilczyca wzięła to stare radio, obwiązała je linką i teraz miała je przywiązane do grzbietu.
-Może się kiedyś przydać.- odparła i raźno ruszyła przed siebie. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem i wróciliśmy do zwiedzania miasta. Nie przeszliśmy nawet przecznicy, gdy na końcu ulicy dało się słyszeć jakieś szuranie. Chwilę po tym zza rogu wyskoczyły dwa, porządnie wyrośnięte mutanty, a dokładniej Kostreny. Wielkości dorodnego bizona potwory zaczęły wpatrywać się w nas, ślina ściekała im z pyska. Zjeżyłem sierść i warknąłem na bestie, Ice zrobiła podobnie. Jednak ani mutanty ani my się nie ruszyliśmy. Kostreny jakby zastanawiały się czy nas zaatakować czy nie. Ostatecznie stwierdziły, że naruszyliśmy ich terytorium i rozpoczęły szarżę. Wymieniłem z Ice porozumiewawcze spojrzenia. Gdy tylko potwory się do nas zbliżyły uskoczyliśmy na dwie strony. Potem szybki zwrot i atak od tyłu. Te jednak wiedziały jak używać tylnych nóg i próbowały nas kopnąć. Ominąłem rozpędzone kopyto i zerknąłem czy białej waderze też się udało. Całe szczęście. Potem zajęliśmy się swoimi mutantami indywidualnie.
< Ice? Resztę zabawy zostawiam tobie X) >

Od Layli CD Britain

W ciemności nie mogłam zauważyć ruchu basiora ani nawet pyska, ale po chwili usłyszałam jego wypowiedź:
- Okey-odparł jakby z rezygnacją i wszedł za mną do jaskini. Leżał tam już Embry, czekając na mnie. Na widok obcego najpierw uniósł brew, machnął ogonem, i usiadł, wpatrując się we mnie zdziwionym i nieco urażonym wzrokiem. Odpowiedziałam mu nieśmiałym uśmiechem i kiwnięciem głowy na znak, by o nic się nie martwił. Uniósł tylko jedno ucho i położył się ponownie, mrużąc oczy i spoglądając spode łba na Britaina. Szary basior rozejrzał się trochę zdezorientowany, więc wskazałam mu miejsce przy ścianie jaskini. Zapadła bezksiężycowa, pochmurna noc, a mimo to, gdy upewniłam się, że wszyscy twardo śpią, podeszłam na palcach do kąta i wyciągnęłam zza skały niewielką książkę oprawioną w twardą, jasną okładkę. Język ludzki był dość trudny, ale załapałam już podstawy i rozpoznawałam większość znaków. W stadzie zajmowałam się tym tylko ja. Tą znalazłam w lesie, trochę naderwaną, upchniętą w jakiś zakamarek pośród zarośli. Udało mi się sklecić tytuł: Dziennik konwojenta, czyli powieść o współczesnej śmierci. Rozszyfrowywałam go dwa tygodnie, czytanie szło mi coraz płynniej. Odwróciłam pierwszą stronę, i nagle uniosłam głowę. Oczy basiorów były skierowane na mnie, co gorsza poczułam że się czerwienię. Zapadła chwila milczenia, po czym Britain spytał:
- Co to jest?-miałam okazję, by wykazać się umiejętnością czytania, więc odpowiedziałam cicho:
- Dziennik konwojenta, czyli powieść o współczesnej śmierci-wskazałam na posrebrzany tytuł. Embry przysiadł się obok mnie, i uznałam, że mogę zacząć czytać. Gdy z mozołem udało mi się sklecić pierwsze słowa, zaczęłam opowiadać:
- Kiedyś było to dla nas mglistą poświatą...Bajką dla niegrzecznych dzieci-dłuższa chwila przerwy-Nierealnym wymiarem, urojeniem naukowców, absurdalnym proroctwem...A dziś-Wpatrywałam się z wysiłkiem, pomagając sobie językiem-Zabójczą prawdą.-Na tym skończyłam. Zaciekawienie wilków osiągnęło zenit, ale zamknęłam dziennik i włożyłam go na miejsce. Wszyscy wiedzieliśmy, że teraz nie uda nam się zasnąć, więc po długim zastanowieniu spytałam:
- Co robimy?
<Britain? Embry? Impreza się kroiXD>

poniedziałek, 10 października 2016

Od Reyna CD Kala (nowe opowiadanie) + quest 1

Po śniadaniu postanowiłem poszukać Kali i zaproponować jej spacer, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć, więc stwierdziłem, że przejdę się sam. Najpierw przeszedłem się Starym Wąwozem, następnie udałem się do lasu, a na koniec poszedłem nad jezioro. Było już stanowczo zbyt chłodno, aby popływać, ale przyjemnie było chociaż popatrzeć na spokojnie falującą wodę. Teraz było tu tak cicho, pięknie i tajemniczo, zupełnie inaczej niż latem, kiedy to wszyscy członkowie stada spędzają nad jeziorem większość wolnego czasu. Przymknąłem na chwilę oczy i wziąłem głęboki wdech. To doskonały sposób na odstresowanie się, choć ja i tak nie miałem powodu, by czuć się zestresowanym. I nagle usłyszałem plusk, jakby coś wpadło do wody. A zaraz potem ludzkie krzyki. Szybko wstałem i pobiegłem w stronę, skąd dochodziły hałasy. Kilkanaście metrów dalej moim oczom ukazała się mrożąca krew w żyłach scena. Zobaczyłem lekko przestraszoną Kalę, pod jej nogami leżał już martwy człowiek z rozerwanym gardłem, reszta biegała wkoło, krzyczała albo stała oniemiała z przerażenia. Było ich około 5, trzech facetów i dwie kobiety. Nagle jeden z mężczyzn wyjął pistolet i wycelował w Kalę, a ja, nie zastanawiając się długo, podbiegłem i skoczyłem na niego od tyłu, łamiąc mu przy tym parę kości i przegryzając gardło. Krew trysnęła, brudząc wszystko wokół łącznie z moim pyskiem i łapami, zanim reszta zdążyła zorientować się, co właśnie się wydarzyło. Wystarczyła, że ja i Kala spojrzeliśmy na siebie raz i już wiedzieliśmy, co należy zrobić. Rzuciłem się na kolejnego człowieka i przygniotłem go do ziemi. Zacząłem gryźć, próbowałem jak zwykle ucelować w gardło, ale ten mężczyzna był trochę silniejszy od poprzedniego i strasznie się kręcił, co bardzo utrudniało mi wykonanie zadania. Zaatakowałem, ale facet zrobił unik i zamiast w szyję, wbiłem się w bark. Człowiek wrzasnął z bólu. W tym czasie u ludzi minął pierwszy szok, jednak z kobiet wyjęła nóż i podbiegła w moją stronę. Nie spodziewałem się tego i nie zdążyłem zareagować. Zapewne nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie Kala, która okazała się zwinniejsza i szybsza, podbiegła do mnie, wskoczyła na mój grzbiet i, ledwo łapiąc równowagę, ugryzła kobietę w rękę, a ta wypuściła z ręki nóż. Kala puściła ją i zeskoczyła z mojego grzbietu. Zaraz potem ponownie zaatakowała kobietę, gryząc ją mocno wszędzie, gdzie tylko się dało i powodując tym samym jej przewrócenie się. Suczka, nie czekając, skoczyła szybko na kobietę.
- Pomocy!- wrzasnęła kobieta, wyciągając w stronę pozostałej dwójki zakrwawioną rękę. Mężczyzna zaczął się cofać, zarzucił szybko na plecy plecak, który trzymał w rękach.
- Rick! Musimy pomóc Elizabeth!- wrzasnęła kobieta.
- To jej pomagaj, jeśli chcesz zginąć, droga wolna!-odkrzyknął facet i ruszył biegiem, na oślep, przez las.
- Ela, wybacz- rzuciła szybko tamta kobieta, odwracając się na ułamek sekundy w naszą stronę. Następnie pobiegła za tamtym mężczyzną.
- Nie, stójcie, wracajcie!- krzyknęła Elizabeth. Ja akurat rozprawiłem się już z człowiekiem, więc pozostawiłem Kali dokończenie jej dzieła, a sam udałem się w pościg za tamtą dwójką. Trwał naprawdę krótko, w końcu nie mogli daleko odbiec. Skoczyłem najpierw na kobietę, bo biegła trochę wolniej, więc wydawała się łatwiejszym celem. Ta też było. Następnie zacząłem gonić mężczyznę, ten zaś próbował uciec przede mną na drzewo. Jednak nie wspiął się jeszcze za wysoko, dzięki czemu za drugim razem udało mi się podskoczyć na tyle, żeby złapać go za nogawkę od spodni, ściągnąć na ziemię i dokończyć dzieło. Zaraz potem zawróciłem do Kali.
- Nic ci nie jest? Skąd oni się wzięli?- spytałem, gdy wróciłem na miejsce.
- Nie wiem, wybrałam się na spacer i ich spotkałam. Wyglądali jakby zrobili tu sobie jakieś towarzyskie spotkanie, czy coś. Zauważyli mnie i chcieli zabrać, więc musiałam pokazać im, że nie jestem żadną "słodką plamką " do przytulania i karmienia odpadkami.
- No, no, muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem twoich umiejętności walki- powiedziałem.
- Dzięki, to samo mogłabym powiedzieć o tobie- odparła Kala.
<Kala?>

niedziela, 9 października 2016

Od Echo

Poczułam jak coś mnie uszczypnęło, ale nie zwracając na to uwagi, przekręciłam się na drugi bok z cały czas zamkniętymi oczami. Mimo, że miałam duże zapasy energii lubiłam raz po raz, leniuchować w łóżku. No, ale po chwili usłyszałam charakterystyczny dla sowy dźwięk, więc otworzyłam oczy. Przy ścianie siedział towarzysz Niny, oczywiście szybko zrozumiałam, że moja siostra, zaraz się tu zjawi. Wstałam szybko i wybiegłam z jaskini, widząc z daleka Husky.
-Hej Ninka! - Krzyknęłam i już przy niej byłam.
-Nie wiedziałam, że jeszcze używasz tego skrótu. - Suka zaśmiała się. - No, ale przyszłam tutaj po coś innego.
-Mów, mów.
-Mama wysłała mnie po ciebie, bo nie zjawiasz się na polowaniu, przez dobre pięć minut.
-A tak! Jak mogłam zapomnieć? - No i po tych słowach jak z procy, wystrzeliłam, na miejsce zbiórki. Byli już tam wszyscy łowcy i kilka innych członków w tym Embry i nieznany mi basior, który wyglądał jak siedem nieszczęść. Minę miał taką, jakby nienawidził wszystkich, którzy się zjawili. Chyba, że tak było... No nie wiem! Kiedy tylko mnie zauważyli od razu ruszyli. Minerwa i Sophie, wyszły na przód, za to ja z tym nieznanym wilkiem, szłam z tyłu.
-Witaj jak się nazywasz? - Spytałam próbując ukryć ekscytację rozmową, gdyż nie, którym to przeszkadzało.
-Britain. - Mruknął obojętnie.
-Ja za to Echo.

<Britek? :3>

Od Layli CD Kaja

- W takim razie dobrze trafiłaś.-Skinęłam na nią ruchem głowy, by szła za mną. Poprowadziłam ją znanymi sobie ścieżkami, wilczyca podziwiała otoczenie dookoła. Zawędrowałyśmy aż pod skalną ścianę, gdzie znajdowało się wejście. Wadera go nie zauważyła, ale po chwili wkroczyłyśmy do jaskini. Zaczynała się właśnie pora obiadu, więc szybko postarałam się szybko załatwić formalności. Nowa przybyszka wydawała się przyjaźnie nastawiona i szczęśliwa z tego powodu. Nie wiedziałam też, że nasze stado jest takie sławne...Wkroczyłam do jaskini jadalnej na czele, za nami podążała Kaja. Wskazałam jej wolne miejsce przy stole i rozpoczęliśmy posiłek. Po obiedzie Embry postanowił zostać w jaskini i odpocząć po porannym polowaniu, ja zaś udałam się nad jezioro. Dni zrobiły się już znacznie chłodniejsze, więc kąpiel odpadała. Zima w tym roku nadchodziła wyjątkowo szybko. Usiadłam na jego brzegu i wpatrywałam się w błękitną toń; jeszcze tak niedawno bawiłam się tu z siostrą, bratem. Ugh...-zamknęłam oczy i przez moją świadomość przemknęła ta sama scena, boleśnie raniąc pamięć. Potrząsnęłam głową, chcąc wygnać wspomnienia. 
- Czy coś się stało?-podeszła do mnie Kaja z zaniepokojonym wyrazem pyska.
- Nie, nic-odparłam udając zamyślenie.
<Kaja? Nie miałam koncepcji>

Od Britain'a CD Layli

Nie mogłem powiedzieć że nie byłem pod wrażeniem sprawności łuczniczych Layli. Bo tak przedstawiła się biała samica gdy wypełniliśmy formularze, o dziwo opowiedziałem większość informacji z prawdą lecz przymykając lekko oko na to że zamordowałem swego starszego brata. Po wypełnieniu wszystkich ślubów stadnych, jak się okazało niedawno nowa para alfa zaprosiła mnie na wspólne śniadanie w jaskini którą nazywali " Jaskinią jadalną". Cóż, pierwszy raz trafiłem do stada które miało taką jaskinie, inne watahy do których "należałem" były typu " Będziesz żarł to co upolujesz". Więc byłem przyzwyczajony do samotnego konsumowania pokarmu. Teraz zostałem prowadzony przed oba białe osobniki do jaskini z wysokim sufitem. Na której środku wyrastał długi kamienny stół przy którym za siadywało chyba całe stado. Oczywiście większość członków była z rodzinny psowatej, ale zauważyłem też dwóch przedstawicieli kotowatych. Spojrzałem kątem oka na białą samice stojącą po mojej prawej. Uśmiechała się do wszystkich przyjaźnie, ja obok niej wyglądałem jak siedem nieszczęść. Jeszcze do tego zostałem przybity bardziej do gleby gdy zauważyłem że samiec jest o wiele wyższy ode mnie i... Layla tak samo. Oboje mieli coś koło 100 cm a może jeszcze więcej a ja z mymi marnymi 84 centymetrami wyglądałem jak ich wyrośnięty szczeniak. Prychnąłem cicho pod nosem podnosząc głowę do góry. Miałem podejść już do samego końca stołu żeby zjeść samemu ale poczułem jak coś lekko mnie szturcha w prawy bok. Tym czymś a raczej kimś okazała się biała wilczyca. Skinęła głową na miejsce przy samej górze stołu. Z pewnością tam przesiadywała para alfa jak i bety, i tak dalej. Nie miałem pewności czy mogę tak po prostu odmówić ale ostatecznie nadal z kamiennym wyrazem pyska ruszyłem za młodą parą alfa. Usiedliśmy przy stole i przyglądałem się uważnie potrawą które były na stole. Dziczyzna, jelenina i wiele więcej właśnie leżało przede mną już martwe. Spojrzałem kątem oka na osobnika który siedział obok mnie, tym osobnikiem okazała się czarna wadera... Ale czekaj nie była to całkowita czerń, jej sierść w niektórych miejscach się przejaśniała do ciemnego brązu lub jeszcze jaśniejszego.Lecz był to bardzo mały detal który większość z istot przy tym stole na pewno nie zauważyła. Oderwałem wreszcie wzrok od siedzącej obok samicy i nareszcie zacząłem kosztować posiłku. Ja z nas czworga,czyli z czarnej samicy, Layli i jej partnera Embry'ego zakończyłem posiłek jako pierwszy. Co było najpewniej dziwne zwracając znów na me wychodzone ciało nie czułem za bardzo głodu. Zwróciłem mój wzrok ku białej wilczycy która powoli kończyła jeść swoją nałożoną porcje. Gdy skończyła zajadać się po uszy spojrzała na mnie i kiwnęła lekko głową. Zrozumiałem to jako przekaz ze mogę odejść od stołu, czekałem tylko na ten ruch ze strony samicy. Podniosłem się i zacząłem odchodzić od kamiennego stołu. Nawet nie zdążyłem dojść do wyjścia gdy w połowie drogi u mojego boku pojawiła się alfa. Wyszliśmy z jaskiń i wtedy samica powiedziała mi że spróbuje oprowadzić mnie po terenach. Ja przytaknąłem tylko lekkim skinięciem głowy i tak ruszyliśmy przed siebie. Najpierw poszliśmy nad jezioro potem przeszliśmy większość lasu przechodząc kilka razy przez jakieś małe łąki. Potem doszliśmy do jakiś ruin, potem do jakiegoś ogrodu. Gdy skończyliśmy była już długo po 12 w nocy. Nikt z nas nie pokazywał że jesteśmy zmęczeni. Ruszyliśmy szybszym truchtem do jaskiń. 
- Cóż, teraz będę musiał szukać jaskini po ciemku.- Mruknąłem cicho niezadowolony. Szurnąłem teatralnie nogami odchodząc jakbym był w zwolnionym tępię. Na moim pysku odwróconym od samicy pojawiło się coś pomieszane z radością a goryczą gdy usłyszałem jak wadera o białym umaszczeniu się odzywa : 
- Jeśli chcesz to możesz nocować u nas, u mnie i Embry'ego.- Zaproponowała swym aksamitnym głosem. 
< Layla? Będzie impreza ? X3>

Od Ice CD Archer

Propozycja Archa bardzo mnie zaciekawiła, a na samą myśl o wyprawie moje nogi same się uruchomiły. Wszystkie nasze podróże fascynowały mnie, zwroty akcji, ich początek-zawsze niespodziewany i realizowany natychmiast. Hamowała mnie trochę myśl o naszej córce, pozostawionej samej sobie, ale...To w końcu dorosła i mądra wadera. Poradzi sobie-Postanowiłam. 
- Oczywiście. Chodźmy-powiedziałam z figlarnym uśmieszkiem. Bez prowiantu, bez narzędzi, bez określonego kierunku, bez czegokolwiek wyruszyliśmy-tak mówiło nam serce. Zniknęliśmy w gąszczu roślinności, i pozostały po nas tylko ślady mokrych łap na trawie pod wodospadem. My zaś przedzieraliśmy się kilka minut przez zbitą plątaninę, pomagając sobie, i wtedy wpadliśmy na siebie, równocześnie wypadając na luźniejszą przestrzeń bujnego lasu pełnego starych dębów, młodych buków i kasztanów ubranych w jesienne barwy czerwieni, brązu i żółci. Pod naszymi łapami szeleściła kolorowa ścieżka, a wiatr strącał liście, wolno opadające lotem ,,ślizgowym". Zaśmiałam się z radości, patrząc na ten cudowny krajobraz poprzecinany smugami wiecznie zielonych krzewów. Ruszyliśmy wzdłuż niewyraźnej drogi, rozglądając się dookoła. Każde z nas to wskazywało brunatną wiewiórkę wśród gałęzi, to jakiś szczególnie ładny liść, mieliśmy setny ubaw. Spędziliśmy wśród tego otoczenia kilka godzin, chodź dokładnie nie wiadomo było, ile czasu minęło. Na początku las się przerzedził, przeszedł w niski zagajnik w końcu skończył się. Zamajaczyła nam granica doliny z posępnym City End na czele. Na moim pysku zagościła czujność i lekka nieufność, Archer także w skupieniu obserwował nasz cel. Trochę za szybko, jakby chcąc dodać sobie odwagi, wyszliśmy poza granicę doliny, od City End dzielił nas ledwie kilometr. Gdy wchodzisz do mrocznej dzielnicy, lepiej uważać; w naturze strach był dobry. Tu, w mieście-chorobliwy. Z niepokojem, cicho i bez szelestu wkroczyliśmy do ruin metropolii. Posępne wieżowce zwieszały ku nam swe cienie, każdemu dźwiękowi przypisywaliśmy większe znaczenie, poruszaliśmy się ostrożnie. W pewnym sensie było to nawet wspaniałe, szkoda tylko, że mogliśmy to przypłacić ciężkimi ranami, a nawet życiem. Zajrzałam do ciemnego wnętrza jednego z budynków i postanowiłam zwiedzić wnętrze. Postawiłam łapę na progu, przede mną wszedł basior, ostrożnie poznając otoczenie. Nagle coś kliknęło, i z jakiegoś sprzętu ryknęła muzyka. Przerażona rzuciłam się w tą stronę i po kilku sekundach ,,coś" poddało się. Było to radio, dookoła leżały kwadratowe pudełeczka, wielkie pudła z membranami itp. Prawie nie oddychałam, nie poruszałam się, wpatrując w wejście. Jeśli jakiś stwór usłyszał muzykę (Co było bardzo prawdopodobne), już po nas.
<Archer?:3>