sobota, 9 lipca 2016

Od Evelyn CD Archer

Obudziłam się po nie wyspanej nocy, znowu. Podniosłam się zaspana i zmrużyłam oczy kiedy światło słoneczne dostało się do jaskini. Moja łapa zagoiła się a tyle że mogę przyspieszyć do szybkiego truchtu ale nadal przypomina o swojej obecności. Zasłoniłam łapą oczy przed światłem gdy wychodziłam z jaskini. Miałam w planach zapolować na coś lecz bo tym jak ma zraniona łapa nie zgodziła się na ten pomysł, zdecydowałam się zrelaksować nad wodą. Nie śpieszyło mi się na początku ale kiedy żar słońca niemiłosiernie ogrzewał moje nie aż tak gęste futro przyspieszyłam trochę. Upewniając się że nikogo nie ma w pobliżu, wywaliłam język na zewnątrz wdychając gorące powietrze. Ziemia pod mymi łapami stawała się co chwile bardziej cieplejsza a po chwili parzyła w łapy. Warknęłam zdenerwowana jednocześnie podnosząc jedną z przednich łap i dmuchając w nią próbując ją ochłodzić. Nic mi to nie dało więc mrużąc lekko oczy ruszyłam ponownie. 
~~~~ 
Usadowiłam się przy brzegu i spoglądałam na jezioro które rozciągało się na długi dystans. Położyłam się na brzuchu wkładając czubki łap do wody i położyłam głowę na przednich łapach. Oczy mi się kleiły zamykając się samodzielnie...Otworzyłam oczy szeroko i podniosłam gwałtownie łeb do góry budząc się. 
- Nie śpimy, morderco.- Warknęłam cicho do siebie podnosząc się leniwie. Podrapałam się za uchem i spojrzałam w tafle wody. Stan mojej sierści był okropny, sklejona krwią i potem a w nie których miejscach była trawa i piasek. Spróbowałam się otrzepać lecz tylko pogorszyłam tym mój problem. Jedyne co zostało to umycie się w jeziorze. Wzruszyłam ramionami trochę zadowolona z tego że będę mogła nareszcie popływać w wodzie. Weszłam powoli do wody która była zimna niż ziemia. Zamachnęłam się tylnymi łapami odpychając się od lądu. Po chwili było widać tylko mój łeb na powierzchnią wody. Zanurkowałam zamykając jednocześnie oczy a kiedy byłam pod wodą otworzyłam je i wtedy przede mną ujrzałam małą czerwoną rybkę która wpatrywała się we mnie swymi małymi oczkami. Rybka z przerażeniem w oczach odpłynęła zostawiając za sobą kilka bąbelków. Zdziwiło mnie to że woda jest taka czysta i że można dobrze pod nią widzieć. Otrzepałam się pod wodą gdy zauważyłam że piasek powoli odczepia się od białej sierści. Udało mi się obmyć z piasku i innych brudów. Zrobiłam salto do przodu i popłynęłam do brzegu bo powoli zabrakło mi powietrza a już i tak skończyłam się myć więc teraz trzeba się ogrzać w słońcu. Płynęłam na ślepo gdyż zamknęłam oczy bo woda zaczęła je drażnić. Znalazłam się blisko brzegu nadal nie otwierając oczu. Wynurzyłam pysk czując coś ciepłego dotykającego mojego nosa, otworzyłam lekko oczy i w tym samym momencie spoglądałam w parę ciemno bursztynowych oczu należących do nawet wysokiego basiora. Odruchowo pokazałam kły jednocześnie odpychając się tylnymi łapami od brzegu. Wilczur o srebrno podobnym umaszczeniu sierść wzdrygnął się i cofnął się na tak długi dystans że skorzystałam z okazji i stanęłam na brzegu nie podchodząc nawet do niego. 
- Porąbało cię czy jak ?!- Na syczałam na niego. Czubek mojego ogona zaczął się ruszać jak grzechotka u grzechotnika. " Nie będę na razie atakować... No dobra słownie to będę" zdecydowałam się w myślach żeby nie atakować basiora, i tak jeden cios w łeb i by kwiczał z bólu. 
- Chyba ciebie porąbało.- Warknął w odpowiedzi. " Zaraz się poleje krew... I to nie moja" wydarłam się w łbie piorunując srebrnego basiora spojrzeniem. Z moich łap " wyszły" wielkie pazury, przyjęłam pozycje gotowa na atak ze strony basiora. Wilczur najwyraźniej zrobił to samo oczekując tego samego ode mnie. Już mieliśmy skoczyć sobie do gardeł ale zatrzymał nas tajemniczy dźwięk coś podobne do łamania gałązek. Zablokowałam całe moje ciało w bez ruchu a jedyne co się ruszało to oczy które penetrowały teren próbując znaleźć skąd dochodził ten dźwięk. Basior robił to samo. Nagle do łamania gałązek dołączyło ciężkie sapanie jakiegoś zwierzęcia. Nagle z drugiego końca lasu za krzaków wyłonił się wielki pysk podobny do szczęki jakiegoś szczura. Ukryłam zaskoczenie widokiem Kostren'a na terenach stada. Niby te mutanty mają być " rzadziej spotykane niż inne mutanty" blah, blah i jeszcze raz blah. Niech mi to ktoś wytłumaczy że jeśli on jest " rzadziej " spotykany od tych kapuścianych łbów to co przede mną stoi? Łysy koń? Pfh! Bardzo śmieszne... 
< Archer? No i co wciskasz łeb do wody ? XD >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz