Zamrugałam oczami i przeciągnęłam się. Nie byłam do końca pewna, jak to ze mną jest. Śpię i mam sen o budzeniu się, czy już się obudziłam? Po chwili usłyszałam hałasy dochodzące z jadalni i miałam już pewność, że nie śnię. Nie miałam jednak ochoty wstawać, czułam się tak, jakbym wcale nie spała kilka godzin, tylko, co najwyżej na chwilę przymknęła oczy. Jednak mój żołądek surowo zaprotestował dalszemu wylegiwaniu się. - Czas coś zjeść- powiedziałby, gdyby umiał mówić. Ruszyłam więc do jadalni, ale okazało się, że śniadanie przed chwilą się skończyło. Zajrzałam więc do spiżarni, ale i tak wiedziałam, że nie znajdę tam nic godnego uwagi. Postanowiłam zatem udać się na własne łowy. Pewnym krokiem wyszłam z jaskini i poczułam, że dziś zdarzy się coś wyjątkowego, niecodziennego. Nie wiem, skąd to wiedziałam, ale wiedziałam. W dodatku pogoda była idealna na polowanie, słońce przyjemnie grzało, wiał lekki wiatr, a ptaki, jak to ptaki, śpiewały. Nie zanosiło się na kolejny upalny dzień (i dobrze, mam już dość upałów). Ruszyłam przed siebie. Byłam pełna energii, jednak kiedy przez 2 godziny niczego nie upolowałam, mój zapał ostygł. Zrezygnowana, położyłam się tam, gdzie stałam i oddałam rozmyślaniom. Zakończyłam je dopiero wtedy, gdy zobaczyłam, że prosto w moja stronę biegnie stadko przerażonych królików. Wyglądało to tak, jakby chciały wbiec prosto do mojej paszczy, więc nie mogłam nie skorzystać. Złapałam największą, biegnącą na samym przodzie sztukę. Chciałam upolować coś jeszcze, ale wystraszone króliki dostały jakiegoś turbo doładowania, a ja nadal nie rozumiałam ich zachowania, więc trochę mi się to nie udało. Przystąpiłam do spożywania posiłku zła na siebie za zmarnowanie tak dobrej okazji. Kiedy już go skończyłam, byłam jeszcze trochę głodna. Już chciałam polować dalej, gdy zdałam sobie sprawę, że w lesie panuje niczym niezmącona cisza. Było tak cicho, że można było usłyszeć bzyczenie much. Gdyby bzyczały, ale nawet one gdzieś wsiąkły. - Dlaczego panuje taka cisza? I co tak spłoszyło te króliki?- myślałam, gdy wtem usłyszałam huk. Nie mogłam go z niczym pomylić. Wystrzał z ludzkiej broni. Niedaleko, gdzieś w okolicach strumyka paproci, a dokładniej mostu Silver. Czym prędzej udałam się w tamtą stronę. To, co zobaczyłam było straszne. Evelyn, nasza nowa członkini, walczyła z grupą ludzi. Niewiele myśląc, wbiegłam na most i z niego skoczyłam prosto na plecy jednego z nich, który właśnie celował do tygrysicy. Zanim reszta zareagowała, zdążyłam już zakończyć jego żywot. - Jest ich zbyt wielu. Nie poradzimy sobie same, a jeśli pobiegniemy po pomoc, doprowadzimy ludzi do stada, tak jak kiedyś zrobili członkowie mojej byłej watahy- te myśli przeleciały przez moją głowę w ułamku sekundy. Nagle wpadłam na pomysł.
- Evelyn, biegnij za mną!- krzyknęłam do tygrysicy i zaczęłam uciekać. Tak jak sądziłam, ludzie pobiegli za nami. Strzelali do nas, ale jakimś cudem nie trafiali. Musieli się bardzo przykładać, żeby nie trafić w tygrysa i wilka. W końcu dotarłyśmy na miejsce.
- Uważaj na siebie- powiedziałam Evelyn. Niestety musiałyśmy zwolnić, przez co ludzie nas dogonili, ale ich triumf nie trwał długo. Tak jak myślałam, nie mieli pojęcia, że są na bagnach. Już słyszałam krzyki części z nich. Odwróciłam się. Kilku z nich tonęło, reszta próbowała ich wyciągnąć. - To nasza szansa, teraz albo nigdy- pomyślałam i zawróciłam, Evelyn również. Ludzie byli przerażeni, osłabieni, część z nich tonęła. Teraz nie stanowili dla nas większego zagrożenia, zabicie ich było o wiele łatwiejsze, niż chwilę temu. Nie mieli nawet czym się bronić, bo, chcąc ratować towarzyszy, rzucili broń byle gdzie i teraz nie mogli jej znaleźć. Szybko się z nimi rozprawiłyśmy i oddaliłyśmy się, żeby nie słyszeć krzyków tonących. Ich zabić nie mogłyśmy, bo wtedy utonęłybyśmy razem z nimi.
- Idioci, a niby tacy mądrzy. Rzucili broń byle gdzie- powiedziała Evelyn.
- Przynajmniej pokazałyśmy im, gdzie raki zimują. Na bagnach- zażartowałam, żeby rozluźnić atmosferę. Po chwili przypomniałam sobie o wystrzale.
- Wcześniej słyszałam huk. Trafili cię?- spytałam przejęta.
- Gdzie tam. Ja też go słyszałam i dlatego tam pobiegłam. Na początku było ich mniej, więc sądziłam, że sobie poradzę. Ale potem, nie wiadomi, skąd, przyszło ich więcej. I wtedy zjawiłaś się ty. Dziękuję za ratunek.
- Nie ma za co. Myślisz, że powinnyśmy powiedzieć o tym zdarzeniu alfie?
<Evelyn?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz