niedziela, 10 lipca 2016

Od Ice CD Duncan

Kiedy weszliśmy do jaskini jadalnej, wszyscy już wstawali od ,,stołu" opróżnionego ze wszystkich przysmaków. Stado spojrzało na nas tylko z ciekawością i odeszło do swoich domów. Donieśliśmy zdobycze do spiżarni; i tu się spóźniliśmy, ponieważ cała została opróżniona przy kolacji, co oznaczało, że zabrakło jedzenia. Ech...A to dopiero początek. Położyłam łanię w spiżarni i rozeszliśmy się do siebie. Cykady za oknem grały melodyjną nocną kołysankę, która uśpiła mnie w mgnieniu oka.
~Rankiem~
Obudziły mnie podniecone głosy jakiejś dyskusji. Przetarłam oczy i wsłuchałam się w głosy. Dochodziły z jaskini jadalnej. Wstałam i wolnym, bezgłośnym krokiem przekradłam się przed jaskinię, i co tam zobaczyłam? Stado siedziało przy stole, głośno dyskutując. Wyraźnie słyszałam głos Duncana:
- Mówię ci, że musimy iść teraz! Inaczej nie będzie obiadu!
- Nie mam zamiaru polować na głodniaka!-niemalże wrzeszczał ponad tumultem Jacob. Weszłam, lecz nikt mnie nie zauważył przez zamęt. Wrzasnęłam więc jak najgłośniej:
- CISZA!-wszyscy zamilkli, tak że można było usłyszeć brzęczącą muchę. Warknęłam cicho pod nosem-Co się tu dzieje, Jacob?-spytałam stanowczo.
- Jedzenia starczy tylko na śniadanie.-odpowiedział lekko obrażony. Westchnęłam i zrobiłam poważną minę. Jeśli się skłócimy, nie przeżyjemy-pomyślałam. 
- Posłuchajcie. Wiem że jest ciężko, a to dopiero początek. Ale jeśli będziemy się kłócić i działać na własną rękę, nie przeżyjemy. Proszę, jedzcie.-rzekłam i wyszłam na zewnątrz. Byłam zmęczona i głodna, ale myśl o polowaniu dodawała mi otuchy. Szybko wpadłam na trop, bo rano zwierzęta są bardziej aktywne o tej porze roku. Truchtem dotarłam do ścieżki, i nagle przypadłam do ziemi, kiedy zobaczyłam, że wśród leśnej gęstwiny pasie się spore stado danieli, w sam raz na zapełnienie spiżarni. Tylko jak samotny wilk ma upolować ponad 5 sporych sztuk? Niemożliwe, niepraktyczne i nie-wy-ko-nal-ne-przyszła mi do głowy myśl, i miała rację. Ale muszę to zrobić dla stada, inaczej nie zapobiegnę katastrofie. No dalej, Ice. Wiesz, że nie ma innego wyjścia.-Drżąc zbliżyłam się powoli do danieli. Pot spływał mi po czole, krew krążyła szybciej...Wyskoczyłam bez namysłu na jedną z samic, drapiąc i szarpiąc zażarcie, kiedy ona rzuciła się szaleńczym biegiem do przodu. Umysł wywrócił mi się do góry nogami, oczy zaszły mgłą, ale ni puszczałam, nie wiadomo po co, trzymałam kurczowo. I wtedy samiec daniela walnął mnie mocno w bark...Upadłam, a krew pociekła po moim futrze. Pożegnałam się z życiem i...zemdlałam.
<Ktokolwiek? Spokojnie, jeszcze żyję!>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz