- Co mówiłaś? Nie dosłyszałem- powiedziałem do Sophii. Widziałem tylko, jak rusza ustami, więc na pewno coś mówiła.
- Pytałam, czy coś się stało?- powiedziała wadera, tym razem głośniej, dokładnie wymawiając każde słowo.
- Nie, nic, dlaczego?- spytałem zdziwiony.
- A, tak tylko- odparła szybko Sophie. Nastała chwila ciszy, w czasie której zebrałem się w sobie i powiedziałem coś, czego nie powinienem. Nie powinienem się tak przed kimkolwiek otwierać, a jednak zrobiłem to.
- Czasy, kiedy żyłem beztrosko jak szczeniak, dawno minęły. Nie wiem nawet, czy kiedykolwiek w ogóle zachowywałem się beztrosko jak szczeniak.
- Przed chwilą- odparła Sophie. Muszę przyznać, że gdyby powiedział to ktoś inny, byłbym nieźle wkurzony taką bezpośredniością.
- A, jak widać, można jeszcze wszystko nadrobić- dodała po chwili. Już chciałem powiedzieć coś w stylu: "Tak, jasne. Bujać to my, a nie nas", ale wtedy zdałem sobie sprawę, że przecież wadera ma rację. Przykład sprzed chwili, zabawa w "berka". Co robiłem? Zachowywałem się beztrosko jak szczenię, a przecież nie ma w tym nic złego.
- W sumie masz rację- powiedziałem.
- O, naprawdę? Nie spodziewałam się tak optymistycznej reakcji- powiedziała sarkastycznie Biała.
- No, przesadnie optymistyczna to ona nie była, ale w moim przypadku to i tak dość dużo.
Postaliśmy chwilę znów w ciszy, żadne z nas nie miało pomysłu, co moglibyśmy zrobić. - Zaraz, dlaczego aj tu tkwię? Przecież wcale nie muszę robić czegoś z tą waderą. Równie dobrze mogę się odwrócić i odejść- pomyślałem, ale tego nie zrobiłem.
- Może polowanko?- przerwałem w końcu coraz bardziej dającą się we znaki ciszę.
<Sophie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz