- Tak...-mruknęłam, odchodząc nieco dalej. Tym razem to ja potrzebowałam chwili spokoju dla siebie, w której będę mogła wszystko przemyśleć. Każdy ma takie momenty...samotnego odpoczynku od rzeczywistości, kiedy zagłębia się w swoim świecie. Położyłam się na brzegu wśród sitowia, napawając iskrzące oczy widokiem. Pomarańczowo-żółte słońce w czerwonym welonie wznosiło się wciąż wyżej, a jego promienie lizały przyjemnie moje futro jak ciepłe języczki. Spojrzałam ukradkiem na Archera. W dzień wydawał się taki nieprzystępny, zimny, bez jakiegokolwiek zainteresowania. Teraz był bardzo przystojny i wydawał się nawet miły. Ale głód dał się we znaki. Powoli weszłam do zimnej wody, od której zadrżałam, chodź w dzień była ciepła. Rozejrzałam się trochę i zauważyłam ławicę ryb, szybko zanurzyłam pysk i kłapnęłam, chwytając smaczną zdobycz. Wynurzyłam się z wody i zdrętwiałam, zamierając w bezruchu. Moje ciało przeszył dreszcz od dźwięku dobiegającego z oddali, huczącego, warczącego urządzenia. Archer także zerwał się na równe nogi. Przerażająca, mrożąca krew w żyłach zapowiedź zła zbliżała się szybko w naszym kierunku. I nagle w powietrze wyskoczyła zabłocona ciężarówka terenowa z nieciekawą zawartością: ośmiu pijanych małolatów ze skrzynkami aquardiente i nabitymi strzelbami w rękach, wszyscy w wyśmienitym humorze. Czułam, jak serce mi bije, przez chwilę nie mogłam się ruszyć, i równocześnie z basiorem zerwałam się do biegu. Za nami słyszeliśmy krzyki, strzały, wrzaski, od których puchły uszy...Przerażona gnałam przed siebie obok Archera, dysząc ciężko. W tej rozpaczliwej gonitwie liczyła się każda sekunda, potykaliśmy się o korzenie, schylaliśmy pod lianami, ale biegliśmy przed siebie, coraz wyżej i wyżej...Aż zorientowaliśmy się, że ludzie zapędzili nas prosto na zbocza Gór Zapomnienia. Zadrżałam od chłodnego powiewu, aż usłyszałam zgrzyt, stęk i powolny, sapiący jęk. To ciężarówka się zepsuła. Już myślałam, że to koniec naszych kłopotów, ale ludzie ruszyli z nagonką na piechotę. Kule przecinały powietrze i lądowały w pniach drzew oraz zbitej roślinności. Droga biegła teraz w dół śliską, wyboistą ścieżką, a przed nami otworzył się wąwóz. To już koniec. Nie przeskoczymy-pomyślałam. Zobaczyłam jeszcze wzrok Archera, tak bliski i kojący, poczułam, że nie jestem sama, mam na kogo liczyć. A wypadki potoczyły się swoim biegiem błyskawicznie; Archer i ja spadliśmy na bok, do lasu, ludzie zjechali na dno wąwozu, a jakaś zbłąkana kula utkwiła w mojej nodze. Piekący ból pulsował, a krew ściekała po ranie. Syknęłam i przewróciłam się jak długa. Starałam się jeszcze podnieść, lecz wszystko na nic.
<Archer? Ranna dziewica w potrzebieXD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz