Większość uzna to za dziwne, ale gdy koziołkowałem między drzewami tuż po spotkaniu z ludźmi pierwsze co pomyślałem to to, że ten dzień nie będzie nudny. Zmieniłem zdanie gdy w końcu zatrzymałem się na niestety dość sporym kamieniu.
-Au.- jeknąłem. Próbowałem podnieść się, ale ból głowy i mroczki przed oczami mi to utrudniały. Gdy już miałem siłę by zrobić krok zacząłem rozglądać się wokół. Drzewa iglaste, mech, porosty i gdzieniegdzie śnieg. Zaraz zaraz... Ice! Nigdzie nie mogłem dostrzec białej wadery. Zacząłem węszyć dookoła. Na pewno nie jest daleko. Nagle poczułem zapach krwi, tak wilcza krew.
Leżała obok niewielkiej sosny. Już z tej odległości zobaczyłem, że jej przednia łapa jest cała czerwona. Ice poruszyła się, próbowała podnieść. Jednym susem znalazłem się przy niej i przytrzymałem ją. Wydawała się zaskoczona, ale jednocześnie w jej oczach pojawiła się ulga. Spojrzałem na jej łapę, na pewno została postrzelona, znam tą ranę też kiedyś taką miałem. Dzięki temu wiedziałem też co robić.
-H-hej Ice...- zacząłem- Ufasz mi?- teraz wadera miała minę jakbym pokazał jej jednorożca.
-Zależy o co ci chodzi.- powiedziała odzyskując normalny wyraz.
-Od zawsze radziłem sobie sam więc znam się trochę na opatrunkach. Oczywiście nie jestem lekarzem, ale...
-Okej.- Ice uśmiechnęła się słabo. Kiwnąłem łbem. Odwróciłem się jeszcze i poszedłem zebrać parę roślin, których na szczęście mimo chłodnego klimatu nie brakowało. Nawet nie znałem ich nazw, ale wiedziałem, które mogą pomóc. Po chwili wróciłem do wilczycy. Jej rana na całe szczęście nie była głęboka, delikatnie wyjąłem z niej pocisk i polałem sokiem z liścia przypominającego zimnolubny aloes. Wadera syknęła. Potem zabandażowałem łapę liśćmi, które wyglądały trochę jak srebrna pokrzywa i owinąłem elastyczną korą brzozy żeby się trzymały w kupie. Ice do tej pory patrząca gdzieś w dal odwróciła łeb i obejrzała dokładnie swoją łapę.
-Byłbyś dobrym medykiem.- zaśmiała się. Podniosłem tylko nieznacznie kącik ust i pomogłem jej wstać. Nadal ją bolało, ale oparła się o mnie i razem jakoś ruszyliśmy w stronę jaskiń. Ciągle byłem czujny i wypatrywałem czy aby ludzie znowu się nie zbliżają, ale było cicho jak makiem zasiał. Trochę to zajęło, w końcu znaleźliśmy się u celu.
-Może powienien ktoś inny zobaczyć twoją łapę?- zaproponowałem i już chciałem ją skierować do jakskini medycznej.
-Nie, nie trzeba.- odparła wadera- Ufam ci.- nie zamierzałem jej zmuszać. Towarzyszyłem wilczycy aż do jej jaskini. Widać było, że Ice jest zmęczona więc od razu się położyła. Miałem już wrócić do swojej mrocznej kryjówki, ale coś mnie powstrzymywało. Usiadłem więc przy wejściu z zamiarem przypilnowania czy na pewno białej waderze się nie pogarsza.
< Ice? Chyba go nie wygonisz? XD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz