Wyszłyśmy z zarośli, odgarniając kolczaste krzaki i potykając się o korzenie potężnych drzew, ale widok, jaki nam wyszedł na spotkanie, zapierał dech w piersiach. Przed nami rozpostarło się duże oczko wodne, pełne ogromnych rozmiarów ryb pływających leniwie w te i z powrotem, szuwarami na brzegach otoczonych koronami drzew, o błyszczącej, spokojnej wodzie, pełne dziwnej tajemniczości. Ale to, co było na jego środku, przykuwało największą uwagę: granitowy łuk, z dużym, kolczastym blokiem z boku, odbijającym się w wodzie, przez co konstrukcja przypominała kocie oko. W środku umieszczona była ,,źrenica", jako niewielka w porównaniu do budowli skałka. Miejsce było dziwnie ciche i ponure. Przypatrywałyśmy się temu w milczeniu. Zanurzyłam łapę w chłodnej wodzie i westchnęłam z przyjemnością.
- A nie mówiłam?-powiedziała z triumfem moja przyjaciółka. Lubiłam Sophie i wiedziałam, że nie na darmo mam ją za najlepszego przyjaciela.
- Skoro tu już jesteśmy, nie zaszkodzi się wykąpać-zaproponowałam. Dziewczyny pokiwały ochoczo głową i po chwili chlapałyśmy się wodą i pływałyśmy w tę i z powrotem. Z czasem zrobiłyśmy się głodne, ale i to nie stanowiło problemu; tłuste ryby dały się łatwo złapać i przyrządzić, na dodatek miały bardzo smaczne mięso. Po udanej zabawie odpoczywałyśmy, leżąc na miękkim piasku na brzegu.
- Warto byłoby zbadać ten teren-powiedziała Minerwa.
- Myślę, że jest bardzo stare.-dodała Sophie-patrzcie na te pokruszone kamienie. Tu jest pięknie, lecz trochę strasznie...
- Faktycznie. Ja też już czuję się nieswojo. Wracajmy, robi się późno-wstałyśmy i zaczęłyśmy się wspinać na wzgórze, z którego sturlałyśmy się kilka godzin temu. Kiedy stanęłyśmy na szczycie zdyszane i zziajane, z ulgą rozpoznałyśmy tereny stada. Powoli, noga za nogą, dotarłyśmy do jaskiń o zmroku. Nie miałyśmy już nawet sił, by zjeść cokolwiek. Natychmiast padłam na podłoże mojej jaskini i zasnęłam. Spałam jak zabita.
<CDN>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz