niedziela, 10 lipca 2016

Od Ice CD Archer

Leżałam na podłożu mojej jaskini. Wnętrze zdawało się przytulne i miłe w porównaniu z surowymi stokami gór. Ziemia pode mną była ciepła od słońca, które ją paliło przez cały dzień. Na progu siedział Archer, patrząc na mnie uważnie kątem oka. Wokół nas panowała całkowita cisza, wypełniona jedynie monotonnym szumem lasu i naszymi oddechami. Moja łapa, opatrzona niemal fachowo, nie pulsowała już bólem. Wszystko się uspokoiło, a na zewnątrz spadły pierwsze krople letniego deszczu. Na zewnątrz szalała wichura, a tu? Jak w oku cyklonu. Westchnęłam z lubością i zanurzyłam w rozmyślaniach...Archer. Szarosrebrny basior z oczami jak dwa bursztyny. Od niedawna zostaliśmy...przyjaciółmi? Pobratymcami? Jak to określić? Ale wiem, że znalazłam w nim bratnią duszę, takie rzeczy się zdarzają. I w tym momencie basior powiedział:
- Ściemnia się-zabrzmiało to tak, jakby ktoś mnie walnął obuchem. Wzdrygnęłam się i porzuciłam rozmyślania. Spojrzałam jeszcze dla pewności w okno jaskini, gdzie zobaczyłam tylko czarne plamy na tle zachodzącego słońca. Wstałam powoli i podeszłam do otworu, wyglądając przez niego na świat. Za sobą słyszałam ciche kroki łap, i kątem oka zobaczyłam obok siebie Archera. Stałam i patrzyłam, jak światło chowa się za horyzontem, a pełnia księżyca wstaje na nieboskłonie. Gwiazdy zamrugały i nastała noc. Wpatrywałam się z utęsknieniem w błyszczące punkciki. Jeden wydawał się patrzeć prosto na mnie; i uśmiechać się promiennie. Jak mama. Zawyłam długo w stronę nieba, Archer dołączył się po krótkiej chwili wahania, lecz ciszej. Zew krwi. 
<Archer?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz