Widziałam, że Archer ma już dość mojego towarzystwa, i w sumie ja też chciałam chwilę pobyć sama. Widziałam w jego oczach, że przesadziłam z uprzejmością, i żałowałam tego naprawdę. Normalnie powinnam po prostu wzruszyć ramionami i iść dalej, ale czułam, że z nim trzeba delikatnie; najmniejszy błąd i go stracę. Tak więc nie chciałam go do niczego zmuszać. Szłam teraz powoli, stawiając każdy krok ciężko. Basior to zauważył. Stanęłam raptownie i odwróciłam się, ze zgaszonymi oczami. Południe oświetliło nas naprzeciw siebie.
- Jeśli chcesz, możesz iść do jaskiń.-zaproponowałam. Archer podniósł głowę i spojrzał na mnie trochę jakby czuł się winny, ale odbiegł w przeciwną stronę. Ruszyłam parę kroków do przodu i zawróciłam inną drogą, niż szliśmy. Po półtorej godzinie szybkiego marszu niemal wpadłam na most Silver nad strumykiem paproci, rozszerzającym się i znacznie zwalniającym w tym miejscu. Napiłam się z płytkiego dna i położyłam na moście, wpatrując w przepływającą wodę i małe, srebrne rybki w niej, krążące wokół szarych, błyszczących otoczaków. Monotonny szum potoku i cisza wokół działały kojąco i usypiająco...
~Po nieokreślonym czasie~
Obudziły mnie pierwsze krople letniej burzy. Zerwałam się na równe nogi, lecz zanim dobiegłam do domu, byłam przemoczona do suchej nitki. Powietrze rozedrgane od piorunów i grzmotów aż wibrowało. Szybko wskoczyłam do jaskini i długo nie mogłam zasnąć. Wciąż przypominał mi się Archer. W końcu zasnęłam.
~Rano~
Obudziłam się wypoczęta i gotowa na kolejny dzień. Było bardzo wcześnie, pewnie wszyscy jeszcze śpią-pomyślałam. Wyszłam na świeże powietrze i potruchtałam w stronę jeziora. Na brzegu siedział Archer.
<Archer?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz