- Świetnie...- Mruknęłam rozdrażniona ruszając dalej przed siebie. Spoglądałam co chwile na niebo próbując odnaleźć na niebie księżyc żeby zorientować się która godzinna... Ale nie ! Wszystko musi mi robić na złość i ta mgła nie zniknie. Pochyliłam z powrotem pysk przed siebie i od razu tego pożałowałam. Przywaliłam głową o coś metalowego. Potrzymałam się od wydarcia się ale na pewno przeklęłam, oto się nie martwcie. Spojrzałam na to metalowe coś o co przywaliłam głową. Łatwiej teraz można było wszystko widzieć z powodu tego że mgła zaczęła popadać bardziej w okolicach łap, ale nadal była wielkim utrudnieniem. Były to metalowe bramy do najprawdopodobniej cmentarza. Spróbowałam poszukać wzrokiem więcej informacji a jedyne co znalazłam to była tabliczka wisząca obok bramy. Na niej otartym już pismem pisało " Graveyard of Fallen".
- Cmentarz upadłych?...- Pomyślałam na głos nawet nie zauważając tego. Stanęłam bliżej bramy i zaczęłam szukać jakieś klamki czy coś w tym deseń. Po nie udanym poszukiwaniu zdecydowałam się załatwić to po swojemu. Wstałam na tylne łapy a przednie oparłam na bramie. Skupiłam się żeby siłę z całego ciała przeszła do łap. Oderwałam je od bramy i z całym impetem pchnęłam łapami bramę. Wyłamałam zawiasy tym samym powodując że brama opadła z wielkim hukiem na ziemie. Mrugnęłam patrząc na wyłamaną bramę.
- Dobra...Jeśli jakaś zombie apokalipsa nastanie plus oczywiście mutanty, to stado będzie miało przerąbane przeze mnie.- Zaśmiałam się sztucznie i przeszłam przez próg cmentarza. Moim oczom okazała się wielgaśna wieża którą otaczały na grobki. Od początku kiedy weszłam do cmentarza czułam się dziwacznie... Nie wiem jak to opisać... Śledzona a jednocześnie wiedzieć że nikt za tobą nie szedł. Teraz wszystko dobrze widziałam nad kolanami u łap i do góry. Od kolan w dół otaczała mnie gęsta mgła.

- Zamknij się głupi ptaku!- Wydarłam się w stronę gdzie domyślałam się że przebywa ten parszywy ptak. Nagle zamurowało mnie gdy za mymi plecami i po całym cmentarzu zaczął się dobywać z każdej strony szlochanie, najprawdopodobniej jakieś kobiety ale nie byłam pewna. Po mych plecach przebiegł dreszcz, ale po chwili niepewnie ruszyłam przed siebie. Wolałam nie zostawiać w jednym miejscu nawet na pięć sekund, powinno być wtedy lepiej. Mój wzrok latał tą i z powrotem oglądając drzewa i na gróbki. Wszystkie były otoczone takim malutkim płotkiem. Były takie w kształcie krzyża i normalne w pół owalnym kształcie.

" Muszę o tym opowiedzieć alfie... I to natychmiast".
< Ice ? :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz