niedziela, 31 lipca 2016

Od Archera CD Ice

Na początku zaskoczenie. Co to w ogóle ma być?! Z jakiej racji on atakuje moją partnerkę?! Potem już tylko wielka złość. Puściłem wodze mojej agresji i pozwoliłem jej swobodnie działać. Najpierw postanowiła odciągnąć tego głąba jak najdalej od Ice. To się udało. Jednym skokiem zrzuciłem basiora z wilczycy. Wylądowaliśmy jakieś trzy metry od niej co uznałem za bezpieczną odległość. Mogłem więc spokojnie walczyć. Stanęliśmy naprzeciw siebie warcząc głośno, z podniesionymi ogonami i odsłoniętymi kłami. Z jego oczu biła nienawiść niemalże dorównująca mojej. Rzuciliśmy się sobie do gardeł z szybkością błyskawicy. Obcy dobrze walczył i niestety mieliśmy podobną taktykę. Gryźliśmy się zawzięcie po łapach żeby przeciwnik nie mógł na nich stać, tak łatwiej wykończyć. Gdy tylko spróbowałem dostać się do jego krtani ten robił unik. Tak samo było ze mną. W tamtym momencie mogliśmy się tylko wzajemnie ranić i czekać aż drugi się wykrwawi. Trwało to już dość długo, żadne z nas nie padło i nie zamierzało zrezygnować. Wtedy czarny wilczur popełnił błąd. Spojrzał się za mnie, sprawdzając czy jego główny cel, czyli biała wilczyca, nadal tam jest. Wykorzystałem to. W sekundę znalazłem się przy jego tylnej łapie, w którą wgryzłem się głęboko, potem szarpnąłem całą siłą mięśni tak, że oderwał się kawał mięsa. Basior ryknął przeraźliwie z bólu, ale nie pozostał mi dłużny, złapał mnie za pysk zrywając prawie całą skórę z mojego nosa. Po tym oboje upadliśmy. Mój przeciwnik chciał przypuścić kolejny atak, ale zraniona kończyna nie mogła unieść jego ciężaru. Warknął więc i spojrzał na mnie z istnym ogniem w oczach. Miałem zamiar zrobić to samo tyle, że nie mogłem ruszyć pyskiem. Leżeliśmy więc tak czekając na nagły przypływ sił albo śmierć konkurenta. Czułem jak wraz z cieknącą krwią ucieka energia, ale ja jestem silny. Nie łatwo mnie zabić. Jego najwyraźniej też. Nagle usłyszałem głos Ice. Odwróciłem się by zobaczyć co z nią, ale to mogło zaważyć na moim życiu. Kątem oka dostrzegłem tylko jak leci ku mnie czarna smuga. Zostałem przygwożdżony do ziemi, wilk wybrał za cel moją szyję. Tylko o centymetr udało mi się uniknąć jego białych zębów i zadałem cios. On już nie był tak sprawny. Po chwili miałem przed sobą na wpół żywego basiora z wielką raną na łapie i gardle. Oddychał ciężko, wzrok miał zamglony. Nie żeby mi go było żal, ale zamierzałem go dobić. Przeszkodziła mi w tym Ice, która właśnie pobiegła.
< Ice? Mam podejrzenia XD Potwierdź je albo rozwiej XP >

Nowa Samica!

Yuki
~~~
Nauczycielka łowiectwa

Od Ice CD Archer

Archer rozwiał wszelkie moje wątpliwości. Cieszyłam się z mojej obecności w tej chwili, z życia, a przecież ono tak szybko przemija...Wyszliśmy na oblany słońcem pagórek i powoli wdrapaliśmy się na niego. Przed nami rozciągnął się cudowny widok; zalane promieniami słońca trawiaste łąki, soczyście zielone, rozbrzmiewające śpiewem ptaków i echem odgłosów leśnych zwierząt lasy, błękitne niebo aż po horyzont, gdzie ciągnęła się ściana nieruchomych strażników jak magiczna bariera. Nasze dzieci też zobaczą ten wspaniały świat...Ich jedyny dom-pomyślałam z radością i zaśmiałam się cicho, Archer spojrzał na mnie i przez chwilę w milczeniu przyglądaliśmy się zapierającemu dech w piersiach widokowi. Westchnęłam i zaczęłam powoli schodzić po pochyłej powierzchni, kiedy basior popchnął mnie z tyłu i razem stoczyliśmy się na dół, cali pokryci pyłkiem. Przez chwilę udawałam obrażoną, lecz szybko zerwałam się i nie myśląc skoczyłam do przodu w gęste zarośla. Wkrótce Archer zrównał się ze mną i śmiejąc się dziko biegliśmy przez las, przeskakiwaliśmy strumyczki, strumyki, zwalone pnie, turlaliśmy się w szalonej gonitwie, aż przekroczyliśmy granicę. Tu krajobraz się zmienił; coraz mniej było zielonych roślin, za to wiele szczątków ludzkich budowli i niemiła atmosfera. Przeszyło mnie uczucie strachu. Musimy wracać. Odejść. Uciekać!-myśl zadzwoniła mi w uszach i już chciałam się odwrócić, gdy ktoś złapał mnie za łapę. Usłyszałam jak mój partner groźnie warczy i spojrzałam w oczy czarnego basiora. Tego samego, którego widziałyśmy w lesie. Wtedy poczułam kopnięcie w brzuchu i przez chwilę miałam ochotę upaść, Archer już zbliżał się do nas, ale czarny szybko zamachnął się łapą i przygwoździł mnie do ziemi. Nie mogłam się ruszyć, miałam mroczki przed oczami, a szarosrebrny basior wrzasnął:
- Zostaw ją!
- Nie twój interes!-warknął ten i znowu zamachnął się, przez co zwolnił uścisk. Spróbowałam się wywinąć, ale dziwna słabość i kopanie w brzuchu nie pozwoliły mi na to, a przeciwnik szybko poprawił swoją pozycję.
<Archer? Wiesz już, z kim walczysz?XD>

Od Minerwy CD Aiden Anakone

Pożegnałam się z Killerem i wróciłam do swojej jaskini.
~~Kilka dni później~~
Przez te kilka dni prawie w ogóle nie wychodziłam z mojej jaskini, nie licząc wycieczek do jadalni w celu zaspokojenia głodu. Nie musiałam chodzić na polowania ani nic innego robić. Killer też pewnie mógł sobie pozwolić teraz na kilka dni odpoczynku, w końcu oberwał tak jak ja. Gdy rany już się trochę zagoiły i nie bolały aż tak bardzo, postanowiłam poszukać go i mu podziękować. Tak jak myślałam, znalazłam go w jego jaskini.
- Witaj, Killer. Jak się czujesz?- spytałam. Wilk spojrzał na mnie.
- A jak, według ciebie, miałbym się czuć?- odparł. Chrząknęłam cicho, chcąc mu w ten sposób przypomnieć, że nie tylko on tutaj kona.
- Przyszłam ci podziękować za uratowanie życia- powiedziałam.
- Nie ma za co- powiedział Killer takim tonem, jakby na co dzień ratował komuś życie. Zapytałam jeszcze, czy czegoś mu nie potrzeba, a po uzyskaniu odpowiedzi przeczącej, pożegnałam się i wyszłam. Miałam ochotę przejść się na jakiś spacer, czy coś, bo już mi się znudziło to bezczynne leżenie w jaskini.
- A ty dokąd? Przecież mówiłem, że ty i tamten wilk macie wypoczywać- na mojej drodze dosłownie znikąd pojawił się nasz medyk, Blue. Westchnęłam więc z rezygnacją i wróciłam do jaskini, ale nie traciłam nadziei, że może ten dzień jednak nie będzie tak nudny, jak kilka wcześniejszych.
<Aiden? Blue?>

Od Minerwy CD Demon

Leżeliśmy przez chwilę w ciszy, wpatrując się w niebo, które wyglądało jak ogromna, czarno-granatowa tkanina,, do której ktoś przykleił miliard świetlików.
- Znasz się na gwiazdach?- spytał nagle Demon, przerywając ciszę.
- To znaczy?
- No wiesz, na ich nazwach, tych różnych konstelacjach albo może potrafisz przepowiedzieć przyszłość z gwiazd? Bo ja niestety nie- powiedział i spojrzał na mnie.
- Oczywiście, no popatrz, tamta gwiazda nazywa się Demon, a ta obok to Minerwa, a skoro obie jasno świecą to znaczy, że w najbliższym czasie czeka nas wielkie szczęście- powiedziałam z sarkazmem i znów oboje się zaśmialiśmy. Po chwili przeszedł mnie dreszcz. Zaczynało mi być zimno, bo w końcu jest już późno, a poza tym kąpiel w nocy w zimnym jeziorze to nie był dobry pomysł.
- Chyba powinniśmy już wracać- powiedział Demon, jakby czytał mi w myślach. Ruszyliśmy więc w stronę jaskiń. Gdy tam dotarliśmy, staraliśmy się zachowywać jak najciszej, żeby nikogo nie obudzić. Zresztą, co by sobie pomyśleli o tobie inni członkowie stada, gdyby zobaczyli cię wracającą w środku nocy z lasu z jakimś basiorem, który niedawno dołączył do stada?- pomyślałam. Pożegnałam się z Demonem i wróciłam do swojej jaskini, gdzie szybko zasnęłam.
~~Następnego dnia rano~~
Umierając z głodu doczołgałam się do jadalni (XD). Zjadłam śniadanie w towarzystwie Domena i innych członków stada. Potem Sophie powiedziała, że jak na razie w spiżarni jest dość zapasów i możemy sobie zrobić dziś dzień wolny od pracy. Pogoda była nie za ciekawa, ale i tak razem z Demonem zdecydowaliśmy się na spacer. Chodziliśmy po lesie, aż znikąd nadciągnęły czarne chmury i zaczęło strasznie padać. Biegliśmy do jaskiń. Po chwili jednak byliśmy już tak przemoczeni, że zdecydowaliśmy się przeczekać deszcze w małej, ale suchej grocie nad brzegiem jeziora.
- Znów jesteśmy nad jeziorem- powiedziałam, gdy byliśmy już w środku i staraliśmy się chodź trochę osuszyć. Po chwili w taflę jeziora walnął piorun i zagrzmiało tak, jakby niebo miało zaraz popękać i spaść. Aż podskoczyłam ze strachu.
- Hej, nie bój się, to tylko burza- powiedział Demon.
- Doceniam twoją troskę, ale to nie strach, tylko zaskoczenie. Tak naprawdę lubię burzę, a ty?
<Demon?>

Od Demona CD Minerwa

- Tak sądzisz? - powiedziałem. Popatrzałem na waderę z chytrym uśmiechem złapałem ją za łapę i wciągnąłem do wody. Minerwa popatrzała na mnie. Wiedziałem co wadera zamierza zrobić, ale mimo to nie uciekałem.
- Tak się bawisz? - powiedziała do mnie Minerwa, a następnie zaczęła chlapać na mnie tak mocno, że musiałem odwrucić się. Aby zemścić się na Minerwie zacząłem robić to samo. Po pół godziny świetnej zabawy w wodzie wyszliśmy na brzeg osuszyliśmy się i wyszliśmy na brzeg. Połorzyliśmy się nad taflą wody i podziwialiśmy rozgwieździone niebo.
<Minerwa?>

sobota, 30 lipca 2016

Od Aidena Anakon'a CD Minerwa

Odwróciłem łeb w stronę wadery zaczynałem się do niej przekonywać... Przez to wydarzenie postanowiłem być dla samicy bardziej znośnym. W końcu dokuśtykaliśmy do jaskini medyka. Barricade od razu do nas podbiegł i ze zdziwieniem, że pomimo takich ran przeżyliśmy. Najpierw chciał opatrzyć mnie, jednakże odsunąłem się o krok, który był dla mnie wielkim cierpieniem i wskazałem pyskiem Minerwę. Pies wzruszył ramionami i podszedł do wadery pomagając jej podejść do innej jamy. Po dosyć długiej chwili stanęła przede mną Minerwa ze stojącym obok medykiem, byłą cała w opatrunkach i bandażach. Uśmiechnęła się słabo i położyła w 'poczekalni' natomiast Barricade zajął się mną. Po pewnym czasie wyszedłem tak jak wcześniej samica cały w bandażach. Ku mojemu zdziwieniu Minerwa wciąż leżała w 'poczekalni' westchnąłem w duchu z ulgą. Podszedłem do wadery i pomogłem jej wstać oraz wyść z jaskini medyka. Gdy znaleźliśmy się w pewnej odległości od terenów zamieszkałych stanąłem i złapałem samicę za łapę. Otworzyłem usta chcąc coś powiedzieć , jednak po chwili zamknąłem je, puściłem łapę samicy i spuściłem wzrok.
< Minerwa ? Wybacz, że tak długo. >

Od Minerwy CD Demon

- Z chęcią- odparłam, bo wręcz rozsadzała mnie energia i nie byłabym w stanie zasnąć. Poszliśmy najpierw do lasu, w drodze znów rozmawialiśmy. Potem nawet nie skupiliśmy się na tym, dokąd idziemy i tak nieświadomie dotarliśmy nad jezioro. Podeszliśmy do krawędzi i przyjrzeliśmy się naszym odbiciom w wodzie. W świetle księżyca można było mieć wrażenie, że nie patrzy się na siebie, tylko na jakiegoś ducha albo demona. Wszystko wydawało się dwa razy ciemniejsze i mroczniejsze niż w dzień. Nagle Demon poślizgnął się i wpadł do wody.
- Nic ci nie jest?- spytałam, a gdy otrzymałam odpowiedź przeczącą, wybuchłam śmiechem, bo już nie mogłam się powstrzymać.
- Wybacz, to tak zabawnie wyglądało- powiedziałam do Demona, starając się opanować i pomagając mu wyjść.
<Demon?>

Od Demona CD Minerwa

Rywalizaja się zaczęła szliśmy ramie w ramie. Trudne było wygranie z Minerwą, nie wiem co bym robił, ale i tak zawsze mój patyk zawsze spadał w miej więcej tej samej odległości. Uwaga! Został ostatni patyk. Wstrzymać oddech. Wzieliśmy w pysk patyki, przygotowaliśmy się do rzutu i... Minerwa otrzymuje tytuł mistrza świata (xd).
- Świetnie grałaś.- pochwaliłem wadere
- Ty też. Ale ja jestem mistrzem! - zaczynamy zachowywać się trochę dziecinnie.
- Tylko dlatego, że dałem ci wygrać.
- Przyznaj się Demon jest ci głupio, bo przegrałeś z waderą. Ha.
- Wiesz Minerwa jesteś naprawdę bardzi fajna. Polubiłem cię.
- Ja ciebie również.
- Nie jest jeszcze jakoś strasznie późno, dałabyś namówić się na nocny spacerek?
<Minerwa?>

piątek, 29 lipca 2016

Od Minerwy CD Demon

Poszliśmy wszyscy na kolację, zadowoleni z dobrze wykonanej roboty. Usiadłam w kącie, a po chwili przysiadł się do mnie Demon.
- Nieźle ci poszło- powiedziałam, przerywając na jakiś czas jedzenie.
- Chyba nam- odparł.
- Masz może ochotę przejść gdzieś po kolacji?- spytał po chwili.
- Z chęcią- odpowiedziałam i dokończyłam szybko kolację. Po całym dniu spędzonym na polowaniu byłam naprawdę głodna, a musiałam jeszcze mieć na uwadze to, że jutro czeka mnie powtórka z rozrywki. Kiedy skończyłam jeść, razem z Demonem pomogłam posprzątać po kolacji. Potem wyszliśmy na zewnątrz.
- To dokąd idziemy?- spytałam.
- Nie wiem, może ty mnie gdzieś jeszcze zaprowadzisz?
- Ty zaproponowałeś spacer, ale ja mam wybrać kierunek? Dobre- zaśmiałam się lekko, wilk także. Ruszyliśmy przed siebie. Trochę rozmawialiśmy, aż dotarliśmy nad strumyk paproci. Zaczęliśmy iść wzdłuż niego i doszliśmy do mostu Silver.
- Mam pomysł. Co ty na to, żebyśmy pozbierali trochę patyków, a potem urządzimy sobie zawody w rzucaniu ich z mostu?- spytałam. Mój pomysł był bardzo dziecinny, ale Demon na niego przystał. Po chwili nazbieraliśmy odpowiedniej amunicji (XD) i stanęliśmy do zażartej rywalizacji.
<Demon?>

Od Demona CD Minerwa

Wraz z Minerwą zmierzaliśmy w kierunku, który wyznaczyła nam Sophie. Wypatrywaliśmy zdobyczy. Niestety niczego nie mogliśmy znaleźć. Użycie zmysłu węchu na niewiele się zdało.
- Demon, tam jest jeleń. - szepnęła Minerwa. Spojżałem w stronę, którą wskazała mi Minerwa. Rzeczywiście całkiem niezła sztuka stała pomiędzy drzewami. Jeleń był prawie nieruchomy. Trudno było go zobaczyć.
- Masz jakiś plan jak go upolować? - spytałem wadere
- W zasadzie tak. Zrobimy tak. Ty rzucisz się na niego od przodu, a ja zajdę go od tyłu i wskocze mu na plecy.
Zrobiliśmy tak jak powiedziała Minerwa. Po chwili jednego jelenia mieliśmy upolowanego. A potem szło jak z marszu. Kiedy beta zapowiedziała koniec polowania  ja i Minerwa mieliśmy dwa jelenie i trzy sarny.
- To było udane polowanie. Świetnie się spisaliście. Możemy wracać na kolacje. Mam nadzieję, że to co mamy wystarczy na długo. Ale i tak jutro z samego rana na Polanie początku. Musimy uzupełniać zapasy na bieżąco. - powiedziała Sophie

<Minerwa?>

Od Tailgate'a CD Raya

Po raz pierwszy w życiu tak się bałem! Warczenie potwora przerażało mnie jeszcze bardziej, niż myśl, że rodzice będą strasznie zdenerwowani, że sam (znaczy bez dorosłej osoby) chodziłem po lesie. Raya była szybsza ode mnie, ale nadążałem za nią. W pewnej chwili straciłem ją z oczu, ale jak się okazało potknęła się i w ułamku sekundy byłem przy niej. Pomogłem jej wstać, jednak zauważyłem, że utyka. 
-Raya, w porządku? - spytałem z przejęciem w głosie, bo łapa mogła być złamana. 
-Nie, tylko trochę boli jak chodzę. Ale jak biegam bardziej - odpowiedziała lekko spuszczając uszy. 
Rozejrzałem się po okolicy i dostrzegłem to, czego szukałem. 
-Raya, dasz radę jeszcze przez chwilę pobiec? 
-Chyba dam... - suka się podniosła i zaczęła biec, jednak nie za szybko. 
-Tutaj! - krzyknąłem do Ray stając przy krzaku malin. Ona stanęła przy mnie i z niechęcią spojrzała na kolczste gałązki rośliny. 
-Chcesz tu wskoczyć?! - krzyknęła lekko oburzona - Te krzaki kłują. Wtedy usłyszeliśmy ryk rozwścieczonego zagora, będącego już dość blisko. 
-To, albo porzarcie przez rozwścieczoną matkę-mutanta, wybieraj - powiedziałem patrząc na nią trochę ironicznie. 
Po chwili oboje znaleźliśmy się w kępie słodkich owoców. Mutant staną w pobliżu rośliny i zaczął węszyć, jednak słodkie owoce i zapach rosnącej obok sosny zamaskowały nasz. Nie świadomy naszego miejsca pobytu rodzic wrócił do swoich młodych. Wtedy wyszliśmy z kryjówki. 
<Raya? Nadal wściekła na mnie?>

Od Duncana CD Sophie

Spacerowałem po lesie i nagle usłyszałem za sobą ryk, którego nie można było pomylić z niczym innym. Odwróciłem głowę, ale i tak wiedziałem, co zobaczę. Wokół panowała ciemność, lecz w oddali widać było poruszający się cień. Byłem pewien, że to mutant. Czym prędzej zacząłem biec przed siebie, nie chcąc mierzyć się z tym stworem samemu i do tego w nocy. Jednak zamiast poruszać się do przodu, cofałem się. Przyspieszyłem, ale m szybciej biegłem, tym szybciej zbliżałem się do mutanta. Po jakimś czasie czułem, że jest tuż za mną. Odwróciłem się, gotowy do walki. Miałem chociaż nadzieję, że jest to jeden z łagodniejszych i mniejszych mutantów. Jednak w tym momencie poczułem szturchnięcie i obudziłem się. Spojrzałem na Sophie.
- Coś się stało? Dlaczego budzisz mnie w środku nocy?- spytałem.
- Nie, nic, tylko...miałam bardzo dziwny sen, wiesz?
- Aha- powiedziałem obojętnie, po czym ziewnąłem. Ponieważ przez dłuższy czas Sophie się nie odzywała, uznałem, że to koniec naszej nocnej rozmowy i zacząłem się szykować do ponownego zaśnięcia.
- Chyba muszę powiedzieć o nim Ice- powiedziała w końcu. Ta wiadomość sprawiła, że momentalnie przestało mi się chcieć spać. Skupiłem się na tyle, na ile jest to możliwe, gdy ktoś zostaje obudzony w środku nocy, a wcześniej śnił mu się niezbyt ciekawy sen.
- Dlaczego tak sądzisz?- spytałem. Sophie nie była typem wadery, która z każdą pierdołą leci do alfy, a skoro chce jej opowiedzieć coś tak błahego, jak sen, znaczy, że ma jakiś sensowny powód.
- Coś mi w nim nie gra- odparła, wstając i szykując się do wyjścia.
- Hej, chyba nie chcesz tego zrobić teraz? I ona i Archer na pewno śpią, a wątpię, że Ice będzie miała ochotę w środku nocy wysłuchiwać, co ci się przyśniło. Nawet jeśli to coś ważnego, chyba może zaczekać do rana, prawda?- spytałem, mając nadzieję, że wybiłem w ten sposób mojej partnerce jakąkolwiek chęć na nocne spacery do alf w celu opowiadania swoich snów, nawet tych niezwykłych.
<Sophie? Tylko taki zwykły koszmar>

Od Sophie C.D Duncan

-Nie, jakoś nie mam ochoty... - Szepnęłam i ułożyłam się do snu, ziewając.
-Dobrze, to ja zobaczę czy ,,Nikt niczego nie potrzebuje". - Powiedział zatroskanym głosem Duncan i wszedł z jaskini. Nawet na niego nie spojrzałam, bo ze zmęczenia już zasnęłam.
Biegłam przed siebie czując, że jestem przemoknięta od swojej krwi, do szpiku kości. Odwróciłam głowę w bok, jakby czegoś wyszukując, aż nagle dostrzegłam Ice leżącą w plamie krwi. Żyła, gdyż widziałam jak jej klatka piersiowa się podnosi. Podbiegłam do niej ze strachem w oczach.
Nagle Lara wstała, a jej futro ściemniało i jedyna biła plamka była na jej ogonie. Zaczęłam się cofać, aż nagle poczułam, że dotykam czegoś od tyłu. Odwróciwszy się zobaczyłam, swoje odbicie na kamieniu. Nagle kolor moich oczu w odbiciu zmienił się na czerwone, a później wizja... Jak to czarna wadera z białą końcówką ogona, zabija Ice i Archera... Syk wypowiadający słowa, których nie dosłyszałam... Oraz piski szczeniąt...
Otworzyłam oczy rozglądając się po jaskini, był środek nocy, a Duncan spał obok mnie. Westchnęłam i zaczęłam rozmyślać nad tym snem. Bałam się i musiałam od razu powiedzieć o tym Ice...

<Duncan, pójdziesz z Sophie? A może tobie też się coś śniło?>

Od Ray C.D Tailgate

Nagle w krzakach coś się poruszyło i po chwili zobaczyłam wielki gadzi pysk. Zaczęłam cofać się do tyłu, tak samo jak Tailgate, mutant jednak cały czas szedł w naszą stronę.
-Na jeden, dwa... BIEGNIEMY! - Krzyknęłam i odwróciwszy się zaczęłam uciekać, a basior za mną. Słyszałam za sobą jak łapy wielkiego mutanta, uderzają o ziemię, a on warczy. Nagle Tailgate zwolnił i spojrzał za siebie.
-Zastanawiaj się ale ja się zmywam, ty też to zrób jeżeli ci życie miłe! - Krzyknęłam i najszybciej jak potrafiłam ruszyłam przed siebie, mutanty to nie przelewki.
Po chwili sprintu, spojrzałam za siebie, żeby sprawdzić czy basior mnie dogania i przez to potknęłam się o korzeń wystający z drzewa i przewróciłam się. Spróbowałam wstać, jednak kostka mnie bolała.
-Raya! - Krzyknął Tailgate podbiegając do mnie i pomagając mi wstać, gdy tylko mi pomógł znowu zaczęliśmy biec, jednak przez kostkę musiałam kuśtykać.

<Tailgate?>

Od Duncana CD Sophie

Po pierwsze, musiałem się uspokoić. Przestałem więc chodzić po jaskini w te i z powrotem i usiadłem naprzeciw Sophie. To jednak wyglądało tak, jakbyśmy byli generałami dwóch przeciwnych armii i szykowali się do ataku. Wstałem więc i jeszcze raz usiadłem, tym razem obok mojej partnerki. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, aż w końcu spojrzałem jej w oczy, które były tak samo pełne strachu i niepewności, jak moje. Musiałem jakoś przerwać tę uciążliwą, ciągnącą się w nieskończoność ciszę.
- Ok, ta informacja trochę mnie zaskoczyła- powiedziałem powoli.
- Mnie chyba też, nie uważasz?!- wybuchła nagle Sophie.
- Hej, nie denerwuj się- powiedziałem i przytuliłem się ją. Słyszałem jej cichy szloch, słone łzy spadały na moje futro.
- No już, przecież nie ma powodu do płaczu. Chyba, że ze szczęścia. Powiększy nam się rodzina, powinniśmy się cieszyć- powiedziałem, siląc się na niepewny uśmiech.
- Naprawdę?- spytała Sophie, odrywając się ode mnie i uważnie mi się przyglądając.
- Oczywiście- odparłem, choć nadal nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Przez moją głowę przelatywało tysiące myśli w ciągu jednej sekundy. Czy sobie poradzę? Czy będę dobrym ojcem? A co, jeśli nie? Mam tylko jedną opcję do wyboru, zaakceptować stan rzeczy i mieć nadzieję, że sobie poradzimy.
- Poradzimy sobie. Przecież mamy siebie- powiedziałem i jeszcze raz przytuliłem moją partnerkę.
- Właściwie, to ja się cieszę, a ty?- spytałem, choć nadal czułem lekki niepokój. Wiedziałem jednak, że w razie czego mogę liczyć na Sophie, a ona na mnie.
- Bardzo- odparła wadera.
- No, widzisz. I w czym problem?
- Na pewno będziemy dobrymi rodzicami- powiedziała Sophie.
- Na pewno. A teraz może masz ochotę na mały spacer?
<Sophie? Na nic więcej nie mogłam się zdobyć>

Od Ice CD Evelyn, Minerwa, Katrin, Sophie

Dotarłyśmy niemożliwie zmęczone do jaskiń, ale wynagrodziła nam to suta kolacja. Ostatnio łowy były wyjątkowo udane i spiżarnia pełna była wszelkich przysmaków. Na naszym chciałoby się rzec ,,królewskim" stole znalazło się delikatne mięso sarnie, pyszne lipienie, trochę wody z kałuży i największy przysmak w niewielkiej ilości-miód. Najedzona ( zarówno wrażeniami, jak i jedzeniem) i zmęczona padłam na posadzkę i zasnęłam niemal natychmiast.
~Wczesnym rankiem~
Obudziłam się wypoczęta i pełna energii, a słońce ledwo wychylało się za horyzont, liżąc już czubki drzew. Wstałam dzisiaj prawą nogą, więc zaraz zabrałam się za codzienne obowiązki. Napiłam się nieco i weszłam do jaskini jadalnej. Wyłożyłam na stół dzisiejsze dania; młoda sarna, trochę ryb głowaczy i dwa dorodne głuszce. Normalnie jak na święto! Wkrótce wszyscy znaleźli się na śniadaniu, wszystko przebiegło gładko, a ja ponownie zebrałam Evelyn, Sophie i Katrin.
- Musimy odwiedzić obozowisko i zniszczyć je całkowicie, by nikt tam nie zamieszkał.-wyjaśniłam i wyruszyłyśmy. Dzień była całkiem chłodny, a wiatr poruszał drzewami delikatnie. Wczoraj w nocy musiało trochę padać, bo szlak był nieco rozmiękły, a tu i tam stały kałuże błota. Spokój napawał optymizmem, wyszłyśmy już poza tereny doliny, gdy dałam komendę: Padnij! Coś, a raczej ktoś, był za krzakami. Dopiero po chwili zobaczyłam ich wyraźniej; dwoje basiorów rozmawiających ze sobą. Jednemu ciągle ciekło z nosa, drugi miał w oczach coś z psychopaty. Wytężyłyśmy słuch, ale i tak docierały do nas jedynie szczątki rozmowy:
- ...zaatakowani.
- Skąd...?
- ...z doli...
- Kajura...wściekł...problemem...:stado.
- Ta biała...ważna.
- Spadamy.-zakończył ten kruczoczarny i ruszył w głąb lasu. Sparaliżowane siedziałyśmy, nie bardzo wiedząc, co robić. Czyżby mówili o nas, o mnie? Co za Kajura? Miałam chyba ze sto pytań, ale nie czas było na zastanawianie się i sprawdzanie obozowiska. Postanowiłam, że muszę się czegoś dowiedzieć o tych podejrzanych osobnikach. 
<Evelyn? Katrin? Sophie? Chyba wiecie o kim mówię?XD>

Sophie zaszła w ciążę!

Sophie
  • Z kim: Duncan
  • Ilość szczeniąt: cztery (trzy wadery, jeden basior)
  • Data zajścia w ciążę: 29.07.2016
  • Data narodzin: 5.08.2016

czwartek, 28 lipca 2016

Od Archera CD Ice

Zerknąłem z ukosa na waderę. Widać było, że się zamartwia. Westchnąłem cicho nie wiedząc za bardzo co robić. Wtedy na moim pysku pojawił się figlarny uśmieszek, którego wilczyca na szczęście nie zobaczyła. Cicho jak kot podszedłem do niej, nadal mnie nie widziała więc szybkim ruchem wepchnąłem ją do wody. Ice spojrzała na mnie mocno zszokowana i mocno mokra. Wtedy skoczyłem, przygwoździłem ją łapami do ziemi, tak by głowę nadal miała nad powierzchnią, i spojrzałem jej prosto w oczy.
-Ice, nie po to ja się zbierałem na oświadczyny żeby teraz spękać przy następnym etapie związku. Jesteś moją partnerką... Kocham cię i cię nie zostawię. Razem wychowamy wspaniałe dzieci, poradzimy sobie obiecuję ci.- tiaaa, nie jestem niby specem od pocieszania, ale chyba dobrze mi poszło bo wilczyca uśmiechnęła się promiennie i zepchnęła mnie z siebie tak, że teraz oboje byliśmy przemoczeni. Zaczęliśmy się śmiać. Wstałem i otrzepałem się z nadmiaru cieczy, to samo zrobiła biała wadera. Po chwili szliśmy bok w bok po leśnej ścieżce wspólnie ciesząc się chwilą.
-Ice, nie mam doświadczenia w wychowywaniu dzieci, ale wierz mi, że będę się starał jak mogę.- powiedziałem, bo teraz i mnie zaczęły nachodzić wątpliwości. Nie dałem jednak tego po sobie poznać.
-Wiem, ufam ci.- wilczyca spojrzała na mnie z tym samym błyskiem w oku jak wtedy gdy pierwszy raz wypowiedziała do mnie te słowa. Złe myśli od razu zniknęły, wolałem się teraz skupić i postawić na optymizm. Będę tatą. Chociaż nie docierało to jeszcze do mnie w pełni.
< Ice? Czy jesteś zadowolona? XD Archerek się bardzo stara X) >

Od Sophie C.D Duncan

Dzień minął nam przyjemnie. Śmialiśmy się i żartowaliśmy oraz rozmawialiśmy.
-Och! Nie ma to jak pełnienie straży, w tak mokry dzień. - Powiedziałam w końcu z sarkazmem, widząc, że robi się już ciemno.
-Może spotkasz wodnego mutanta. - Zaśmiał się basior.

Minęło już dużo czasu, od wtedy kiedy, ja i Duncan zostaliśmy partnerami. Dzisiejszego dnia jak, zawsze jadłam spokojnie śniadanie, rozmawiając ze stadem. Słońce było już wysoko, gdyż nie było nic w zapasach oprócz trzech jeleni. Jak wspominając o słońcu, to pogoda była wyśmienita. Delikatny chłodzący wiaterek, w połączeniu z wielkim ciepłem i pięknym śpiewaniem ptaków...
-Może się przejdziemy? - Spytał Dun, gdy już większość stada się rozeszła. Ja jednak nie odpowiedziałam, bo zaczęłam czuć, że robi się mi nie dobrze, a zaraz potem zaczęłam mieć mdłości.
-Muszę iść do medyka. - Powiedziałam ignorując wcześniejsze pytanie mojego partnera i idąc powoli przed siebie, a po chwili kierując się chwiejnym krokiem do jaskini medyka.
Całego wstępu, nie muszę opisywać, ale resztę, owszem.
Gdy już usadowiłam się na posłaniu, w jaskini medyka, zwymiotowałam królikiem, którego dopiero co jadłam. Oczywiście Blue, szybko odgadnął co mi się stało.
-Ciąża. - Mruknął.

-Że co?! - Wykrzyknął wystraszony Duncan.
-No przecież powtarzam to co powiedział mi medyk. - Usiadłam na moim miejscu gdzie śpię i zaczęłam patrzeć, jak czarny basior krąży po jaskini.

<Duncan? Bum! Akcja-reakcja, proszę!>

Od Ice CD Sophie

W moich oczach płonął żywy ogień, mięśnie szykowały się do skoku na ofiarę, szczęki zaciskały się na samą myśl, ciało drżało od szału jaki mnie ogarnął, a odpowiedź Sophie tylko pogorszyła sprawę. Ciszę przepełniała groza, a powietrze aż zadrżało, gdy płomienie w mych oczach dosięgły bladych iskierek Sophie. W końcu nie wytrzymałam i dała jej mocno z liścia żeby rozładować złość. Wilczyca pokornie spłaszczyła się i nawet nie starała się bronić. Warknęłam głucho i wyprostowałam, w moich oczach płomienie gasły.
- Ogarnij się!-wrzasnęłam ostro-Nie twój interes, kto zostanie Alfą!-Dyszałam w ataku szału i miałam dziką ochotę kogoś rozszarpać, a najlepszym celem była właśnie skulona biała wilczyca. I tu się zatrzymałam i uświadomiłam, że nie mogę być taka cięta. Westchnęłam i nieco ochłonęłam.
- O co ci chodzi w końcu?!-spytałam poirytowana tym, że moja przyjaciółka nie raczy nawet podnieść się i otrzepać. Warknęłam jeszcze raz, więc Sophie podniosła się, a w jej oczach dostrzegłam łzę. Z pewnością tego żałowała.
<Sophie? Nie będzie zabawy bo Ice chce jeszcze się dowiedzieć powoduXDDD>

Od Ice CD Archer

Starałam się myśleć, że wszystko będzie dobrze, chodź takie nie było. Po co udawać głupców, gdy tyle jest nich wśród nas?-ten głos, jak zwykle wpada w najbardziej odpowiednim momencie. Archer uśmiechnął się szczerze, odwzajemniłam to słabym gestem i chwilowym spojrzeniem mu w oczy.
- Tak...Masz rację-Przytuliliśmy się, a ja przymknęłam oczy i dałam się ponieść pozytywnym myślom. Śniadanie upłynęło nam w ciszy. Później wybraliśmy się nad nasze szczególne miejsce-Strumyk paproci.
~Nad strumykiem~
Kolejny kamyk plusnął i szybko poszedł na dno, przedtem wykonując serię chwiejnych ruchów. Westchnęłam ciężko, przypatrując się przepływającej wodzie i słuchając śpiewu ptaków, lecz nie mogłam się w pełni cieszyć tą chwilą. Różne myśli mąciły mój spokój. 
- To duży obowiązek-Archer drgnął i spojrzał na mnie. Oboje wiedzieliśmy, co mam na myśli, jak telepaci. Cieszyłam się z ciąży bardzo, a świadomość, że noszę w swoim brzuchu maleńkie życie była cudowna, ale co z tego wyrośnie?
<Archer? Ice ma radochę, ale i zmartwienia. Dasz radę wyperswadować jej ten pesymizm?XD>

Od Archera CD Ice

I w tym momencie prawie zginąłem dławiąc się kawałkiem zająca. Ice klepała mnie po plecach aż zwróciłem śniadaniu wolność.
-Co?!- wypaliłem i szybko tego pożałowałem, bo wilczyca momentalnie posmutniała. Wziąłem kilka głębokich wdechów żeby się uspokoić i jakoś to wszystko naprawić, ale czułem, że zaraz zemdleję.
-Archer ja...- powiedziała łamiącym się głosem, biała wadera miała prawie łzy w oczach. Okej. Ostatni wdech i słaby uśmiech.
-H-hej, spokojnie. Ja... N-nie spodziewałem się po prostu no i... No i wiesz... - nie potrafiłem nawet sklecić do kupy porządnego zdania. Ice trochę się uspokoiła lecz na jej pysku ciągle widniał smutek. Żadnych pomysłów co zrobić. Obie strony które zazwyczaj miały przeciwne zdanie teraz jednogłośnie oświadczyły, że Archer i dzieci NIE pasują do siebie. Ale ja miałem też własny rozum, który mówił mi, że nie mogę jej zostawić w takiej sytuacji. Młode potrzebują rodziców, inaczej wyrastają na takich wariatów... Jak ja. Teraz na prawdę kręciło mi się w głowie. Jednak zdobyłem się na szczery uśmiech, wyobraziłem sobie, że wreszcie będę miał rodzinę.
-Na pewno nasze dzieciaki będą śliczne.- odparłem i pocałowałem ją delikatnie.
< Ice? Będzie dobrze ja w to wierzę XD >

Od Minerwy CD Demon

- Z chęcią, ale nie po śniadaniu. Wtedy idę na polowanie.
- Mógłbym pójść z tobą. Z chęcią bym ci pomógł, chyba, że się nie zgodzisz.
- Naprawdę? To wspaniale, przyda się każda pomoc. Z dnia na dzień dołącza coraz więcej członków, a niełatwo jest upolować tyle jedzenia, żeby wyżywić taką gromadkę- powiedziałam, po czym poszliśmy na kolację. Byłam dość głodna, bo przez kilka godzin oprowadzania Demona oboje nic nie jedliśmy. Wzięłam więc 3 ryby i kawałek jelenia i w spokoju oddałam się konsumpcji, przysłuchując się też toczącej się konwersacji. Dyskutowano o samych nieistotnych rzeczach, dzięki czemu w ogóle nie musiałam się udzielać. Po kolacji wróciłam do jaskini i zaczęłam przeglądać starą książkę opowiadającą o Rzymie. Nosiła tytuł: "Wieczny Rzym". Była to jedyna pamiątka po moim dziadku, który nieraz kazał nam wkuwać poszczególne informację na pamięć. Kiedyś tego nie znosiłam, ale teraz, mimo, że znałam każde słowo w tej książce, uwielbiałam ją od czasu do czasu przeglądać. Kiedyś Rzym był piękny, jak wiele innych miast stworzonych przez ludzi. Tyle, że oni mają o wiele większy talent do niszczenia, niż tworzenia i teraz ciężko byłoby uwierzyć, że to, co pozostało wyglądało kiedyś tak pięknie. W końcu zmęczenie wzięło górę. Odłożyłam książkę na miejsce i położyłam się spać.
~~Następnego dnia~~
Przyszłam na śniadanie trochę wcześniej niż zwykle i znalazłam sobie dogodne miejsce. Z czasem przybywało członków, aż zauważyłam Demona idącego w moją stronę. Już chciałam wstać i pójść do niego, kiedy znikąd pojawiła się Sophie i pociągnęła mnie za sobą, żeby omówić szczegóły polowania. Kątem oka zdążyłam zauważyć jedynie, że Demon się zatrzymał. Zatrzymałyśmy się obok nowej suczki, którą widziałam już parę razy zwłaszcza, że tak jak ja, była łowcą i zdarzało nam się razem polować. Miała na imię Ana.
- Dzisiaj musimy przyłożyć się do polowania, bo znów zaczyna się kończyć jedzenie.
- Już?- spytałam z niedowierzaniem.
- Tak, w końcu mamy już wielu członków i jedzenie wręcz wyparowuje od razu po upolowaniu- powiedziała Sophie.
- W takim razie zawiadamiam cię, iż wczoraj Demon wyraził chęć uczestnictwa w polowaniu- odparłam.
- Kto taki?- spytała Ana.
- Demon, jest członkiem stada od niedawna. Możesz nie znać- odpowiedziała Sophie.
- Zgoda, więc teraz coś zjedzmy. Po śniadaniu spotykamy się przed jaskiniami. Przekażesz Demonowi?- dodała, patrząc na mnie.
- Oczywiście- odparłam i każda z nas poszła w swoim kierunku. Wzięłam trochę jedzenia. Usiadłam gdzieś z boku, a po chwili przysiadł się do mnie Demon.
- Po śniadaniu widzę cię przed jaskiniami- powiedziałam.
- Aha, a o co chodzi?
- O polowanie. Chyba, że już nie masz ochoty z nami iść, zrozumiem to.
- Ależ skądże, po prostu wyleciało mi to z głowy- odparł wilk. Dokończyliśmy śniadanie i poszliśmy na umówione miejsce.
- Miło, że zechciałeś nam pomóc- powiedziała do Demona Sophie.
- Ja i Ana pojdziemy na północ, a wy na wschód, zgoda?- dodała. Wszystki nam to odpowiadało i po chwili ruszyliśmy na łowy.
<Demon? Sophie? Ana?>

Od Duncana CD Sophie

Dokończyliśmy jeść, a że w dalszym ciągu lało jak z cebra, wszyscy musieli zweryfikować swoje plany i zostać w jaskiniach.. Chyba, że ktoś miał ochotę na kąpiel. Ani ja, ani Sophie jej nie mieliśmy, więc wróciliśmy do swojej jaskini. Najpierw jednak musieliśmy upewnić się, że nikt nic nie potrzebuje. Dość długo rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym i wcale się nie nudziliśmy.
- Chyba przestało już padać, ale nadal mocno wieje i niebo jest zachmurzone- powiedziała po jakimś czasie Sophie, podchodząc do wyjścia.
- No to może spacer? Chyba, że przez "mocno wieje" rozumiesz, że mamy tornado- powiedziałem i wychyliłem się z groty, sprawdzając stan pogody.
- Dobra myśl, a po drodze sprawdzimy, czy nikt niczego nie potrzebuje- odparła wadera, wychodząc z jaskini.
- Czy rola bety polega tylko na ciągłym sprawdzaniu "czy nikt niczego nie potrzebuje"?
- Mniej więcej właśnie na tym- odparła Sophie, śmiejąc się. Ruszyliśmy więc na nasz spacero-obchód. Na szczęście nikt nie umierał, nie głodował, wszyscy byli szczęśliwi, więc pozostało nam tylko cieszyć się z wszechobecnego spokoju. Udaliśmy się nad jezioro. Niedawna ulewa spowodowała podniesienie się wody, ale nadal było jej mniej, niż kiedyś. Przez chwilę siedzieliśmy obok siebie w milczeniu, upajając się tą piękną chwilą i podziwiając marszczącą się pod wpływem wiatru wodę. W końcu jednak wiatr przybrał na sile, a na horyzoncie pojawiły się pierwsze burzowe chmury.
- Już czas- powiedziałem grobowym głosem, jakbym był śmiercią przychodzącą po kogoś w czarnej szacie i z kosą. Znów się zaśmialiśmy. Właściwie dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak często się śmieję odkąd Sophie została moją partnerką.
- Chodźmy zatem- odparła wadera. Ledwo wróciliśmy do jaskini, a znów się rozpadało i to bardziej niż wcześniej.
<Sophie?>

Skipper, Luna i Juliette odchodzą!

Mam nadzieję, że do nas wrócicie!
 
 Juliette
~~~
Młode 
 
 Luna
~~~
Zabójca 
 
 Skipper
~~~
Kronikarz, Zastępca Przywódcy polowań 



Od Tailgate'a CD Raya

Weszliśmy do lasu, jakby był czymś w rodzaju boru, a przynajmniej czegoś takiego. Z daleka usłyszeliśmy mutanta, ale było za późno, by zawrócić.
-No i zadowolony? - z ironią spytała - Teraz dwójka szczeniaków ma walczyć z mutantem.
Spojrzałem na nią z jeszcze większą ironią w oczach.
-Poważnie? - odpowiedziałem jeszcze słabiej, niż jak się na nią gapiłem - Znam te tereny, tu się urodziłem i tu się wychowałem, więc raczej znam też takie lasy.
Raya spojrzała na mnie z lekka wkur*iona, ale nie mając raczej innego wyboru ruszyła za mną w głąb lasu. Po dłuższej chwili znowu usłyszeliśmy ryk, tyle, że głośniejszy.
-To idziemy zobaczyć tego mutanta? - powiedziałem i nie czekając na odpowiedź odsłoniłem łapą krzaki. To było młode Zagora, najłagodniejszego z mutantów, a że młode to nie będzie walczyć.
-No i mówiłem? - spojrzałem na stojącą za mną Ray'ę. Podeszła bliżej, a młode "dinozaura" najwyraźniej wyczóło nasz zapach, bo zaryczało, a miało zamknięte oczy.
Postanowiliśmy się oddalić, bo spotkanie z jego rodzicami nie byłoby już takie spokojne. Właśnie mieliśmy iść dalej, gdy w krzakach coś się poruszyło.
<Raya? Skipper? To ty, czy rodzice malca?>

Od Rai C.D Tailgate

-O wybacz.  -Powiedziałam i odsunęłam się od basiora. - Nie wiedziałam, że ktoś tak samo jak ja wymyka się od rodzica. - Zaśmiałam się widząc, że basior idzie sam.
-Ja nie wymknąłem się od mamy czy taty, ja wymknąłem od rodzeństwa. - Przyznał wilczek, na oko był w moim wieku. Spojrzałam przed siebie, a moje oczy zamgliły się. Jeszcze nie dawno miałam brata i dwie siostry, które cały czas kocham. Jednak już pewnie one nie żyją.
-Rodzeństwo... - Westchnęłam cicho. - Nawet nie wiesz, jakim szczęściem jest je mieć.
-Bracia i siostry, są wkurzający! - Odparł z obrazą.
-Łatwo tak mówić, poza tym jestem Raya. - Przedstawiłam się chcąc zmienić temat.
-Ja nazywam się Tailgate. - Też się przedstawił wilk, po chwili zaczęliśmy znowu przechadzać się po terenach. W ogóle nie odzywaliśmy się do siebie, jednak dobrze było wiedzieć, że z kimś idziesz. W końcu zatrzymaliśmy się przy ciemnym lesie.
Nawet nie uwierzyłam co powiedział Tailgate! Chciał tam iść. Przez chwilkę się wahałam, jednak musiałam być twarda, więc się zgodziłam. Szliśmy przed siebie, cicho robiąc kroki na mchu. Gdy byliśmy w środku usłyszałam warknięcia z daleka.
To był mutant... I w co wpakował mnie ten pies?!

<Tailgate?>

Od Tailgate'a

Trochę pozwiedzałem te tereny, uciekłem od Arcee i reszty rodzeństwa... JEST BOSKO! Cenię sobie wolność i swobodę, a tego nie zabroni mi raczej NIKT. Typowy samotnik ze mnie... Towarzystwo innych nie specjalnie mi odpowiada. 
Bez długiego zwiedzania ruszyłem na Ostatni Klif, gdzie (jak mi mówiono) wilki popełniają samobójstwo. Musiałbym mieć wielkiego farta, czy coś w stylu "szczęśliwego dnia", by natrafić na kogoś tak znudzonego życiem. Nie myliłem się. Na skalistej plaży nie było żywej duszy, tylko wiatr rozsiewający zapach słonej, morskiej wody. Skakałem sobie po głazach i rozmyślałem nad dniem dzisiejszym. Co będę robił, gdzie pójdę. Wpatrywałem się w niebo usiane białym puszkiem. W tym momencie tak się zagapiłem, że wpadłem na kogoś. Nie wiedziałem jednak na kogo... 
<Ktoś?>

Od Sophie C.D Ice

-Wybacz, ale umiem sama o siebie zadbać! - Warknęłam i bez chociażby jeszcze jednego słowa, wbiegłam w las. Oczywiście słyszałam za sobą jeszcze wołanie Evelyn i Minerwy, ale nie patrzyłam za siebie. Tylko biegłam...

Siedziałam pod drzewem i myślałam nad różnymi rzeczami, upolowałam jeszcze zająca, więc miałam co jeść. Jednak nie raczyłam nawet go dotknąć.
-Widzę panienka stała się zła. - Usłyszałam głos i szybko odwróciłam się w bok, to Duncan.
-Uch! Nie rób tak, prawie dostałam zawału. - Powiedziałam i udałam oburzenie, przez co oby dwoje się zaśmialiśmy.
-Wykonałem za ciebie obowiązki Bety. - Mruknął nagle basior.
-Ile tu już jestem?! - Wykrzyknęłam patrząc prosto w oczy mojego partnera.
-Może z trzy godziny... - Odparł nie chętnie to wyjawiając. Tak. To mam przechlapane...

Siedziałam u Ice, która cały czas paplała, na mnie zła od tamtego wydarzenia z Archerem.
-Czego nie rozumiesz w tym, że on jest teraz alfą? - Warknęła Lara.
-Zasadniczo wszystkiego. - Mruknęłam.
-A czego dokładnie? - Wilczyca polarna stała przede mną tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami. W jej oczach płynął żywy ogień! Ja jednak teraz się zastanawiałam. Nie wiedziałam dokładnie czego w tym nie rozumiem, ale czegoś tak.
-Nie wiem. - Odparłam.

<Ice? Będzie, będzie zabawa! Ice rozszarpie Sophie i będzie, będzie zabawa! Będzie się działo!>

Od Demona CD Minerwa

- Eee w zasadzie byłem tylko w lesie na polowaniu, przy jaskiniach członków stada oraz tutaj.
- Rozumiem, więc chodź za mną.
Wadera poderwała się na łapy i zaczęła biec truchtem. Zrobiłem to samo co ona, a po chwili dorównałem jej kroku.
- Najpierw pójdziemy nad tęczowy wodospad.
Doszliśmy do pięknego wodospadu. Nad zasłoną z wody była tęcza.
- Ale tu pięknie. - widocznie moje myśli wypowiedziałem na głos, ale jak przy takim wspaniałym widoku nie paść z wrażenia?
- Masz całkowitą racje. - odpowiedziała mi Minerwa - Okej idziemy dalej, ponieważ nigdy nie zwiedzimy całego terenu.
~~~~~~~~~
Kilka godzin później:
- Macie naprawdę wspaniałe tereny. - powiedziałem
- Tak wiem o tym. To jest jedyna zielona dolina na ziemi.
- Tak i przepraszam, że przezemnie zmarnowałaś czas.
- Nic nie szkodzi. Świetnie się z tobą bawiłam.
- Naprawdę? No mi też było wesoło. Minerwo? Chciałabyś spodkać się ze mną jutro?
<Minerwa?>

Od Ice CD Luna

- Kałuża chyba ci wystarczy, księżno?-ochlapałam ją delikatnie z pobliskiej, a Luna, przemoczona, prychnęła ze złością i bez sprzeciwów zajęła się jedzeniem. Wyprostowałam się dumnie i sprężystym krokiem przechadzałam się po jaskini. Kiedy kotka skończyła, usiadła na swym legowisku i patrzyła na mnie wyraźnie znudzona.
- Może masz ochotę zagrać w grę?- zaproponowałam. Dostrzegłam zaciekawienie w jej oczach. Wzięłam dwa patyki, oderwałam dwa skrawki z jej koca i jako tako przymocowałam do gałązek. Zrobiłam jeszcze kilka takich podobnych i położyłam przed nami.
- To się nazywa gra w statki. Kładziemy je za sobą na różnych ,,polach", o tak-pokazałam jej-i mamy zgadnąć, na którym polu jest który statek. Zaczynamy?
<Luna? Nuda mi sięXD>

Ice zaszła w ciążę!

Ice
  • Z kim: Archer
  • Ilość szczeniąt: 3 (dwie waderki, jeden basiorek)
  • Data zajścia w ciążę: 28.07.2016
  • Data narodzin: 4.08.2016

Od Ice CD Archer

Spojrzałam ze zrozumieniem na basiora, układając wargi w lekki uśmiech. Polizałam go po pysku, dając znak, że ma we mnie wsparcie, Archer wrócił do patrzenia w gwiazdy, a ja odpowiedziałam:
- Wiem-to proste słowo wystarczyło, by przekazać wszystko, co miałam mu do powiedzenia. Poczułam się śpiąca i odeszłam od okna, by położyć się na ziemi. Po chwili zasnęliśmy w księżycowej poświacie.
~Późnym rankiem~
Przetarłam oczy i rozejrzałam się, szukając wzrokiem mego partnera. Słońce stało już wysoko, ptaki dawno ukryły się przed słońcem. Czyżbym zaspała?-zwykle wstawaliśmy równo o tej samej godzinie, a teraz się spóźniłam na nasze śniadanie. Chciałam szybko wstać i poszukać Archera, ale zakręciło mi się w głowie i poczułam, jak mnie mdli. Podeszłam do ściany i oddałam zawartość kolacji, nieco już przeżutą...Co się ze mną dzieje?-spytałam samą siebie, krążąc nerwowo po pomieszczeniu. Wydało mi się, że coś poruszyło się...we mnie. W moim brzuchu coś było. Nie, to nie mogło się zdarzyć!-czułam się szczęśliwa i przerażona jednocześnie, sama nie wiedziałam, co mam myśleć. Byłam w szoku; wyszłam z jaskini i zaraz za rogiem natknęłam się na Archera, właśnie czekał na mnie ze śniadaniem. Podeszłam i usiadłam, jak co dzień, nad różnymi przysmakami. Basior mrugnął do mnie i zaczął jeść, sama jednak nie wiedziałam, czy znowu nie zwymiotuję.
- Proszę, jedz-zachęcił mnie, ale ja tylko wpatrywałam się w niego z mieszanką osłupienia i szczęścia-Co się dzieje? Nie wyglądasz najlepiej-stwierdził po chwili. Dłużej nie mogłam w sobie tego trzymać.
- Archer...Nie zrozum mnie źle...Jestem w ciąży.
<Archer? *SzokXD*>

Od Luny CD Ice

-Teraz już tak łatwo nie uciekniesz. -Powiedziała do mnie wadera a ja tylko wywinęłam oczyma.- Blue Cię będzie pilnował.
-Taa... Jakbyś mi coś upolowała... -Powiedziałam do niej.
-Nie jesteś księżniczką ale zrobię to bo na pewno jesteś głodna.
-A przy okazji przynieś coś do picia -Fauszywie się uśmiechnęłam.
Wadera tylko lekko warknęła i wyszła przeciągnęłam się ziewając przy tym.
*Godzinę później*
-Dłużej się nie dało?
-Nawet mnie nie denerwój! Dzik to nie jest łatwa zwierzyna do upolowania. -Patrzyła na mnie wściekłym wzrokiem.
-A picie? - Śmiałam się z niej na duchu

<Ice?>

Od Luny CD Ice, Blue

-Em, nie moje klimaty, ale wole już być tu niż tam. -Oznajmiłam.
-Szybko się przyzwiczaisz. -Niechęnie się do mnie uśmiechnęła.
-Ta.
Zeskoczyłam z czegoś co miało być stołem. Ach ten ból w koś iach. Wręcz przyjemny.
-Jakby tu było jeszcze jakieś jedzenie.. -Wymamrotałam pod nosem zaczynając oględziny pomieszczenia.
-Mogła bym się dowiedzieć co ty wyprawiasz? -Zapytała mnie wadera.
-Nie dokońca wiem ile ja tu spałam, ale każdy ma swoje potrzeby fizjologiczne. -Wymyśliłam coś na szybko.
-Och, no tak. Chodź za mną.
Zaleciła mi a ja tak postąpiłam. Poszłam za nią. Wyszłyśmy na zewnątrz. Za nim wadera na mnie popatrzyła szybko czmychnęłam w zarośla. Zdąrzyłam usłyszeć jeszcze parę jej słów ale potem byłam za daleko aby ją słyszeć. Zrzuciłam z siebie wszelkie bandarze a potem zaczęłam spokojni iść przed siebie.

<Ice, Blue? Co zrobicie?>

Od Ray C.D Juliette

Moja matka właśnie rozmawiała z Ice, która już dawno nas w sumie przyjęła, ale Alisha pociągnęła rozmowę. Spojrzałam w bok, za wyjściem z jaskini była ponura pogoda ale na szczęście nie padał deszcz. Nagle dostrzegłam wilczycę w moim wieku wchodzącą tutaj.
-Cześć, jestem Juliette. - Odezwała się patrząc na mnie i na moją matkę.
-Ja za to jestem Raya, a to moja matka Alisha. - Wskazałam samicę szakala.
-A może się pobawicie? - Spytała Ice, znowu zaczynając rozmowę z mamą.
-W co chcesz się bawić? - Spytałam.
-Hm... Berek! - Klepnęła mnie i zaczęła uciekać, a ja biegiem za nią. Na dworze nie było tak źle, powoli słońce wychodziło i na ogól było ciepło, jednak wiał zimny wiatr. Wyskoczyłam do przodu i już miałam dotknąć Juliette, ale rozdzieliły nas drzewa. Parsknęłam cicho pod nosem, jednak bez większej złości dalej goniłam waderę. W końcu nastała wymarzona i dotknęłam Jul, która stała osłupiała.
-Bagna... Musimy je okrążyć. - Mruknęła z niechęcią i oby dwie zaczęłyśmy omijać to błoto.

<Juliette?>

Od Juliette CD Raya, Ice, Alisha

Wybiegłam po południu z jaskini. Skipper nie było, znowu była z Whitem. Postanowiłam nabrać świerzego powietrza. No cóż... Raczej nie wy iegłam bo sturlałam się po małym wzgórzu przed jaskiniami. Otrzepnęłam się z piasku. Wszystkie kości były na szczęście na swoich miejscach. Pogoda szybko się pogorszyła. Przynajmniej na chwilę przestało padać... Ale to pewnie tylko na chwilę. Rozejrzałam się wokół. Nikogo tutaj nje było. Trochę sobie pochodziłam tammi siam aż w końcu powróciłam do jaskiń. Szybko ujrzałam dwie sqmice szakala rozmawiające z Ice. Jedna była w moim wieku. Podeszłam do nich przerywajác im rozmowę.
-Cześć, jestem Juliette.

<Raya, Ice albo Alisha?>

środa, 27 lipca 2016

Od Sophie C.D Duncan

Zasiedliśmy do uczty, gdy zjawili się wszyscy członkowie. z
-Ana, Minerwa. Skipper mówiła mi wczoraj, że dzisiaj zrobi beze mnie polowanie i chciała żebyście zjawiły się przy Polanie Początku, tam wszystko omówi. - Powiedziałam do samic, a te tylko na to kiwnęły głową i wróciły do tego, co robiły przedtem.
-Sophie, masz jakieś plany na dzisiejszy dzień? - Spytał Duncan, siedzący obok mnie i tak samo jak ja jedzący kawałek jelenia.
-Hm... Ranek mamy wolny, po południu powinniśmy sprawdzić jak sobie wszyscy radzą w swojej pracy, jeszcze wieczorem muszę iść na straż. - Odparłam.
-Na pewno sobie poradzę? - Spytał basior z trudem od stresu, przełykając mięso.
-Oczywiście! - Optymistycznie uśmiechnęłam się kończąc jeść. - I chyba nawet nie będziemy robić tych zadań. Bo nie wiem jak ty, ale lepiej chyba jednak dzisiaj nie wychodzić z jaskini... Patrz! - Wskazałam wyjście z jaskini za, którymi lał deszcz.
-Ooo... W środek lata? - Dun był niezwykle zdziwiony patrząc ze mną na ulewę, z resztą, podobnie jak reszta członków stada.
<Duncan? Nie zauważyłam, żadnej u ciebie zmiany.>

Od Duncana CD Sophie

Potrzebowałem chwili, by sobie wszystko przemyśleć i poukładać. Kochałem Sophie, tego byłem pewien. Ale co, jeśli zawiodę ją, gdy będzie mnie potrzebowała? Tak jak zrobiłem to z moim poprzednim stadem. Wychowałem się tam, a potem odszedłem, a kiedy wróciłem, było już za późno. Nie zamierzałem jednak cały czas się tak użalać. Co było, to było i teraz moim głównym celem powinno być zrobienie wszystkiego, żeby nie powtórzyć tego błędu. Gdy doszedłem do tego ostatecznego wniosku uznałem, że czas wracać do jaskini. Teraz już nie mojej, tylko naszej. Sophie już spała, więc starałem zachowywać się jak najciszej. Powoli podszedłem do niej i położyłem się obok. Nie minęła chwila, a zasnąłem.
~~Następnego dnia~~
Obudziło mnie lekkie szturchnięcie w bok.
- Wstawaj śpiochu- powiedziała Sophie, widząc, że nadal próbuje spać. Niechętnie otworzyłem oczy. Teraz nie mogłem się od tak wylegiwać całymi dniami. Miałem przecież partnerkę, poza tym zostałem betą i powinienem pomóc Sophie w pełnieniu tej funkcji. Poszliśmy do spiżarni, a że dotarliśmy tam pierwsi, wyłożyliśmy jedzenie ze spiżarni. Powoli zaczęli schodzić się inni członkowie, oczywiście nie wszyscy.
<Sophie? Chyba tak, w ty w moim?>

Od Skipper c.d. White

Pożegnała samca po czym weszłam w głąb mej nowej jaskini. Popatrzyłam na smacznie śpiącą Jul. Uśmiechnęła się patrząc na nią. Wyglądała tak uroczo i słodko. Położyłam się obok niej przytulając ją przy tym. Pomyślałam, że będzie trzeba powiedzieć Whiteowi o niej. Ale to jutro.
***
Obudziły mnie jakieś chałasy. Okazało się, że były to jakieś szczeniaki z sąsiednich jaskiń. Julietty przy mnie nie było. Postanowiłam sprawdzić, gdzie się ona podziewa. Leniwie powstała na moje jakżeby obolałe łapy. Przeciągnęła się a promienie słoneczne prażyły moją sierść. Powoli zaczęłam wychodzić z mojej jaskini. Przy wejściu od razu zaczęłam się za niæ rozglądać. Widziałam tylko jakąś waderę stojącą na dworze. Podeszłam do niej.
-Przepraszam, nie widziałaś gdzieś może małej, ciemno ubarwione waderki? -Zapytałam p wiele wyższej odemnie wadery.
-Pobiegła gdzieś tam. - Wskazała za siebie uśmiechając się do mnie.
-Dzięki! -Podziękowała jej i zaczęłam truchtać w wyznaczone miejsce jej pobytu. Po chwili ujrzałam ją rozmawiającą z Whitem. Podeszłam do nich mówiąc
-Już się poznaliście?

<White?>

Od Sophie C.D Duncan

-Jest cudowne... - Westchnęłam jeszcze raz z zachwytem. - Ale ja nic dla ciebie nie mam. - Dodałam patrząc mojemu partnerowi, prosto w oczy.
-Nie musisz nic mi dawać, dla mnie szczęściem już jest, że cię mam. - Basior uśmiechnął się i przytulił mnie.
-Szczerze, to nawet nie myślałam, że kiedyś znajdę miłość. Wydawało mi się, że wszyscy tylko chcą stanowisko Bety, ale jednak... Ty się znalazłeś. - Szepnęłam.

Resztę dnia spędziliśmy na rozmawianiu i przechadzaniu się po terenach. Czyli prawie dokładnie tak samo jak wczoraj, tylko jakby jeszcze weselej. Goniliśmy się po lesie, skakaliśmy po kamieniach w Strumyki Paproci jak szczeniaki. W końcu jednak usiedliśmy sobie na Polanie Początku.
-Uch! Zmęczyłam się, poza tym już robi się ciemno, naprawdę długo się bawiliśmy. - Gdy powiedziałam ostatnie słowo, zaśmiałam się.
-Racja, możesz już iść do naszej jaskini, muszę tylko nad czymś pomyśleć. - Powiedział Duncan.
-Dobrze, to ja już idę. - Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę jaskiń, po chwili już do nich doszłam i weszłam do mojej. Usadowiłam się w kącie i szybko zasnęłam...

<Duncan? Widzisz, różnicę w moim stylu pisania?>

Od Minerwy CD Evelyn, Ice

W tym momencie musiałam przyznać rację mojemu nieżyjącemu już dziadkowi. Zawsze, gdy rozmowa schodziła na temat kotów, mówił, że to najbardziej nieufne i niezależne ze wszystkich stworzeń. Razem z Ice prawie jednocześnie westchnęłyśmy. Ruszyłam powoli naprzód. Ja zostałam w tyle, a Ice podbiegła do Evelyn.
- Posłuchaj, przepraszamy, jeśli cię uraziłyśmy- powiedziała do kotki. Kocica coś wymamrotała w odpowiedzi, Ice zaś spowolniła kroku tak, że znów szłyśmy obok siebie, a Evelyn przed nami. Teraz już nie miałyśmy nastroju na rozmowę, a już tym bardziej na żarty. Panowała więc cisza, ale nie była ona jakoś specjalnie uciążliwa. Po prostu każda z nas oddała się swoim rozmyślaniom. Nie wiem, o czym myślała Ice, ja jednak skupiłam się na Evelyn. Spotkałam już wiele nieufnych stworzeń, ale z żadnym z nich nie było jeszcze tak źle. Ciekawiło mnie, czy zawsze taka była, czy też zmieniła się pod wpływem jakichś przeżyć. Gdy to pomyślałam, kotka spojrzała za siebie, jakby chciała się upewnić, czy na pewno za nią idziemy. Przez chwilę bałam się, że usłyszała moje myśli i zaraz wywiąże się jakaś kłótnia, czy coś, ale nic podobnego nie nastąpiło. Po chwili Evelyn znów się dumnie wyprostowała i więcej już nie raczyła na nas spojrzeć.
- Ciekawe, czy zawsze taka była, czy też zmieniła się pod wpływem jakichś przeżyć- powiedziała szeptem Ice. Spojrzałam na nią, jak na wybryk natury.
- No co? Co się stało?- spytała lekko zaniepokojona.
- Nic, nic, tylko nie wiedziałam, że masz dar czytania w myślach. Przed chwilą o tym myślałam- powiedziałam.
- Naprawdę? I do jakiego doszłaś wniosku?- spytała, unosząc brew.
- Szczerze mówiąc, do żadnego- odparłam.
<Ice? Evelyn?>

Od Duncana CD Sophie

Wyszliśmy razem z Sophie z jaskini alf i od razu świat wydał mi się lepszy. Niebo stało się bardziej błękitne, kwiaty nabrały kolorów, słońce zaczęło mocniej świecić, a ptaki weselej śpiewać. Nie mogłem uwierzyć w to, że jeszcze chwilę temu byłem zwyczajnym wilkiem, nie mającym nawet dla kogo żyć, a teraz mam partnerkę, którą kocham nad życie. Spojrzałem na Sophie i uśmiechnąłem się. Ona odwzajemniła uśmiech.
- To co teraz robimy? Może jakoś to uczcimy?- spytałem, starając się przybrać tajemniczy wyraz pyska.
- A jak chciałbyś uczcić zawarcie naszego związku?- zapytała wadera. Uśmiechnąłem się.
- Chodź za mną, mam coś dla ciebie- powiedziałem. Wilczyca szła obok mnie, widać było, że jej zainteresowanie rośnie z każdą minutą. Po ok. 40 minutach marszu znaleźliśmy się w Świętych Ruinach.
- Zaczekaj minutę- powiedziałem i zniknąłem między budynkami. Po chwili wróciłem, niosąc znalezioną tam wcześniej starą szkatułkę z jakiegoś metalu ze zdobieniami w kształcie jakichś zawijasów. Jej wieko zdobiło kilka kolorowych szkiełek i ozdoba w kształcie kwiatów.
- Ojej, jakie to piękne!- zawołała Sophie.
- Racja, ale zobacz lepiej, co jest w środku- powiedziałem, a wadera drżącymi łapami otworzyła szkatułkę. Oto, co ujrzeliśmy:
 
- Podoba ci się?- spytałem patrząc, jak na pysku wadery maluje się coraz większy zachwyt.
- Cudowny! Jak go znalazłeś?- spytała.
- Wybrałem się któregoś dnia na spacer tutaj i znalazłem. Zostawiłem go jednak na miejscu, bo nie był mi potrzebny. Uznałem, że jest tak piękny, iż mógłbym go dać tylko jakiejś wyjątkowej dla mnie osobie. Wtedy takiej nie miałem, ale teraz to się zmieniło- powiedziałem, patrząc z miłością na Sophie.
<Sophie?>

Od Evelyn CD Minerwa, Ice

Zatkało mnie od momentu kiedy ten bachor bez piątej klepki przytulił się do mnie jak do jakiegoś dużego pluszaka. Jakby byłabym bez mojego towarzystwa którym są dwie przesłodzone wilczyca i bez tej szlochającego truchła kobiety to od razu skróciła bym go o głowę. A może nie ? W ogóle nie dostałam nawet szansy tego wypróbować gdyś księżniczka lodu wzięła go na swój grzbiet jakby była jakimś kucykiem, a teraz w ogóle nie będę miała szansy tego sprawdzić gdyś nadal szlochająca kobieta złapała dziecko w ramiona przyciskając je do piersi i zaczęła zwiewać jak struś pędziwiatr. Prychnęłam tak cicho że brawie sama tego nie usłyszałam a na pewno nie usłyszały tego moje przesłodzone towarzyszki które już powoli kierowały się z powrotem do doliny. Zatrzymałam się w połowie i odwróciłam pysk żeby spojrzeć na uciekających dwunożnych.
- Evelyn! Czekasz aż ten maluch wróci do ciebie żeby się przytulić?- Usłyszałam jak wilczyce zaśmiały się jednocześnie odwracając się w moją stronę. Poczułam jak mnie krew zalewa i jak sierść na moim karku się podnosi do góry. Myślą że jestem jakaś słodka tylko z powodu że jakiś idiotyczny bachor się przylepił jak mucha do g*wna. Odwróciłam się do nich szybko i zgrabnie a wilczyce widząc mój wyraz pyska, uśmiech zmył się z obu pysków i to prawie że jednocześnie. Ruszyłam w ich stronę z podniesioną wysoko łeb, a gdy przechodziłam obok wader zamknęłam oczy tak żeby na nie nawet kątem oka nie spojrzeć. Teraz to naprawdę przegięły najpierw czepiają się tego że zostałam w tyle gdy one sobie odeszły na pogaduchy a teraz jeszcze dodać ich komentarz który dla nich najpewniej brzmiał jak dobry żart. Na poprawienie sobie humoru pewnie bym pobiegła za tym łysymi małpami i skróciła ich żywot tylko po to żeby wadery odwaliły się ode mnie. " Jak morderca..." wbiła mi się myśl prosto w to nie ufne serce. Tia...Jak morderca. Jak zimny, bez serca... Morderca.

< Ice, Minerwa ? Eve depresja dopadła XDDD>

Od White'a CD Skipper

- Tak, po dwie. - powiedziałem
Jesliśmy w ciszy. Po posiłku spędziliśmy trochę czasu na spacerze po lesie. Zwiedzaliśmy teren. Pod wieczór poszliśmy na krótki spacerek po lesie. Bór podczas zachodu słońca był zniewalająco piękny. Przez konony drzew liściastych przedostawały się szkarłate promienie słoneczne. Nie wiele czasu po zachodzi słońca Skipper oznajmiła, że chciałaby udać się do swojej jaskini. Zaproponowałem, że odpriwadzę ją do domu. Przez całą drogę rozmawialiśmy i opowiadaliśmy śmieszne historyjki. Pod jaskinią pożegnałem się ze Skipper.

<Skipper?>

Nowe młode!

Raya
 ~~~
Młode

Nowa Samica!

Alisha
~~~
Omega

Od Evelyn CD Ice

Zatkało mnie i prawie bym krzyknęła jak jedna z dziewczyn w jakiś horrorze. Cóż, pewnie zastanawiacie się co tam widziałam... Jakby to powiedzieć, może nazwę to " Galerią trupów"? Chyba to wystarczy żeby opisać co tam widziałam i z czym teraz siedziałam razem z o rok starszą alfą. Po prostu grupowe samobójstwo, trupy wisiały na grubych linach które jakimś cudem były zawieszone o duże haki które wychodziły spod dachu. Wilczyca chyba usłyszała mój cichy krzyk po odwróciła się do mnie z lekkim nie pokojem na pysku. Wstrzymałam oddech by przypadkiem nie oddać zawartości żołądka, gdyś domyślałam się że takie zbiorowisko trupów musi na prawdę cuchnąć zgniłym mięsem. Na to jeszcze skazywały muchy które latały w okół ciał jak porąbane. 
- Co jest?- Zapytała się i od razu jej mina mówiła sama za siebie. Odwróciłam się do mnie plecami i odbiegła kilka kroków ode mnie i tam oddała zawartość żołądka. Przez ten widok żołądek z sam siebie podszedł mi do gardła i... Ja też oddałam moje śniadanie które składało się z mięsa jelenia. Gdy już nie miałyśmy czym wymiotować, biała wilczyca wróciła do mnie ocierając resztki wymiotów pyska. Zrobiłam tak samo jak ona ocierając pysk. 
- Co tak śmierdzi? Jakby jakieś zwłoki tu leżały.- Zapytała spoglądając na mnie, gdy nagle na jej nosie wylądowała mucha. Spojrzałam do góry żeby dać znać alfie skąd się wziął ten zapach. Wilczyca rozumiejąc przekaz spojrzała do góry i też stłumiła okrzyk zdziwienia i przerażenia. Przewróciłam oczami widząc reakcję wilczycy, po pierwsze powinna się skapnąć że coś wisi nam nad głowami a po drugie... Zapomniałam o oddychaniu. Na szczęście przyzwyczaiłam się do zapachu więc teraz było mi trochę swobodniej oddychać. Rozejrzałam się po okolicy, ściana, okno i znowu ściana. Żadnych drzwi. Oprócz tych przez które weszłyśmy do środka i za którymi może kryć się jakiś potwór czekający tylko żeby nas skonsumować. Kątem oka zauważyłam jak wilczyca nadal spogląda w górę na trupy kobiet, mężczyzn, dzieci i emerytów. " Ciekawe jak oni tam wleźli" przegalopowała mi ta myśl w moim łbie. 
- To... Co robimy?- Przerwałam cisze spoglądając na waderę. 
< Ice ? Co robimy, geniuszu ? XD>

Od Ice CD Minerwa, Evelyn

Wbiłam wzrok w małego chłopca z rozpromienioną buzią i jasnymi włosami, który odwzajemnił spojrzenie, a w jego niebieskich oczach widziałam przyjaźń, ale i uległość. Uśmiechnęłam i przybliżyłam pysk do twarzy malca, wiedziałam, że kiedy dorośnie stanie się taki jak oni, ale miałam nadzieję, że uda się go uratować od tego straszliwego losu. Dziecko zaśmiało się, kiedy jego matka krzyknęła:
- Nie!-już chciała się zerwać i uderzyć mnie czymś ciężkim, lecz wystarczyło, bym odwróciła się z morderczym błyskiem w oku i odsłoniła kły, by opadła, roniąc łzy, i szepcząc: zabiją, zabiją...Nie zwracałam już na to uwagi, tylko zniżyłam głowę i pozwoliłam chłopcu wgramolić się na mój grzbiet. Dziecko powiedziało cicho do mamy:
- Mamo, to jest fajne! Chodź z nami-Kobieta drżała i popłakiwała, ale kiedy oddaliłyśmy się parę kroków, ruszyła za nami. Specjalnie wybrałam kręte i zarośnięte ścieżki, tak, że kiedy ich odstawiłyśmy daleko poza obrębem doliny, zupełnie nie mogli się zorientować, gdzie są. Skinieniem głowy pożegnałam parkę i ruszyłyśmy z powrotem do domu. 
<Evelyn? Minerwa?>

Od Minerwy CD Ice, Evelyn

Byłyśmy już gotowe do ataku, gdy nagle z jednego z namiotów wybiegł mały, na oko 4-5 letni chłopczyk i płacząc, podbiegł do kobiety.
- Mamo?! Co się dzie...- urwał, gdy nas zauważył. Teraz oboje wpatrywali się w nas z przerażeniem w oczach, czekali na śmierć. Przez chwilę żadna z nas się nie odzywała, w końcu postanowiłam przerwać tą ciszę.
- Nie możemy ich zabić. Wtedy bylibyśmy takimi potworami jak oni- powiedziałam, zwracając się od Ice i Evelyn.
- Racja, ale co, jeśli uciekną i wrócą po zemstę- odparła kocica. Obie spojrzałyśmy wyczekująco na Ice. W końcu była alfą, więc oczekiwałyśmy od niej jakiejś mądrej decyzji. Na pysku Lary widać było zakłopotanie i niepewność. Ciszę przerwał głos kobiety:
- Zostawcie nas!- wrzasnęła z całych sił, jakby rzeczywiście liczyła, że w ten sposób nas odgoni. Chłopiec zaś spojrzał na matkę, potem znów na nas i wystraszony, zrobił krok w naszą stronę.
- Stój!- zawołała kobieta, łapiąc go za ramię.
- Mamo, puść- powiedział spokojnie i stanowczo. Ją zaś zamurowało tak, że rozluźniła ścisk. Chłopak znów zaczął iść w naszą stronę. Wszystkie trzy bacznie obserwowałyśmy jego poczynania oraz stojącą kobietę. Byłyśmy równie zdziwione jego zachowaniem, co ona. Podszedł do Evelyn.
- Dobry kotek, ale my nie chcemy się z wami bawić. Zostawcie nas, jak mama prosi- powiedział, po czym przytulił kotkę. Ja i Ice patrzyłyśmy na to osłupiałe, tak samo, jak kobieta. Chłopczyk po chwili przestał się tulić do kotki i spojrzał na nas uśmiechając się.
- I co o tym sądzicie?- spytała Evelyn.
<Ice? Evelyn?>

Od Minerwy CD Demon

- Nie widziałam cię wcześniej, nie licząc polowania. Musiałeś dołączyć niedawno- powiedziałam.
- Tak, a ty jak długo tu jesteś?- spytał basior, zmieniając pozycję leżącą na siedzącą.
- Okrągły rok. Co robisz?- spytałam, chcąc podtrzymać rozmowę.
- Właściwie to nic ciekawego. Siedzę i podziwiam widoki- odparł.
- Czy mogę się w takim razie dołączyć- spytałam, a w odpowiedzi uzyskałam kiwnięcie głową. Usiadłam zatem  obok wilka.
- Te tereny są piękne, prawda?- zadałam pytanie, chociaż wiedziałam, co odpowie. Z łatwością można było to przewidzieć, bo to jedyny zielony kawałek ziemi na tej planecie, więc komu on miałby się nie podobać?
- Tak.
- Wiesz, mamy tu też ładniejsze tereny. Skoro dołączyłeś niedawno, nie miałeś pewnie jeszcze szansy wszystkiego zobaczyć, co?
- Masz rację. Przydałby się ktoś, kto mnie oprowadzi- wilk spojrzał na mnie.
- No dobra, a gdzie już byłeś?
<Demon? Na nic lepszego nie mogłam się zdobyć.>

Od Skipper CD White

-Przejemy się dzisiaj. -Zaśmiałam się do samca.
-Wątpię. Od jelenia trochę czasu minęło. A zresztą - zmierzył mnie wzrokiem.- Tobie przydało by się trochę masy.
-Jakoś się tym nie zbyt przejmuje.
-A powinnaś.
Wzruszyła ramionami.
-Skupmy się na polowaniu. -Powiedziałam do White'a
***
Po okołocpół godzinie upolowaliśmy 4 przepiórki.
-Nie tak źle -Zaindagowałam
-Racja.
-Po dwa?
<White? Wybacz że takie to krótkie.>

Od Demona CD Minerwa

Leżałem pod jednym drzew liściastych. Niewielu członków stada mnie zna, więc czasem uważają mnie za wroga. Samcy, którzy obok mnie przechodzą są gotowi do walki ze mną, jednak zawsze kończy się tylko na warczeniu. Powoli tracę cierpliwość. Popatrzałem na odległą polankę, gdzie bawiły się młode. Na ich widok lekko się umiechnąłem. W tym momencie kątem oka zauwarzyłem białą waderę, która patrzała na mnie. Odwruciłem się w jej stronę, aby muc przyjrzeć się lepiej. Spowiedziałem się, że wadera będzie patrzała na mnie jak na wroga, jednak ku mojemu zdziwieniu wilczyca patrzała na mnie jak na przyjaciela. No tak... pamiętam ją była na polowaniu. Wadera podeszła do mnie.
- Witaj jestem Minerwa. - przedstawiła się wadera
- A ja Demon.
<Minerwa?>

Od White'a CD Skipper

- Haha. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłem. - powiedziałem, no dobra prawie wykrzyknąłem
- Ja tak samo. - odoowiedziała mi Skipper
- Właśnie byłbym zapomniał. - powiedziałem, a Skipper popatrzała na mnje z zaskoczeniem - Berek! Gonisz!
- Ja zaraz dorwę!
- Nie sądze. 
Zacząłem uciekać. Co my wyprawiamy? Bawimy się jak małe szczeniaki. Popędziłem w stronę wodospadu i schowałem się za nim. Skipper zauwarzyła gdzie się schowałem. Suka zbliżała się do wododospadu. Kiedy nos Skipper stykał się z wodospadem, wyskoczyłem zza wodnej zasłony i pociągnąłem ją za ogon. 
- Ej, przestań! - krzyknęła na mnie.
- Może wrócimy tu później, a teraz pójdziemy na polowanie? - zaproponowałem
- Dobra. - zgodziła się.

<Skipper?>

Rocky odchodzi!

Mam nadzieję, że do nas wrócisz!
Rocky
~~~
Młode

Od Ice CD Minerwa, Evelyn

Westchnęłam i szłam dalej po suchej ścieżce, wypatrując czegoś niepokojącego. Ludzie musieli być tuż tuż, bo wyraźnie czułam ich zapach. Poruszałyśmy się z niebywałą ostrożnością, cicho, jak drapieżniki podchodzące ofiarę. 
- Padnij!-szepnęłam głośno i wszystkie przypadłyśmy do ziemi jak najciszej, obserwując scenę zza gęstych krzaków. Obozowisko ludzi było ustawione tuż za doliną, na szczęście chyba się nie zorientowali, że w ogóle istnieje. Widać było w oddali skórzane, podarte namioty, kosze, płonące ognisko (ognisko w dzień?) i ciała zwierząt, odarte ze skóry. O mało się nie porzygałam na ten widok. Jednak zachowałam zimną krew i po cichu podkradłyśmy się do jednego z namiotów. Ludzie nas nie zauważyli, więc coraz bardziej się zbliżałyśmy i...Złapałam jednego za nogę i pociągnęłam do nas. Nawet nie zdążył krzyknąć bo został skrócony o głowę sprawnym cięciem. Po chwili wyskoczyłyśmy na całą grupę ludzi, było ich tam z 5-6 mężczyzn i jedna kobieta, drżąca w kącie. Przypuściłyśmy pierwszy zmasowany atak i dwóch zostało pobitych. Na nasze szczęście żaden nie miał wtedy strzelby, chodź jeden młodzieniec zranił mnie i Evelyn nożem który miał przy sobie. Walka się skończyła, a kobieta nadal się nie ruszała. Podchodziłyśmy do niej szczerząc kły i zastanawiając się, co robić. Nie można było darować jej życia.
<Evelyn? Minerwa?> 

wtorek, 26 lipca 2016

Od Archera CD Ice

Położyliśmy się razem w jaskini Ice. W mojej głowie znowu toczyła się bitwa. Jedna strona mówiła mi, że popełniłem największy błąd w życiu, druga zaś triumfowała, że po tylu latach mogę odetchnąć z ulgą i w końcu być szczęśliwym. Jak mogłem próbowałem ignorować ten pierwszy głos i skupić się na tym drugim. Kocham Ice, jestem tego pewien, bo jak dotąd tylko ona sprawia, że się uśmiecham. Żebyście teraz nie myśleli sobie: Archer jest happy, będzie dla każdego miły, będzie śpiewał piosenki i zostanie hipisem. Nie. Tak dobrze nie ma. Dla kogokolwiek obcego nadal używam starego charakteru. Po chwili dalszych refleksji wróciłem do rzeczywistości. Polizałem wilczycę, moją partnerkę, po pysku. Ta wtuliła się we mnie i zamknęła oczy. Jak na razie świetnie. Tylko, że w końcu trzeba będzie innym powiedzieć, nie możemy wiecznie ukrywać naszego związku.
~Parę dni później~
Okej, inni jakoś się pogodzili z moją rolą samca Alfa. Zostałem ja, musiałem się przyzwyczaić do większego niż zazwyczaj zainteresowania moją osobą. Gdy tylko mogłem zaszywałem się gdzieś w lesie żeby tylko nie być otoczonym przez tłum, ale nie chciałem też zostawiać Ice samej. Moim zadaniem jest pomoc jej, mamy kierować tym wszystkim razem. Tak więc towarzyszyłem jej dzielnie. Pewnego wieczoru, jak zazwyczaj, wpatrywaliśmy się razem w gwiazdy.
-Archer?- głos wadery wyrwał mnie z głębokiego zamyślenia, na którym coraz częściej się przyłapywałem.
-Tak? - odpowiedziałem posyłając jej delikatny uśmiech.
-Wyglądasz na zmęczonego. - Ice była też pierwszą osobą która się o mnie w jakikolwiek sposób troszczyła.
-To nic. Daj mi trochę czasu, przyzwyczaję się... Wiesz, że to dla mnie nowe. - starałem się by mój ton był jak najbardziej przekonujący.
< Ice? <3 ;* >

Od Minerwy CD Aiden Anakone

Nie wiem ile czasu minęło, zanim doszłam do siebie. Godzina? Dwie? Dziesięć minut? Powoli zaczęłam odzyskiwać świadomość i czucie. Nie wiedziałam, co było gorsze. Ta krótka chwila, kiedy zupełnie nic ni czułam i nie miałam pojęcia, gdzie jestem, czy ten ból, który przeszył moje ciało ułamek sekundy później. Otworzyłam oczy i zobaczyłam martwego kostrena leżącego nieopodal. No tak, teraz sobie wszystko przypomniałam, ale zaraz, przecież zemdlałam, więc kto go zabił? Udało mi się unieść lekko głowę (dużo mnie to kosztowało) i rozejrzeć wokoło. Zobaczyłam leżący trochę dalej ciemny kształt. Z trudem podniosłam się i pokuśtykałam w jego stronę. Okazało się, że moim bohaterem był Killer. Sam nie wyglądał najlepiej po stoczonej walce. Szturchnęłam go lekko, bo chciałam się przekonać, czy nie stracił przytomności. Przez jakiś czas nie reagował, zaczęłam się zastanawiać jak mam teraz sprowadzić pomoc, skoro sama ledwo chodzę. Nagle basior otworzył szeroko oczy i rozejrzał się. Najpierw spojrzał na swoje łapy, potem na wąwóz, kostrena i na końcu na mnie. Zrobił minę w stylu: "Kim ty jesteś?", ale po chwili chyba sobie wszystko przypomniał. Spróbował się podnieść.
- Może lepiej nie wstawaj- powiedziałam, ale on wiedział lepiej. No więc spróbował się podnieść i nie dał rady. I tak kilka razy, aż w końcu zgodził się łaskawie przyjąć moją pomoc. Usiedliśmy naprzeciw siebie. 
- Dziękuję, że mi pomogłeś- powiedziałam, uśmiechając się przyjaźnie. 
- Każdy by tak zrobił na moim miejscu- odparł. Spojrzeliśmy na wąwóz. Normalnie wyjście z niego nie byłoby żadnym kłopotem, ale wtedy oboje byliśmy ranni, w każdej chwili mógł się przypałętać jakiś mutant albo człowiek no i nie mogliśmy tu siedzieć w nieskończoność, czekając na pomoc, bo albo umrzemy z głodu, albo wykrwawimy się na śmierć.
- Może pójdziemy wzdłuż ściany wąwozu, możliwe, że w którymś miejscu jest ona mniej stroma- powiedział Killer po chwili milczenia. 
- Dobry pomysł- powiedziałam. Ruszyliśmy więc, wzajemnie wspierając się o siebie wspierając. W końcu udało nam się znaleźć wyjście., jakieś powalone drzewo, po którego pniu łatwo dało się wyjść z wąwozu. Wyszłam jako pierwsza, odwróciłam się i pomogłam basiorowi, bo może nie jestem medykiem, ale na moje oko był mocniej ranny niż ja. Teraz musieliśmy jeszcze pokonać odcinek dzielący nas od jaskiń. Na szczęście moja i jego wiedza medyczna w połączeniu okazały się dość dobre. Znaleźliśmy kilka roślin, z których zrobiliśmy sobie prowizoryczne opatrunki. I dalej wzajemnie się na sobie wspierając, ruszyliśmy przed siebie.
<Aiden Anakone?>

Od Ice CD Skipper, Juliette

Spojrzałam na małą waderkę, rozglądającą się niespokojnie po pomieszczeniu z poziomu grzbietu suczki. Wyglądała na przestraszoną i zdezorientowaną tym wszystkim, ale widziałam, że czuje się przy Skipper bezpiecznie. Po chwili namysłu postanowiłam dać im to szczęście:
- Jeśli się na to piszesz, oczywiście-suczka uśmiechnęła się najpierw do mnie, potem do Juliette, i wyszła zadowolona. Po całym dniu spotkałam ją przy jeziorze razem z bawiącą się z innymi szczeniakami nową wilczycą. Wyglądało na to, że się polubiły. Zagadnęłam do pijącej wodę Skipper:
- Jak tam Juliette? Wszystko w porządku?
<Skipper? Brak pomysła...>

Od Ice CD Sophie

Pffff...Westchnęłam, nie rozumiejąc, czemu Sophie się mnie bała. Ale że potrzebowałam chwili prywatności, to byłam zadowolona z tego, że poszła do siebie. Wróciłam do Archera i z uśmiechem powróciliśmy do naszych zajęć.
~Tydzień później~
Stado zaakceptowało już Archera jako Samca Alfa i wszyscy słuchali się go w równym stopniu jak mnie. Basior także był z tego zadowolony i życie wróciło do normy, nie licząc tego, że byłam prawdopodobnie najszczęśliwszą osobą na świecie. Mam partnera, dom, wszystko, czego wielu brakuje. Dziś mieliśmy wybrać się na polowanie. Wstałam razem z Archerem od stołu i powiedziałam:
- Wszyscy za 5 minut na polanie-po tym czasie zebrałam około 14 wilków i kotów. Wyjaśniłam z grubsza (z pomocą Samca Alfa oczywiście) o co mi chodzi i ile czego mamy upolować, po czym zaczęłam rozdzielać grupy.
- Ana, Luna, Barricade, wy polujecie na głuszce i kuropatwy-grupa kiwnęła głowami i odeszła w gęste zarośla-Katrin, Minerwa, White, zajmiecie się zającami i dzikami. Jacob, Duncan, Demon, wasza robota to połów ryb i jaj. Reszta idzie za mną-zakomenderowałam i ruszyłam w stronę kompleksu leśnego. Wkrótce wywęszyliśmy sporą grupę jeleni i saren. Zaczęło się prawdziwe polowanie. Archer i ja przycupnęliśmy w krzakach naprzeciwko samic z młodymi w dogodnej pozycji. Evelyn czatowała w lewym boku, a Sophie w prawym. Na rozkaz wszyscy równocześnie wyskoczyliśmy z naszych ,,czatowni" i zaatakowaliśmy z każdej strony. Ja razem z mym partnerem skoczyliśmy prosto na grupę i staraliśmy się zranić jak najwięcej osobników, a na końcu je dobić. Już po kilku minutach zaciętej walki udało nam się powalić 4 młode i 3 sarny. Evelyn dyszała, próbując zagonić do nas więcej zdobyczy, ale dałam jej znak, by się zatrzymała. Sophie daleko od nas walczyła z jeleniami, atakującymi ją zaciekle, widać było, że opadała sił. Pierwszy zareagował Archer:
- Biegnij do nas!-wrzasnął z całych sił, ale wilczyca odwróciła się z błyskiem w oku i prychnęła lekceważąco, umykając przed rogami jednego z nich. Alfa rzucił się jej na pomoc, a my podążyłyśmy jego śladem. Jednak kiedy dobiegł i chciał odtrącić jednego z nich, to właśnie Beta kopnęła go mocno i mruknęła coś. Mój partner nie zdążył się podnieść kiedy jeden z jeleni dosięgnął go rogami i teraz leżał w kałuży krwi. Warknęłam i szybko pozbyłyśmy się samców, a po tym podeszłam do Sophie i wrzasnęłam jej prosto w twarz:
- Co ty do ch*lery wyprawiasz?! Mógł zginąć!!!-byłam wściekła na to, że nie dała sobie pomóc i spowodowała ten wypadek.
<Sophie?XD>