Razem z waderą śmialiśmy się z naszej "kłótni", która nigdy nie nastąpiła. Zawsze byliśmy zgodni, nie zdarzyło się jeszcze, że między nami nastąpiła kłótnia. Żadna, nigdy, przenigdy. A jak już to tylko na niby, albo taka bez sensu, a czasem nawet taka którą specjalnie któreś z nas zaczynało i zawsze się to kończyło tak samo... śmiechem.
-To może zjemy na spółkę? W sumie to zajęło by mi to dłużej gdybyś mi nie pomógł.
-Też tak pomyślałem - powiedziałem i zabraliśmy się do jedzenia.
Wtedy zrozumiałem, że moje rozmyślenia były słuszne. Nikt inny... tylko Katrin. Zawsze była tylko ona, tylko ona i żadna inna z tych wszystkich które znałem... Nie było inaczej...
-Katrin... - zacząłem przerywając jedzenie.
-Tak.
-Czy mogę Cię o coś spytać? - kończyłem.
-Oczywiście, pytaj o co chcesz.
-Czy zostaniesz moją partnerką? - spytałem z drżącym głosem.
<Katrin??? Zrobiłem to...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz