czwartek, 7 lipca 2016

Od Jacoba CD Katrin, Ice - Konkurs

Dzisiaj dzień był wyjątkowo udany. Łowy nie były specjalnie trudne, bo Vanilia jak to Vanilia, nie mogła mi pozwolić iść samemu XD. Jak się okazało bardzo dobrze jej to wychodzi, jak na roczne szczenię. To mi się nawet podobało. Minęło trochę czasu i już spałem na mchu w mojej jaskini. Szybko zasnąłem, ale mój sen był dziwaczny. 
~~~ 
Byłem... gdzieś. Dosłownie "gdzieś", bo nie mogłem rozpoznać czegokolwiek w mojej okolicy. Usłyszałem krzyk wadery, którą jak mi się zdawało już kiedyś słyszałem. Nie był to jednak głos wadery ze stada. Mimo tego byłem pewny, że znałem waderę do której ten głos należał. Po chwili namysłu ruszyłem powoli w stronę źródła dźwięku, gdy coś wbiło mi się w łapę. Przewróciłem się, ale szybo się ocknąłem i zobaczyłem co się stało - w przednią prawą łapę wbiłem sobie jakiś kolec. Spróbowałem go wyjąć, ale nie dałem rady. 
Znów usłyszałem krzyk tej samej postaci co kilka minut temu. Utykając znowu ruszyłem na poszukiwania usłyszanej wilczycy. Z łapy sączyła się krew, a z każdą chwilą coraz bardziej czółem ból i co raz to silniejszy zapach krwi. Byłem już prawie całkiem padnięty, szedłem tak już ze 100 metrów, a tajemniczej postaci jak nie było, tak i nie ma. 
Nagle przed oczami ukazało mi się dziwne przejście. Droga, a wzdłuż niej rosły wielkie drzewa, które gałęziami splatały się ze sobą. 

Z nadzieją poszłem tamtą drogą, aż doszedłem do końca. Tam zwisały liście, które wyglądały jak te wierzby płaczącej. Delikatnie odsłoniłem je pyskiem i aż oniemiałem z wrażenia...
Stałem na skalnej ścianie przypominającej wyglądem Nieuchronnych Strażników, a z niej było widać w dole średniej wielkości wzgórze. 
Na górze było piękne jezioro, które przecinał most. Niżej z niego wypływały małe wodospady, które wpadały do mniejszych jeziorek. 

Patrząc na ten piękny widok zapomniałem o mojej łapie. Straciłem bardzo dużo krwi, przed oczami dolina zaczęła mi się rozmazywać, aż w końcu... zemdlałem. 
~~~ 
Obudził mnie głos Katrin: 
-Jake, wstawaj! 
Dziwnie się czułem, bolała mnie głowa i trudno mi było otworzyć oczy. Gdy w końcu to zrobiłem, chciałem wsatać. Nagle poczułem ból. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. W mojej łapie tkwił ogromny kolec. 
-Coś Ty sobie zrobił?! Wiesz na co mogłeś zachorować?! 
Ale ja nie zwracałem już uwagi na jej słowa. 
-Kat, musisz mi pomóc. Miałem sen na jawie. 
Wadera była zdziwiona, ale pomogła mi wyjąć kolec i obandażowała go liściem z jakąś mazią. Po chwili oboje wybiegliśmy z jaskini. 
-Co jest?! Gdzie biegniemy?! 
-Śniło mi się, że byłem na jakiejś ciemnej polanie i znalazłem nie daleko piękną dolinę, ale zanim tam dotarłem skaleczyłem się w łapę kolcem. Wczoraj nic takiego się nie wydarzyło, ta dolina musi gdzieś tu być - mówiłem w biegu. 
-Na północy w lesie widziałam ciemną polanę, może to tamta? 
-Sprawdzimy to. 
Biegliśmy do lasu jak szaleni, a gdy już dotarliśmy ostrożnie poszliśmy dalej. Zauważyłem wtedy roślinę o 7 centymetrowych kolcach. Dokładnie takim się zraniłem. 
Wtedy znowu zobaczyłem to przejście z drzew. Pobiegliśmy dalej i wszystko wyglądało tak jak w moim śnie. Dolina z wodospadami i jeziorami. 
-Choćmy do Ice - powiedziałem i razem z Katrin wróciliśmy do Doliny Silver. 
<Ice? Katrin?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz